Project Sunrise ma zbudować „nową Gazę” na ruinach starej

Wyciekłe dokumenty pokazują plan odbudowy wart 112 miliardów dolarów

Adrian Kosta
5 min czytania

Gaza ma przestać być ruiną, a stać się „high‑tech metropolią”. Taki jest cel projektu „Project Sunrise”, opracowanego przez amerykańskiego wysłannika Steve’a Witkoffa i zięcia Donalda Trumpa – Jareda Kushnera. Wyciekłe dokumenty pokazują, że dwaj prominentni nowojorscy deweloperzy zaprezentowali państwom Zatoki Perskiej plan odbudowy Strefy Gazy wart 112 miliardów dolarów.

Projekt – opracowany w zaledwie 45 dni jako 32‑stronicowa prezentacja oznaczona klauzulą „sensitive” – trafił na biurka urzędników z Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Egiptu i Turcji. Jak donosi Wall Street Journal, to nie tylko propozycja odbudowy – to globalna wizja przekształcenia Gazy w „Bliski Wschód przyszłości”.

gaza

Miasto na gruzach. Pieniądze, morze i warunki

Według założeń „Project Sunrise” Gaza miałaby w ciągu 20 lat przejść cztery etapy rekonstrukcji, zaczynając od południowych terenów. Rafah stałaby się nową stolicą administracyjną regionu, miastem z półmilionową populacją i infrastrukturą biurowo‑technologiczną.

Brzmi jak urbanistyczna utopia – z jednym problemem: projekt nie precyzuje, gdzie przez te lata mają żyć dwa miliony dzisiejszych mieszkańców Gazy.

Izraelska blokada uniemożliwia dostawy cementu i stali, a większość ludności koczuje w ruinach, prowizorycznych namiotach lub zniszczonych szkołach. Zaledwie w grudniu burza i powodzie zniszczyły 95 procent tymczasowych obozowisk, zabiły kilkanaście osób i doprowadziły do śmierci trojga niemowląt z powodu wychłodzenia.

CYNICZNYM OKIEM: Trudno stawiać wieżowce, gdy fundamentem jest błoto i beznadzieja.

Sednem planu nie jest tylko odbudowa, ale monetyzacja. Witkoff i Kushner proponują sprywatyzowanie 70 procent wybrzeża Gazy w dziesiątym roku projektu. Z nadmorskiego pasa mają powstać kurorty, inwestycje turystyczne i porty, z których – jak wyliczono – można by uzyskać 55 miliardów dolarów długoterminowych zysków.

„Riviera Bliskiego Wschodu” – to określenie pojawia się w slajdach planu. Tyle że podobny pomysł już wcześniej wyszedł z ust Donalda Trumpa, który sugerował przesiedlenie Palestyńczyków do innych państw arabskich, a teren Gazy zamienić w luksusową enklawę. Wówczas propozycję poparł Izrael, a większość świata ją odrzuciła.

Kto płaci za wschód słońca? Warunek numer jeden: rozbrojenie

Według planu amerykańskiego duetu, rząd USA miałby wyłożyć 60 miliardów dolarów w formie pożyczek i gwarancji kredytowych, aby nakręcić pierwszą fazę inwestycji. Z czasem gospodarka Gazy miałaby „sama się utrzymywać”, a pieczę nad projektem objąłby Bank Światowy.

Wizja przypomina rekonstrukcyjną wersję Planu Marshalla, tyle że w tym przypadku bardziej chodzi o deweloperskie imperium niż odbudowę społeczną. Witkoff i Kushner – obaj pochodzący z bogatych nowojorskich rodzin żydowskich i znani z inwestycji w luksusowe nieruchomości – mają ścisłe powiązania z funduszami inwestycyjnymi z Zatoki Perskiej.

Na drugiej stronie prezentacji, czerwonymi literami, widnieje zapis: „Projekt możliwy jedynie po całkowitej demilitaryzacji Gazy i dekomisji wszystkich tuneli Hamasu.”

Z perspektywy architektów projektu to punkt negocjacyjny; dla Palestyńczyków – warunek niemożliwy do spełnienia. Hamas niedawno ogłosił gotowość do „pogrzebania broni” i przekazania władzy cywilnemu rządowi palestyńskiemu, lecz Izrael odrzucił te propozycje, blokując udział palestyńskich urzędników i ekspertów w jakichkolwiek kolejnych rozmowach.

Tym samym nikt nie wie, kto w ogóle miałby kierować nową Gazą.

Metropolia z paradoksem

Oficjalnie projekt nazwano „bezprecedensową inwestycją w pokój”. Nieoficjalnie eksperci już dziś widzą w nim zderzenie nierozwiązywalnych sprzeczności. Gaza ma zostać miastem technologicznym, lecz nie ma komputerów, dostępu do materiałów budowlanych ani prądu. Ma przyciągać kapitał z Doliny Krzemowej, ale jej ludność głoduje w ruinach.

Plan jest również geopolityczną próbą prywatyzacji pokoju – pomysłem, że kapitał może zastąpić dyplomację.

Jak pisze Wall Street Journal, „Project Sunrise” w istocie nie jest planem odbudowy, a projektem resetu: przemianą spornego pasa ziemi w strefę korporacyjnych zysków i regionalnej stabilizacji kontrolowanej przez inwestorów.

Nawet wśród państw Zatoki reakcje są chłodne. Katar i Turcja obawiają się, że plan to ekonomiczne przykrycie politycznej czystki, a Zjednoczone Emiraty widzą w nim raczej kolejny deweloperski miraż niż realny projekt odbudowy.

Izrael, z kolei, z zadowoleniem patrzy na każdy projekt, który przesuwa zarządzanie Gazą poza ręce Palestyńczyków, a USA – na taką wizję Bliskiego Wschodu, w której konflikt można zastąpić inwestycyjną infrastrukturą.

Tyle że gdzieś pomiędzy liczbami i renderami nowoczesnych dzielnic znika podstawowe pytanie: kto będzie w tej metropolii mieszkał?

CYNICZNYM OKIEM: Project Sunrise to więcej niż plan odbudowy – to architektoniczny test, czy na gruzach wojny da się postawić biurowiec dla pokoju.

Bo jeśli historia uczy czegokolwiek, to tego, że żadne słońce nie wschodzi bez cienia.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *