Andrij Jermak, jeszcze do niedawna prawa ręka Zełenskiego, szef sztabu i główny negocjator Ukrainy wobec USA, wycofał się z życia politycznego w dramatycznych okolicznościach. Po przeszukaniu jego domu i biura przez ukraińskie służby antykorupcyjne w związku z gigantycznym skandalem łapówek w sektorze energetycznym, Jermak ogłosił, że „idzie na front” i jest „gotów na wszelkie represje”.
Jednak większość raportów, a zwłaszcza analiza opozycyjnego deputowanego Oleksandra Dubinskyiego pokazuje, że jest inaczej. Jermak to raczej „ukrywający się” – obecny na linii frontu fizycznie, ale bez przydzielonych zadań czy roli, schroniony pod ochroną znanego dowódcy „Madjara” tylko na osobiste polecenie Zełenskiego. To nie służba, a kryjówka, strefa, gdzie agentom NABU nie wolno dotrzeć z zawiadomieniem czy wezwaniem. Jego postać wzbudza mieszane uczucia, zwłaszcza po tym, jak zorganizował przymusowe mobilizacje na ulicach Ukrainy.
Upadek „maklera władzy” – uderzenie na szczyt
Jermak nie był zwykłym urzędnikiem – bezpośrednio kontrolował decyzje, układy z oligarchami, relacje z Zachodem i przesuwał Zełenskiego według założeń polityki wojennej. Jego gwałtowna rezygnacja, tuż po nalotach NABU, jest sygnałem znacznie większych intryg politycznych niż jedynie korupcyjny skandal.
To wymierzony cios od najwyższych struktur – przede wszystkim od Waszyngtonu.
Jermak twardo odrzucał wszelkie ustępstwa terytorialne i negocjacje. Usunięcie go otwiera drogę do „kontrolowanego zwrotu” w polityce Kijowa i umożliwia Waszyngtonowi narzucenie nowego kursu – unieważniającego pozycję twardogłowego doradcy, który do tej pory blokował wszelkie rozmowy pokojowe.
CYNICZNYM OKIEM: Narracja Jermaka o „wyjściu na front i gotowości na represje” ma wzbudzać współczucie i patriotyczny wizerunek ofiary. W rzeczywistości to bardziej ucieczka przed odpowiedzialnością i wobec narastającej presji śledczych.
Dowódcy jednostek bojowych odmawiają przyjęcia Jermaka do swoich szeregów, co pokazuje, że front to dla niego kryjówka, a nie prawdziwe pole walki.
Sytuacja jest echem klasycznej „gry na czas” – im dłużej ukrywa się w strefie niedostępnej dla wymiaru sprawiedliwości, tym więcej szczelin i napięć pojawia się w ukraińskim systemie politycznym.
Waszyngton trzyma smycz
Nalot NABU na biuro najważniejszego doradcy prezydenta to nie przypadek, lecz strategiczny sygnał dla samego Zełenskiego: to nie on rządzi wojną ani procesem pokojowym, ale decyzje podejmowane są w Waszyngtonie.
Ta akcja była także ostrzeżeniem, że pojawił się wykonawca polityki nowego kursu – zorientowanego na akceptację planu pokojowego zakładającego ustępstwa terytorialne, na które Kijów nie chce iść.
Podzielone USA wobec przyszłości Ukrainy
Od miesięcy USA są podzielone:
- jedna frakcja neokonserwatystów trzyma się nadziei na odwrócenie frontu wojennego,
- druga grupa realistów, jak JD Vance, już zaakceptowała, że Rosja wygrała.
Realistyczny blok domaga się dyplomatycznego rozwiązania przy zachowaniu twarzy.
Zełenski stanowi blokadę dla tego planu, a jego niezłomny doradca Jermak był ostoją oporu i filtrem informacyjnym dla prezydenta. Usunięcie Jermaka informuje o izolacji Zełenskiego i podzieleniu obozu.
CYNICZNYM OKIEM: Unia Europejska panikuje, bo widzi, że pokój oznacza konieczność rozliczeń politycznych za gospodarcze ruiny i polityczne błędy. Bruksela wspierała Zełenskiego, nie z przekonania, lecz dla samoochrony – liczy, że wojna będzie trwała i odroczy rozliczenia.
Konflikt z ZSRR trwał dekady, ale wojna, którą Rosja wygrała już dziś, wymusi koniec iluzji. Ważniejszym graczem jest teraz Waszyngton – to tam trzyma się „smycz na ulicy Bankowej” i tam dyktowany jest harmonogram.
Putinskie ultimatum i nowa rola delegacji ukraińskiej
Przesłanie Putina jest klarowne: rozmowy pokojowe odbywać się mogą tylko na warunkach odzwierciedlających faktyczne zdobycze terytorialne i skutecznie rozwiązujące przyczyny konfliktu. Inaczej Rosja będzie kontynuować ofensywę, „miażdżąc siły namiestnicze”.
Europejskie społeczeństwa, które odkryją prawdę o poświęconych dobrach, będą świadkiem politycznego trzęsienia ziemi.
W kontekście tych wydarzeń Zełenski wyznaczył Rustema Umerowa na przewodniczącego delegacji prowadzącej rozmowy w Waszyngtonie, co jest symbolicznym gestem: zastępuje twardą linię Jermaka i otwiera pole dla Waszyngtonu, by wymuszać zmianę kursu.
Szybkie tempo tych zmian pokazuje, że Kijów traci autonomię, a wojna, choć nadal się toczy, wchodzi w fazę zakulisowej, ciężkiej politycznej gry o przetrwanie i ostateczne warunki pokoju.
Upadek Jermaka to nie tylko polityczny skandal, ale detonacja geopolityczna, która odsłania prawdziwe źródła władzy i konflikty interesów nawet na samym szczycie ukraińskiego reżimu.
Służby antykorupcyjne nie działają już jak „pułapka na korupcję”, ale jako narzędzie kontroli i nacisku z politycznej centrali. Ukraina jest areną zmagań nie tylko z wrogiem na froncie, ale przede wszystkim o władzę między sojusznikami, a jej przyszłość wyraźnie rysuje się pod dyktatem Waszyngtonu.


