Gaza ma przestać być ruiną, a stać się „high‑tech metropolią”. Taki jest cel projektu „Project Sunrise”, opracowanego przez amerykańskiego wysłannika Steve’a Witkoffa i zięcia Donalda Trumpa – Jareda Kushnera. Wyciekłe dokumenty pokazują, że dwaj prominentni nowojorscy deweloperzy zaprezentowali państwom Zatoki Perskiej plan odbudowy Strefy Gazy wart 112 miliardów dolarów.
Projekt – opracowany w zaledwie 45 dni jako 32‑stronicowa prezentacja oznaczona klauzulą „sensitive” – trafił na biurka urzędników z Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Egiptu i Turcji. Jak donosi Wall Street Journal, to nie tylko propozycja odbudowy – to globalna wizja przekształcenia Gazy w „Bliski Wschód przyszłości”.

Miasto na gruzach. Pieniądze, morze i warunki
Według założeń „Project Sunrise” Gaza miałaby w ciągu 20 lat przejść cztery etapy rekonstrukcji, zaczynając od południowych terenów. Rafah stałaby się nową stolicą administracyjną regionu, miastem z półmilionową populacją i infrastrukturą biurowo‑technologiczną.
Brzmi jak urbanistyczna utopia – z jednym problemem: projekt nie precyzuje, gdzie przez te lata mają żyć dwa miliony dzisiejszych mieszkańców Gazy.
Izraelska blokada uniemożliwia dostawy cementu i stali, a większość ludności koczuje w ruinach, prowizorycznych namiotach lub zniszczonych szkołach. Zaledwie w grudniu burza i powodzie zniszczyły 95 procent tymczasowych obozowisk, zabiły kilkanaście osób i doprowadziły do śmierci trojga niemowląt z powodu wychłodzenia.
CYNICZNYM OKIEM: Trudno stawiać wieżowce, gdy fundamentem jest błoto i beznadzieja.
Sednem planu nie jest tylko odbudowa, ale monetyzacja. Witkoff i Kushner proponują sprywatyzowanie 70 procent wybrzeża Gazy w dziesiątym roku projektu. Z nadmorskiego pasa mają powstać kurorty, inwestycje turystyczne i porty, z których – jak wyliczono – można by uzyskać 55 miliardów dolarów długoterminowych zysków.
„Riviera Bliskiego Wschodu” – to określenie pojawia się w slajdach planu. Tyle że podobny pomysł już wcześniej wyszedł z ust Donalda Trumpa, który sugerował przesiedlenie Palestyńczyków do innych państw arabskich, a teren Gazy zamienić w luksusową enklawę. Wówczas propozycję poparł Izrael, a większość świata ją odrzuciła.
Kto płaci za wschód słońca? Warunek numer jeden: rozbrojenie
Według planu amerykańskiego duetu, rząd USA miałby wyłożyć 60 miliardów dolarów w formie pożyczek i gwarancji kredytowych, aby nakręcić pierwszą fazę inwestycji. Z czasem gospodarka Gazy miałaby „sama się utrzymywać”, a pieczę nad projektem objąłby Bank Światowy.
Wizja przypomina rekonstrukcyjną wersję Planu Marshalla, tyle że w tym przypadku bardziej chodzi o deweloperskie imperium niż odbudowę społeczną. Witkoff i Kushner – obaj pochodzący z bogatych nowojorskich rodzin żydowskich i znani z inwestycji w luksusowe nieruchomości – mają ścisłe powiązania z funduszami inwestycyjnymi z Zatoki Perskiej.
Na drugiej stronie prezentacji, czerwonymi literami, widnieje zapis: „Projekt możliwy jedynie po całkowitej demilitaryzacji Gazy i dekomisji wszystkich tuneli Hamasu.”
Z perspektywy architektów projektu to punkt negocjacyjny; dla Palestyńczyków – warunek niemożliwy do spełnienia. Hamas niedawno ogłosił gotowość do „pogrzebania broni” i przekazania władzy cywilnemu rządowi palestyńskiemu, lecz Izrael odrzucił te propozycje, blokując udział palestyńskich urzędników i ekspertów w jakichkolwiek kolejnych rozmowach.
Tym samym nikt nie wie, kto w ogóle miałby kierować nową Gazą.
Metropolia z paradoksem
Oficjalnie projekt nazwano „bezprecedensową inwestycją w pokój”. Nieoficjalnie eksperci już dziś widzą w nim zderzenie nierozwiązywalnych sprzeczności. Gaza ma zostać miastem technologicznym, lecz nie ma komputerów, dostępu do materiałów budowlanych ani prądu. Ma przyciągać kapitał z Doliny Krzemowej, ale jej ludność głoduje w ruinach.
Plan jest również geopolityczną próbą prywatyzacji pokoju – pomysłem, że kapitał może zastąpić dyplomację.
Jak pisze Wall Street Journal, „Project Sunrise” w istocie nie jest planem odbudowy, a projektem resetu: przemianą spornego pasa ziemi w strefę korporacyjnych zysków i regionalnej stabilizacji kontrolowanej przez inwestorów.
Nawet wśród państw Zatoki reakcje są chłodne. Katar i Turcja obawiają się, że plan to ekonomiczne przykrycie politycznej czystki, a Zjednoczone Emiraty widzą w nim raczej kolejny deweloperski miraż niż realny projekt odbudowy.
Izrael, z kolei, z zadowoleniem patrzy na każdy projekt, który przesuwa zarządzanie Gazą poza ręce Palestyńczyków, a USA – na taką wizję Bliskiego Wschodu, w której konflikt można zastąpić inwestycyjną infrastrukturą.
Tyle że gdzieś pomiędzy liczbami i renderami nowoczesnych dzielnic znika podstawowe pytanie: kto będzie w tej metropolii mieszkał?
CYNICZNYM OKIEM: Project Sunrise to więcej niż plan odbudowy – to architektoniczny test, czy na gruzach wojny da się postawić biurowiec dla pokoju.
Bo jeśli historia uczy czegokolwiek, to tego, że żadne słońce nie wschodzi bez cienia.


