Podczas gdy Waszyngton i Kopenhaga spierają się o przyszłość Grenlandii, Władimir Putin z rozbrajającym spokojem zapewnił, że „to nas nie dotyczy”. Na posiedzeniu rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa stwierdził, że Stany Zjednoczone i Dania „same muszą się dogadać” – choć nie omieszkał dodać, że Rosja ma w tym temacie doświadczenie… handlowe.
– „Rosyjski car sprzedał Alaskę Stanom Zjednoczonym w 1867 roku za 7,2 miliona dolarów, co dziś odpowiada około 158 milionom. Gdyby przyjąć te same proporcje, Grenlandia byłaby warta 200 do 250 milionów dolarów” – wypomniał Putin, błyskawicznie przeliczając historię na walutę bieżącej polityki.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy Zachód rozważa konflikt o terytorium, Putin wystawia paragon.
Arktyczne lekcje z Alaski
Putin – w stylu charakterystycznym dla rosyjskiej retoryki – wykorzystał okazję, by wbić szpilę Dani. Zauważył, że „Kopenhaga zawsze traktowała Grenlandię jak kolonię – surowo i bez współczucia”, sugerując, że Europejczycy nie mają moralnego prawa pouczać innych o prawach narodów. To komentarz, który w Moskwie brzmiał jak subtelna, ale cyniczna zemsta – za aktywne wsparcie militarne Danii dla Ukrainy, w tym przekazanie myśliwców F-16.
Przy okazji Putin przypomniał też, że to Dania sprzedała USA Wyspy Dziewicze w 1917 roku, a Rosja – wcześniej – Alaskę. Z jego perspektywy to „naturalny proces” wymiany terytorialnej między mocarstwami, nie powód do oburzenia.
CYNICZNYM OKIEM: Dla Putina historia to giełda – jedni sprzedają Wyspy Dziewicze, inni suwerenność, byle z zyskiem.
Złoto, kolonie i kalkulacje
W dalszej części wypowiedzi rosyjski przywódca położył nacisk nie tyle na politykę, co na ekonomiczny absurd zachodnich ambicji. Gdyby przeliczyć cenę Alaski na wartość złota, Grenlandia mogłaby kosztować nawet miliard dolarów. „Myślę, że Stany Zjednoczone mogą sobie na to pozwolić” – dodał z uśmiechem.
Słowa te padły w momencie, gdy Moskwa z satysfakcją obserwuje pęknięcia w NATO. Amerykański plan „zakupu” Grenlandii skłócił Waszyngton z Europą na tyle, że Reuters określił nastroje na Kremlu jako „gleeful” – rozbawione. Dla Rosji ten spór to dowód, że sojusz traci spójność, a jego liderzy przerzucają się geopolitycznymi fantazjami zamiast realną strategią Arktyki.
Wszystko wskazuje na to, że Putin widzi w konflikcie o Grenlandię symbol końca zachodniego ładu. Podobnie jak upadłe imperia, które kiedyś mierzyły swoje wpływy w milach kwadratowych, dziś Zachód mierzy je w memach i międzynarodowych awanturach.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja nie musi już rozszerzać granic – wystarczy, że patrzy, jak Zachód kłóci się o swoje.
Bo w Arktyce temperatura polityczna rośnie szybciej niż globalne ocieplenie – a Putin, jak widać, nawet nie musi się rozgrzewać.


