W polskich mediach, w politycznych debatach i na ulicach powtarza się jak mantrę: „to my, obywatele, wybieramy prezydenta”. Wybory prezydenckie przedstawiane są jako święto demokracji, dzień, w którym głos ludu decyduje o losach państwa. Ale czy naprawdę tak jest? Konrad Daniel, twórca kanału PodziemnaTV, w swoim najnowszym materiale rozbiera tę narrację na czynniki pierwsze. Jego diagnoza? Prezydenta nie wybierają obywatele – wybierają go partie. A większość Polaków nie ma z tym nic wspólnego.
CYNICZNYM OKIEM: W Polsce demokracja przypomina wybór w szkolnej stołówce: możesz wybrać między zupą z brukwi a zupą z brukwi, tylko z inną etykietą. Wszyscy udają, że mają wpływ, a kuchnia i tak gotuje swoje.
Kto naprawdę wybiera prezydenta?
PodziemnaTV nie owija w bawełnę: „Większość ludzi żyje w przeświadczeniu, że to my, wyborcy, obywatele wybieramy prezydenta w naszym kraju. Tak cały czas twierdzą politycy, tak cały czas twierdzą media. W kółko słyszymy o tym, że wybory prezydenckie to jest święto demokracji, w której wyborcy wybierają sobie głowę państwa. Ale przecież to jest nieprawda. To nie my wybieramy prezydenta i zaraz to państwu udowodnię.”
Zanim poznasz nazwiska kandydatów, wiadomo już, że prezydentem zostanie ktoś z dwóch głównych partii – PiS lub PO.
„Przecież zanim jeszcze poznaliśmy nazwiska jakichkolwiek kandydatów, od dawna było wiadomo, że prezydentem zostanie kandydat jednej z dwóch głównych partii w Polsce. Albo kandydat głównej, aktualnie rządzącej partii, albo kandydat głównej, aktualnie opozycyjnej partii.”
Wybór? Ograniczony do tego, kto zostanie „namaszczony” przez partyjne centrale.
„Niezależnie od tego, kto byłby kandydatem PO na prezydenta, to może on liczyć na poparcie żelaznego elektoratu PO. I niezależnie od tego, kim byłby kandydat PiS na prezydenta, to będzie miał poparcie żelaznego elektoratu PiS.”
Mandat większości? Statystyka nie kłamie
W mediach eksponuje się procenty ważnych głosów, by pokazać „mandat społeczny”. Ale jeśli spojrzeć na surowe liczby, obraz jest zupełnie inny:
„Według obwieszczenia PKW mamy obecnie ponad 29,2 miliona wyborców. (…) Z tych ponad 29 milionów wyborców w pierwszej turze zagłosowało prawie 19,7 miliona wyborców, a nie zagłosowało ponad 9,5 miliona wyborców.”

Co to oznacza? „Największa grupa wyborców to jest prawie 32,69% nie zagłosowało w ogóle, czyli nie poparło żadnego z kandydatów. Następnie trochę ponad 21% poparło pana Trzaskowskiego, 19,80% pana Nawoickiego, 9,92% pana Mentzena, 4,25% pana Brauna i tak dalej.”
Czyli kandydat, który zostaje prezydentem, ma realne poparcie… jednej piątej wszystkich uprawnionych do głosowania.

„Każdego z nich poparła zaledwie 1/5 wszystkich wyborców w naszym kraju. Pozostałe 3/5 wyborców, czyli około 60% wszystkich dorosłych Polaków nie poparło żadnego z tych kandydatów. To gdzie tu jest większość, proszę państwa?”
Druga tura: wybór między dwoma złami
Druga tura to już nie wybór, a przymus: „Druga tura to już nie są wolne wybory, gdzie każdy głosuje jak chce, tylko w drugiej turze jesteśmy już zakładnikami dwóch największych partii politycznych i jestem przekonany, że większość wyborców zagłosuje i wybierze mniejsze zło, a nie swojego kandydata, którego naprawdę i szczerze popierają.”
W praktyce większość Polaków głosuje nie „za”, ale „przeciw”. „Jeśli do tego dołożymy jeszcze fakt, że przecież tak naprawdę o wyniku wyborów nie decydują żelazne elektoraty, tylko ta stosunkowo niewielka grupa wahających się wyborców. Kraj jest podzielony praktycznie przez te dwie główne partie dokładnie prawie że na pół.”

Iluzja demokracji: gdzie jest wola większości?
„Więc zapytam po raz ostatni, gdzie tu jest większość, która niby podejmuje decyzję w demokracji? (…) Są inne systemy głosowania, które pozwalają się wyborcom wypowiedzieć w jednym głosowaniu za jednym razem na temat wszystkich kandydatów. I mogłoby tak być w naszym kraju, a może nawet tak już jest w naszym kraju, że kandydata jednej głównej partii popiera 30% wyborców, którzy poszli na głosowanie. Kandydata drugiej partii popiera 30% kolejnych wyborców, którzy prl na głosowanie, a 40%, czyli większość wolałaby kogokolwiek innego, tylko nie któregoś z tych dwóch partyjnych kandydatów.”
W obecnym systemie nie ma miejsca na nową jakość, na kandydatów spoza duopolu.
„W obecnym, moim zdaniem, niedemokratycznym i patologicznym, partyjnym systemie wyborczym nie mamy nawet możliwości ani takiej woli wyrazić, ani jej poznać, nawet jeśli ona taka rzeczywiście jest wśród nas.”
CYNICZNYM OKIEM: Polska demokracja to casting do serialu, w którym główne role są obsadzone z góry. Widzowie mogą głosować na ulubionego statystę – ale scenariusz pisze reżyser z partyjnego biura.
Czy można to zmienić?
Konrad Daniel nie poprzestaje na krytyce – wskazuje na alternatywne systemy głosowania, które pozwoliłyby na wyrażenie rzeczywistych preferencji, a nie tylko wybór „mniejszego zła”.
„Może po prostu zacznijmy od tego, że przestaniemy udawać i oszukiwać sami siebie, że żyjemy w kraju demokratycznym, że tak wygląda demokracja, albo że w demokracji decyduje większość. Zacznijmy po prostu otwarcie mówić o tym, że w naszym kraju prezydenta wybierają nam partie polityczne, a nie obywatele oraz, że w głosowaniach decyzje zapadają wolą jakiejś zawsze mniejszości, a nie rzeczywistej większości Polaków.”
PodziemnaTV to nie miejsce dla teorii spiskowych, ale dla tych, którzy chcą widzieć więcej niż pokazują oficjalne media.
„Kiedyś to były tylko oczywiście rządowe propagandowe media. Dzisiaj mediów jest wiele, ale to nie zmienia faktu, że w głównym obiegu medialnym po prostu nie ma pewnych informacji, nie ma pewnych punktów widzenia.”
W Polsce prezydenta wybierają partie, a nie naród. Większość głosuje na „mniejsze zło”, a prawdziwa wola społeczeństwa ginie w partyjnych kalkulacjach i medialnych procentach. Czy można to zmienić? Tak – ale trzeba najpierw przestać udawać, że wszystko jest w porządku.
CYNICZNYM OKIEM: Wybory prezydenckie w Polsce to nie święto demokracji. To karnawał iluzji, w którym wszyscy tańczą, ale orkiestra gra tylko jedną melodię – tę, którą zamówiły partyjne centrale.


