Wiele osób w świecie zachodnim świętuje Boże Narodzenie w spokoju, w cieple domów, wśród światełek i reklam. Tymczasem dla milionów chrześcijan na całym świecie te same dni oznaczają strach, ucieczkę lub więzienie. Globalne prześladowania, o których rzadko wspomina się w liberalnych mediach, osiągnęły w 2025 roku natężenie niewidziane od dekad.
Według organizacji Open Doors większość ludności globu żyje dziś w krajach, gdzie praktykowanie chrześcijaństwa może skończyć się eksmisją, torturą lub wyrokiem śmierci. Trudno o większy kontrast – duchowa komercja Zachodu zderza się z brutalną rzeczywistością Wschodu.
CYNICZNYM OKIEM: Wygodna wiara w klimatyzowanym kościele ustępuje miejsca prawdziwej dopiero wtedy, gdy na drzwiach pojawia się karteczka z napisem „zakazane”.
Chińska reedukacja ducha
Chiny – gigant demograficzny i laboratorium totalnej kontroli – oficjalnie uznają chrześcijaństwo za „niebezpieczny import cywilizacyjny”. W grudniu w prowincji Zhejiang ponad tysiąc funkcjonariuszy policji, oddziałów SWAT i straży pożarnej brało udział w akcji przeciwko wspólnocie chrześcijańskiej w mieście Wenzhou. Kilkuset wiernych zostało zatrzymanych, ich domy przeszukane, a majątek skonfiskowany.
Operacja trwała pięć dni, bez jednego komunikatu władz. W praktyce oznacza to jedno – Kościół w Chinach przestał być instytucją religijną, a stał się kontrkulturowym ruchem oporu.
Nieletnim zakazano uczestnictwa w nabożeństwach, a dorośli mogą modlić się wyłącznie w kościołach zatwierdzonych przez państwo. Niepokornych czeka tzw. „deprogramowanie” – zestaw psychologicznych i propagandowych technik mających wyrwać „wirusa wiary”. To nowe oblicze starego systemu reedukacyjnego, znanego z historii partii komunistycznych.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy władza zakazuje Boga, robi to zawsze z tą samą motywacją – żeby nikt nie miał wyższego autorytetu niż ona sama.
Indie podpalone przez bogów
W Indiach, które dumnie reklamują się jako „największa demokracja świata”, wolność religijna jest iluzją. Ekstremiści hinduistyczni od lat atakują chrześcijan, bijąc ich i paląc kościoły. W 2025 roku doszło do kolejnych brutalnych napaści – w jednym z nich ponad dwustu napastników wtargnęło do świątyni i biło wiernych żelaznymi prętami.
Nie chodzi tu o spontaniczną nienawiść, lecz o zorganizowaną kampanię narodowościową, w której chrześcijanin jest traktowany jako zdrajca indyjskiej tożsamości.
W jednym z udokumentowanych przypadków pastor został zmuszony do spalenia własnych Biblii, po czym tłum wychwalał boga Ramę. Symboliczna ofiara miała zniszczyć to, czego nie da się dotknąć – poczucie innego porządku moralnego niż religia większości.
Nigeria – wojna, o której nikt nie mówi
Na innym kontynencie, w Nigerii, śmierć przychodzi szybciej niż wiadomości z Zachodu. Ponad 12 tysięcy ludzi zginęło tam w ciągu roku z rąk islamskich ekstremistów. Boko Haram i Państwo Islamskie w Afryce Zachodniej systematycznie czyszczą teren z chrześcijańskich wiosek.
W odpowiedzi były prezydent Donald Trump ogłosił, że amerykańskie lotnictwo przeprowadziło „potężne i śmiertelne uderzenia” w obozy terrorystów. „Jeśli nie zatrzymają rzezi chrześcijan – zapłacą za to piekłem” – napisał.
Choć trudno ocenić skuteczność tej akcji, fakty pozostają nieubłagane. Nigeria nie toczy formalnej wojny, ale śmierć zbiera tam większe żniwo niż na jakimkolwiek innym nieoficjalnym froncie.
CYNICZNYM OKIEM: Międzynarodowa opinia publiczna milczy, dopóki ofiary nie umierają przed kamerą.
Piekło codzienności w Korei i Erytrei
Są jednak miejsca, gdzie prześladowania przybierają formę absolutnego terroru. Korea Północna i Erytrea – dwa państwa tak różne, że łączy je tylko jedno: całkowite unicestwianie wiary.
W Korei wystarczy posiadanie Biblii, by trafić przed pluton egzekucyjny. W Erytrei więźniowie spędzają lata w metalowych kontenerach, rozpalanych słońcem pustyni. Nie ma sądów, nie ma procesów, są tylko raporty zniknięć.
Według Open Doors te dwa kraje należą do czołowej czwórki najgroźniejszych miejsc dla chrześcijan na świecie. A zaraz za nimi plasują się państwa, które partnerują Zachodowi w handlu ropą, gazem i elektroniką. W rankingach hipokryzji to światowy triumf dyplomatycznej selektywności.
Zachód – luksus obojętności. Wiara testowana ogniem
Na tle tych tragedii Stany Zjednoczone i Europa doświadczają zupełnie innego zjawiska – „wielkiego odkościelenia”. Kościoły pustoszeją, a duchowość migruje do TikToka i generatorów modlitw AI. W kraju, gdzie nikt nie ryzykuje więzienia za wiarę, modlitwa stała się czynnością pomiędzy powiadomieniem, a reklamą.
Być może dlatego, jak mówią niektórzy duchowni, brak prześladowań osłabia ducha bardziej niż ich obecność. Tam, gdzie za wiarę się umiera, wspólnoty rosną. Tam, gdzie nic nie grozi, zanika potrzeba odwagi.
CYNICZNYM OKIEM: Paradoks religii – im więcej wolności do jej praktykowania, tym mniej chętnych, by z niej korzystać.
Historia pokazuje, że żaden tyran nie wygrał wojny z wiarą. Nie udało się Rzymowi, nie udało się Mao, nie uda się i dziś. Setki tysięcy wiernych nadal wybiera więzienie lub śmierć zamiast wyparcia się swojej religii.
Prawdziwe pytanie nie dotyczy więc tego, czy chrześcijaństwo przetrwa prześladowania, ale czy przetrwa dobrobyt. I czy Zachód, otoczony wygodą i cyfrowym znieczuleniem, dostrzeże jeszcze, że gdzieś indziej ta sama wiara wciąż kosztuje ludzkie życie.


