Proste dbanie o siebie wygrywa z trendami i checklistami

Ciało lubi powtarzalność, nie widowisko

Adrian Kosta
8 min czytania
Dlaczego coraz więcej osób wraca do prostego dbania o siebie?

Dbanie o siebie miało być miękkim lądowaniem po dniu, a w wielu wersjach zaczęło przypominać centrum dowodzenia. Zegarek mierzy sen, aplikacja liczy wodę, telefon przypomina o oddechu, a podcaster tłumaczy, że poranek trzeba zacząć od światła dziennego, do czego internet dorzuca jeszcze trening siłowy, białko, zimny prysznic, pielęgnację, journaling i spacer po posiłku. Wszystko osobno brzmi rozsądnie, jednak razem potrafi wyglądać jak plan przygotowań do misji kosmicznej, tylko że misją jest przetrwanie wtorku. I właśnie wtedy człowiek zaczyna tęsknić za czymś prostszym – nie za zaniedbaniem siebie ani za chaosem, lecz za dbaniem o siebie, które nie wymaga zarządzania jak produkcja filmu Marvela: z harmonogramem, fazami, spin-offami i poczuciem, że jeśli nie obejrzysz wszystkiego we właściwej kolejności, to nie zrozumiesz własnego życia.

Wiele współczesnych metod troski o siebie ma jeden problem: wymagają dodatkowej energii dokładnie od ludzi, którym tej energii brakuje. Sen, ruch, jedzenie, regulacja stresu, mniej telefonu – z tym trudno się kłócić, jednak opakowanie tych rzeczy stało się tak rozbudowane, że samo wdrożenie zaczyna przypominać pracę dodatkową. Trzeba wybrać aplikację, ustawić cele, pilnować serii, monitorować postępy, porównywać wyniki i poprawiać błędy, aż nagle odpoczynek przestaje być odpoczynkiem, a staje się projektem z widokiem tygodniowym. Kiedy człowiek jest przeciążony, prostota nie jest lenistwem, lecz warunkiem, żeby cokolwiek dało się utrzymać.

CYNICZNYM OKIEM: Nigdy w historii ludzkość nie potrzebowała tylu aplikacji, by przypomnieć sobie, że trzeba odetchnąć. Branża dobrego samopoczucia sprzedała nam abonament na rzeczy, które kiedyś wykonywało się odruchowo.

Ciało lubi powtarzalność, nie widowisko

Coraz atrakcyjniejsze robi się to, co nie wymaga instrukcji. Spacer bez mierzenia tempa, sen bez porannego raportu jakości, obiad, który nie udaje idealnego rozwiązania żywieniowego, tylko po prostu karmi. Wieczór bez konieczności zamieniania go w rytuał godny bohaterki filmu, która po kryzysie życiowym przeprowadza się do domu nad jeziorem i odnajduje sens w ceramice. Czasem wystarczy prysznic, czysta pościel i brak ambicji, żeby jeszcze coś z siebie wycisnąć.

Ciało jest w tej sprawie dość mało romantyczne i nie interesuje go, czy nawyk wygląda atrakcyjnie, da się go opowiedzieć w rolce ani czy ma nazwę brzmiącą jak metoda z Doliny Krzemowej. Interesuje je powtarzalność: sen o podobnej porze, codzienny ruch, światło dzienne, jedzenie, które nie powoduje energetycznej katastrofy, oraz chwile bez bodźców. Te rzeczy są tak zwyczajne, że prawie przegrywają z własnej nudności, a jednak fizjologia właśnie takie sygnały rozumie najlepiej. Po latach słuchania o kolejnych protokołach okazuje się, że organizm nadal działa według starych zasad – układ nerwowy lubi przewidywalność, rytm dobowy lubi światło rano i ciemność wieczorem, mięśnie nie lubią całodziennego siedzenia w jednej pozycji, a głowa lubi przerwy od strumienia treści.

Internet sprzedał nam wersję premium rzeczy, które kiedyś były normalne. Spacer stał się „hot girl walk”, odpoczynek – „resetem układu nerwowego”, a zwykłe pójście spać wcześniej dostało oprawę wieczornego rytuału. Picie wody potrafi mieć własną butelkę, harmonogram i estetykę, a nawet cisza przestała być ciszą i zaczęła występować jako „mindful moment”, najlepiej z beżową grafiką oraz fontem, który wygląda, jakby nigdy nie musiał rozliczać podatku. Nazwy nie są złem wcielonym, ponieważ czasem pomagają coś nazwać i oswoić, jednak problem zaczyna się wtedy, gdy prosta czynność bez opakowania wydaje się niewystarczająca.

Proste dbanie o siebie wygrywa z trendami i checklistami

Prostota daje ulgę, bo nie wystawia stopni

Rozbudowane systemy dbania o siebie bardzo łatwo zaczynają oceniać – nie zawsze wprost, czasem tylko delikatnie, przez przerwaną serię, niezrealizowany cel albo sen poniżej normy. Technologia ma pomagać, ale potrafi też zmienić troskę w dzienniczek ucznia, który codziennie przynosi do podpisu własne funkcjonowanie, a człowiek zamiast zapytać siebie, jak się czuje, patrzy na wynik. Proste formy dbania o siebie nie robią tego aż tak agresywnie – spacer się nie obraża, jeśli trwa piętnaście minut, zupa nie wysyła powiadomienia, że miała za mało białka, sen nie musi być omówiony na wykresie, żeby coś dał, a relacja z kimś bliskim nie potrzebuje nazwy metody regulacyjnej, żeby uspokajała układ nerwowy.

Łatwo pomylić prostotę z rezygnacją, jakby człowiek, który przestaje śledzić piętnaście wskaźników, od razu porzucał zdrowie i zamierzał zamieszkać w dresie na kanapie z paczką chipsów jako jedyną bliską relacją. W rzeczywistości dzieje się coś odwrotnego: ludzie nie odpuszczają dbania o siebie, lecz odpuszczają nadmiar dekoracji, kontroli i presji wokół niego. To trochę jak w kinie po latach przeładowanych efektami specjalnymi, gdy widz zaczyna tęsknić za sceną, w której dwoje ludzi siedzi przy stole i naprawdę coś między nimi iskrzy, bez wybuchów ani portalu na niebie. W dbaniu o siebie też coraz częściej chcemy mniej fajerwerków, a więcej rzeczy, które faktycznie działają – prosty posiłek, ruch, który nie wymaga przebierania całej tożsamości, wieczór, po którym organizm ma szansę zejść z obrotów, oraz telefon odłożony nie dlatego, że aplikacja kazała, lecz dlatego, że głowa ma już dość.

CYNICZNYM OKIEM: Najtrudniej dziś sprzedać człowiekowi to, co bezpłatne i niepoliczalne. Spacer bez aplikacji nie generuje danych, więc rynek udaje, że nie istnieje.

Wbrew pozorom powrót do prostoty nie zawsze jest łatwy. Bardzo rozbudowane systemy dają poczucie, że coś robimy, że trzymamy rękę na pulsie i że jeśli wystarczająco dużo zmierzymy, zaplanujemy oraz poprawimy, to życie w końcu przestanie się rozłazić na boki. Proste rzeczy są mniej spektakularne i mniej uspokajające dla głowy spragnionej kontroli – spacer nie obiecuje, że wszystko naprawi, sen nie wygląda jak strategia, a zwykły obiad nie daje wrażenia przełomu. A jednak często to właśnie one zostają z nami najdłużej, bo nie wymagają ciągłej mobilizacji – można je powtarzać w gorszy dzień i wrócić do nich po przerwie bez poczucia, że cały plan się zawalił.

Proste formy dbania o siebie nie są delikatną konstrukcją złożoną z zasad, wyjątków i warunków idealnych, lecz przypominają solidne buty – może nie robią wielkiego wejścia, ale gdy trzeba przejść przez trudniejszy tydzień, nagle okazują się ważniejsze niż wszystkie efektowne dodatki. Coraz więcej osób wraca do prostych form troski nie dlatego, że świat stał się mniej skomplikowany, lecz dlatego, że właśnie przez tę komplikację potrzebujemy rzeczy, które nie dokładają kolejnej warstwy hałasu. Dbanie o siebie nie musi wyglądać jak osobny projekt życiowy i czasem wystarczy, żeby przestało być kolejną rzeczą, z której trzeba się rozliczać. Dla polskiego czytelnika, który po pracy ma jeszcze dom, rodzinę, rachunki oraz stos powiadomień w telefonie, oznacza to coś bardzo konkretnego – prawo do tego, by dbanie o siebie zmieściło się w piętnastu minutach spaceru, a nie wymagało osobnego harmonogramu obok kalendarza zawodowego. W kraju, gdzie kult zaradności i wielozadaniowości jest niemal narodowym sportem, rezygnacja z mierzenia każdego oddechu staje się aktem zdrowego rozsądku, a nie kapitulacją przed życiem.


Chcesz czytać więcej takich treści? Dodaj Cynicy.pl do PREFEROWANYCH ŹRÓDEŁ w Google.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.


TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *