Sześć lat po śmierci Jeffreya Epsteina historia, którą Ameryka dawno chciała zamknąć, powraca jak zapach niewywietrzonego więzienia. Departament Sprawiedliwości USA (DOJ) opublikował właśnie dokumenty, które zamiast wyjaśnić sprawę – tylko ją pogłębiają.
Pomarańczowy błysk opisano jako „prawdopodobnie osadzony”.

Inspektor generalny odnotowuje to jako funkcjonariusza niosącego pomarańczową „pościel lub bieliznę pościelową”, zaznaczając w swoim raporcie końcowym jako „niezidentyfikowanego [funkcjonariusza służby więziennej]”.

Oficjalna wersja wciąż brzmi: samobójstwo przez powieszenie. Ale każde kolejne śledztwo odsłania taką ilość nieścisłości, że jedyną pewną rzeczą w tej historii pozostaje chaos. Nowy wątek? Nagranie z monitoringu, na którym widać „pomarańczowy kształt” wchodzący po schodach w stronę celi Epsteina w noc jego śmierci.

Istnieją trzy teorie:
- Faktycznie popełnił samobójstwo.
- Departament Sprawiedliwości – kierowany przez Billa Barra, którego ojciec, autor książek o pedofilii, zatrudnił Epsteina jako nauczyciela w szkole Dalton w latach 70. – zlecił jego zabójstwo podczas pobytu w areszcie.
- Epstein został przemycony z więzienia i zastąpiony przez bezdomnego mężczyznę w masce, a sceptycy wskazują na różnice w kształcie nosa i uszu ciała w porównaniu ze zdjęciami Epsteina za życia.
Więcej artykułów o Epsteinie znajdziesz [TUTAJ]
Pomarańczowy cień. Brakujący „dowód rzeczowy”
Z raportu wynika, że o 22:39 9 sierpnia 2019 roku kamera w Metropolitan Correctional Center zarejestrowała tajemniczy błysk koloru pomarańczowego, przemieszczający się w kierunku odizolowanego poziomu L Tier, gdzie przebywał Epstein. W notatce inspektora generalnego zapisano: „Wygląda na to, że błysk porusza się po schodach, możliwe, że to osadzony eskortowany na piętro.”
Problem w tym, że nikt nie potrafi wskazać, kim miałby być ten „osadzony”. Według Departamentu Sprawiedliwości, był to niezidentyfikowany strażnik niosący pomarańczową pościel. Jednak strażnicy z dyżuru twierdzą, że nie wymieniali pościeli tej nocy.

CYNICZNYM OKIEM: W amerykańskich więzieniach znikały już nagrania, dowody i więźniowie – teraz znikają też kolory.

Śledczy mają podobny problem ze sznurem, na którym Epstein miał się powiesić. Sznur – jeśli w ogóle istniał – przepadł. Jeden ze strażników przyznał, że „nie pamięta, by cokolwiek zdejmował z szyi zmarłego”, a drugi nie widział tam żadnego sznura w ogóle.
Według raportu inspektora generalnego rzekomy sznur znaleziony na miejscu nie był tym, który spowodował śmierć. Jak to możliwe, skoro był jednym z kluczowych dowodów? DOJ odpowiedzi nie ma. Zamiast tego – zawieszenie i karne przeniesienia funkcjonariuszy.
Zasady złamane 75 razy
Cała noc z 9 na 10 sierpnia to katalog naruszeń:
- Brak współwięźnia, choć decyzją działu psychiatrii Epstein powinien mieć towarzysza. Jego poprzedni współosadzony, Nicholas Tartaglione – były policjant i morderca – został przeniesiony kilka godzin wcześniej.
- Brak obchodów. Funkcjonariusze mieli sprawdzać cele co 30 minut. Zamiast tego spali przy biurku i fałszowali wpisy w dokumentach – ponad 75 sfabrykowanych raportów.
- Brak monitoringu. Kamery na jego piętrze „akurat” przestały nagrywać z powodu „awarii dysku”.
- Brak czystości. W celi znaleziono nadmiar koców, ubrań i zmiętych prześcieradeł, ale nikt nie zarejestrował przeszukania ani usunięcia nadmiaru materiałów, które mogły posłużyć do powieszenia.
To wszystko razem tworzy obraz systemowej farsy, nie tragicznego przypadkowego samobójstwa.
Telefony do zmarłej matki i stara znajoma Comey
Jakby tego było mało, wieczorem 9 sierpnia Epstein odbył 20-minutową rozmowę telefoniczną z „matką” – zmarłą od 2004 roku. W rzeczywistości dzwonił do swojej współpracowniczki, z którą omawiał sprawę sądową i… emocje. Rozmowa odbyła się na prywatnym telefonie z prysznica, bez nadzoru i rejestracji – co stanowi naruszenie wszystkich protokołów.
To ostatnia udokumentowana aktywność miliardera przed śmiercią.
Najbardziej pikantne szczegóły pochodzą od byłego współwięźnia Epsteina, wspomnianego Tartaglione’a. W 2025 roku ujawnił w podaniu o ułaskawienie, że prokurator Maurene Comey – córka byłego szefa FBI Jamesa Comeya – miała zaoferować Epsteinowi umowę.
Według jego słów, Epstein usłyszał propozycję: „Jeśli powiesz, że Trump był zamieszany w twoje przestępstwa, wyjdziesz wolny.”
Epstein odmówił. Krótko potem jego nazwisko zniknęło z listy żywych.
DOJ nigdy oficjalnie nie odniosło się do tych zarzutów.
CYNICZNYM OKIEM: W świecie, gdzie prokuratorzy handlują zeznaniami jak akcjami, lojalność wobec prawdy to zły interes.
Strażnicy, którzy zasnęli. Kolejne niedopowiedzenie
Dwójka funkcjonariuszy – Tova Noel i Michael Thomas – przyznała, że była na trzeciej z rzędu zmianie. W nocy od 1:00 do 3:00 kamery zarejestrowały ich siedzących bez ruchu. W raporcie napisano: „mogli drzemać.” W praktyce – spali, gdy ich najcenniejszy więzień znikał z tego świata (albo z więzienia).
Awaria, brak nadzoru, zmęczenie – lista wymówek jest dłuższa niż akta policyjne.
Epstein, rzekomo „na obserwacji samobójczej”, został pozostawiony sam na 8 godzin. Bez kamery, bez strażnika, bez współwięźnia. Jedyny zapis z tamtej nocy to właśnie „pomarańczowy błysk” na schodach i kilka niedbale wypełnionych formularzy.
Dziś, gdy DOJ wreszcie przyznaje istnienie tego zapisu, nie podaje żadnych dodatkowych szczegółów. Kim był ten tajemniczy strażnik? Dlaczego jego wejście nie widnieje w grafiku? Skąd linie pomarańczowej pościeli, której zmiana nie była zaplanowana? Trudno powiedzieć – raport kończy się stwierdzeniem, że „sprawa jest zamknięta.”
Samobójstwo jako dogmat
Oficjalnie, sprawa Epsteina to zamknięty rozdział – „samobójstwo przez powieszenie.” Ale każdy, kto przeczyta ostatni raport DOJ, widzi raczej scenariusz z kiepskiego thrillera niż z procedury więziennej.
Nie ma sznura, nie ma nadzoru, nie ma kamer, nie ma świadków – jest tylko wygodna narracja.
CYNICZNYM OKIEM: Gdyby Jeffrey Epstein naprawdę popełnił samobójstwo, wymagałoby to więcej nadzoru niż całe jego życie w luksusowych więzieniach dla bogatych.
Każdy nowy przeciek, każda notatka i każde zdjęcie tylko pogłębiają wrażenie, że śmierć Epsteina była jedynie początkiem jego legendy.
„Pomarańczowy kształt” w raporcie DOJ stał się symbolem czegoś więcej niż jednej śmierci – znakiem, że państwo, które miało chronić prawo, samo zamieniło się w strefę mroku.
Bo jeśli w XXI wieku najbogatszy więzień Ameryki może zniknąć w biały dzień z najbardziej strzeżonego budynku w kraju, to już nie teoria spiskowa, lecz dowód systemowej paranoi.
Jego historia wciąż oddycha, pełna cieni, niedopowiedzeń i tego jednego, pomarańczowego błysku, który prowadzi donikąd.


