Prywatyzacja zdrowia w USA. Trump przeciw Obamacare

Pieniądze, które do tej pory karmią system, mają trafić do obywateli

Adrian Kosta
4 min czytania

Donald Trump po raz kolejny postanowił rozprawić się z jednym z najświętszych totemów amerykańskiej polityki – publiczną opieką zdrowotną. W swoim najnowszym wystąpieniu prezydent określił ją jako „głupie Obamacare” i zaproponował jego radykalną przebudowę: zamiast finansować korporacje ubezpieczeniowe, dać pieniądze bezpośrednio ludziom.

Brzmi jak rewolucja. A jeszcze bardziej jak kampania.

„Pieniądze dla ludzi, nie dla korporacji”

Trump, w typowym dla siebie stylu, ogłosił:
Nie chcę, by firmy ubezpieczeniowe dostawały pieniądze. Chcę, by te pieniądze trafiły BEZPOŚREDNIO do ludzi!

Według jego planu, dotacje, które obecnie zasilają portfele prywatnych ubezpieczycieli, miałyby trafiać do Amerykanów – by ci sami mogli kupować własne ubezpieczenia. W teorii oznacza to większy wybór i mniejszą zależność od biurokracji. W praktyce – niekontrolowany rynek zdrowotny, w którym każdy sam jest swoim ministrem zdrowia, księgowym i ubezpieczycielem.

Trump tłumaczy to prościej:
Zapłacimy ludziom dużo pieniędzy i zapomnimy o tym szaleństwie Obamacare!

W erze, gdy „bezpośredni przelew” jest odpowiedzią na każdy problem społeczny – od pandemii po inflację – to hasło może brzmieć kusząco.

Wysadzanie systemu od wewnątrz

Obamacare od początku budziło skrajne emocje. Dla Demokratów to dowód cywilizacyjnego postępu. Dla Republikanów – biurokratyczne monstrum, które zwiększa koszty, ogranicza wybór i pompuje miliardy do prywatnych ubezpieczycieli.

Trump nie pierwszy raz obiecuje jego likwidację. W 2017 roku przegrał walkę z Kongresem – zabrakło mu jednego głosu. Dziś, z nowym politycznym zapleczem i świeżym populistycznym językiem, wraca do tematu, uzbrojony w prostą ideę: pieniądze, które do tej pory karmią system, powinny trafić do obywateli.

Problem w tym, że finansowanie bez pośredników brzmi bardziej jak hasło wyborcze niż realny plan reformy. Bo jeśli z systemu wyjąć ubezpieczycieli i urzędników, ktoś i tak musi pokryć rachunki szpitali, leków i diagnostyki.

CYNICZNYM OKIEM: Trump mówi „bez biurokracji”. Ale nawet Bóg, tworząc człowieka, wprowadził system nerwowy.

Zdrowie jako towar, obywatel jako klient

W propozycji Trumpa uderza paradoks: by „oddolnie” wzmocnić ludzi, proponuje sprywatyzować odpowiedzialność za zdrowie. Każdy Amerykanin ma dostać środki i sam zdecydować, gdzie i jak z nich skorzysta.

Trump tłumaczy to jako „wolny rynek zdrowia”. Krytycy widzą w tym raczej wolny rynek choroby.

Bo w USA leczenie nigdy nie było tanie: według danych Kaiser Foundation przeciętny roczny koszt polis medycznych przekroczył 8500 dolarów na osobę. Jeśli pieniądze z dotacji trafią bezpośrednio do obywateli, ale koszty nie spadną, pomysł stanie się raczej nową formą transferu publicznych funduszy do kieszeni tych samych koncernów, tylko po drodze zatrzymując trochę mniej papierów.

Trump chwyta tu za czuły nerw Ameryki: nieufność wobec korporacji i rządu jednocześnie. Jego narracja jest prosta: „Demokraci karmią ubezpieczycieli, ja karmie was.” To retoryka, która w czasach inflacji i niepewności brzmi jak balsam dla sfrustrowanego wyborcy.

Dla Demokratów to pułapka retoryczna. Sprzeciw wobec pomysłu Trumpa można łatwo sprzedać jako „obronę bogatych firm kosztem zwykłych ludzi.” Analitycy ostrzegają, że atakowanie planu bez kontrpropozycji byłoby politycznym samobójstwem.

W efekcie nowy plan Trumpa to nie tylko reforma. To manifest polityczny epoki, w której państwo rezygnuje z odpowiedzialności, dając wolność obywatelom.

A na końcu tej historii zawsze zostaje ta sama stara prawda: w Ameryce każdy ma prawo do zdrowia – o ile stać go na ubezpieczenie.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *