Władimir Putin nie mówi już o „specjalnej operacji wojskowej” – mówi o „planie”, który „realizuje się etapami, zgodnie z założeniami”. W najnowszym wystąpieniu telewizyjnym, tuż po fiasku rozmów Trump–Zełenski na Florydzie, rosyjski prezydent jasno zapowiedział, że wojna potrwa, „dopóki wszystkie cele nie zostaną osiągnięte”.
W praktyce oznacza to jedno: Moskwa nie negocjuje, lecz przesuwa granice. Generał Walerij Gierasimow poinformował, że w grudniu rosyjska armia przejęła kontrolę nad ponad 700 km² terytorium Ukrainy i zajęła 32 miejscowości – to najszybsze tempo postępów w całym 2025 roku. Wśród zdobyczy pojawia się m.in. wieś Dibrowa w obwodzie donieckim, a ofensywa ma trwać niemal na całej długości frontu.
Ukraina wciąż próbuje utrzymać pozycje, ograniczając się – jak podkreślił Gierasimow – do lokalnych kontrataków i masowego użycia dronów. Rosjanie tymczasem koncentrują się na kierunkach Słowiańska, Kramatorska i Zaporoża, jednocześnie rozszerzając „strefę bezpieczeństwa” wzdłuż granicy.
CYNICZNYM OKIEM: W rosyjskim słowniku wojennym słowo „obrona” nie istnieje. Istnieje tylko „tymczasowy brak ofensywy”, który trwa do momentu, gdy w Moskwie skończą się kamery.
Ofensywa propagandy i pola walki. Gra o narrację, nie tylko o mapę
Putin w otoczeniu generałów wyglądał na pewnego swego. Obraz w telewizji rosyjskiej był klarowny: Rosja ma inicjatywę, Ukraina – problemy, Zachód – zmęczenie. Po nieudanych rozmowach o rozejmie Kreml uznał, że to idealny moment, by wzmocnić przekaz o sukcesach. Kremlowskie media już teraz mówią o „pełnym wyzwoleniu Donbasu” i „kontynuacji planu w Zaporożu i Chersoniu”.
Chociaż światowe media skupiają się na grze dyplomatycznej, to rzeczywisty ruch odbywa się w terenie – i to po stronie rosyjskiej. Putin sygnalizuje, że nie potrzebuje Planów B ani C, bo jego Plan A działa lepiej, niż przewidywano. Zyski terytorialne mają być dowodem skuteczności, mimo że kosztem jest armia wyczerpana i kraj odcięty od Zachodu.
CYNICZNYM OKIEM: Władimir Putin nie szuka pokoju, tylko pomnika – a najlepiej takiego, który stanie tam, gdzie jeszcze wczoraj była granica Ukrainy.
Rosyjska ofensywa w grudniu to nie tylko ruch wojsk, lecz także propaganda skierowana do wewnątrz kraju. Po latach pozornej stagnacji Kreml potrzebował medialnego zwycięstwa – nawet jeśli 700 kilometrów kwadratowych to mniej niż utracono wcześniej.
Putin pokazał, że w polityce wojennej ważniejsze od realiów frontu jest poczucie postępu. Dla rosyjskiego społeczeństwa to zastrzyk morale; dla Ukrainy – przypomnienie, że Zachód wcale nie trzyma jej już za rękę tak mocno jak kiedyś.
A dla reszty świata to ponury sygnał: ta wojna nie zmierza do końca, lecz do punktu, w którym „specjalna operacja” stanie się normalnym stanem rzeczy.


