Pozew przeciwko Google: Gemini nowym szpiegiem Internetu?

Cyfrowy podsłuch podany w eleganckim interfejsie

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Google po raz kolejny znalazło się w centrum burzy o prywatność. Tym razem nie chodzi o reklamy, historię wyszukiwania ani dane lokalizacji. Chodzi o Gemini – sztuczną inteligencję, która podobno czyta twoje e-maile, wiadomości i rozmowy wideo, zanim zdążysz powiedzieć „akceptuję regulamin.”

Zbiorowy pozew złożony w sądzie federalnym w Kalifornii oskarża firmę o to, że po cichu włączyła funkcję monitorowania komunikacji w Gmailu, Chat i Meet, pozwalając Gemini analizować prywatne dane użytkowników bez ich wiedzy i zgody.

Oficjalnie to ma być „inteligentna funkcja Workspace”. W praktyce – cyfrowy podsłuch podany w eleganckim interfejsie.

CYNICZNYM OKIEM: Google nie musi kraść twoich informacji. Ty sam klikasz „zaakceptuj warunki” szybciej, niż czytasz wiadomości od babci.

Od Gmaila do gabinetu terapeuty

Według pozwu, od 10 października Gemini zaczął działać domyślnie u wszystkich użytkowników. Firma dała możliwość wyłączenia funkcji – pod warunkiem, że ktoś ją odnajdzie w gąszczu ustawień prywatności. Problem w tym, że nikt nie prosił o jej włączenie.

Z dokumentów wynika, że Gemini analizuje każdą wiadomość e‑mail, załącznik, czat i rozmowę, a przy okazji tworzy modele użytkownika, porównując jego dane z milionami innych. To już nie asystent – to audytor życia.

Technologiczny publicysta Ruben Circelli testował wersję Gemini Pro i opisał doświadczenie jako „naprawdę przerażające”. Po kilku godzinach system potrafił powiedzieć mu, jaka jest jego wada charakteru i kto był jego pierwszym zauroczeniem w szkole podstawowej – na podstawie 16 lat korespondencji.

To nie jest już sztuczna inteligencja. To sztuczna świadomość o tobie.

Cynicznie rzecz ujmując, kiedy AI wie, kto złamał ci serce w piątej klasie, to znaczy, że granica między personalizacją, a psychoanalizą została przekroczona.

Pozew zbiorowy powołuje się na Kalifornijską Ustawę o Naruszeniu Prywatności z 1967 roku, która zakazuje potajemnego nagrywania rozmów bez zgody wszystkich stron. Wskazuje, że Google mogło naruszyć ten przepis, bo funkcja Gemini działała automatycznie, bez uprzedzenia użytkowników.

Powód, Thomas Thele, twierdzi, że jego dane – od dokumentacji medycznej po przekonania religijne – mogły już zostać ujawnione i przeanalizowane przez algorytmy.

Według pozwu dane te pozwalają firmie na „nieograniczoną analizę prywatnego życia użytkowników,” łącznie z ich relacjami społecznymi i zawodowymi, co prowadzi do „dochodych wniosków komercyjnych.” Innymi słowy – Google nie potrzebuje twojego życia prywatnego, by zarabiać. Wystarczy, że je zrozumie.

Firma, jak zwykle, zaprzecza, że używa danych użytkowników do trenowania modeli AI. W oświadczeniu podkreśla, że „nie wykorzystuje treści z Workspace do szkolenia Gemini i innych modeli bez pozwolenia.

Ale sama definicja „pozwolenia” jest tu subtelna: akceptując regulamin Workspace, użytkownicy pośrednio zgodzili się na analizę swoich „treści i aktywności”. A że większość z nas uznaje regulamin za coś dłuższego niż „Wojna i pokój” – Google mogło bez trudu przemycić „inteligentne funkcje”, które inteligentnie omijają świadomość użytkownika.

Prywatność? To przestarzała funkcja

Sprawa przeciwko Google pojawia się ledwie miesiąc po tym, jak firma zgodziła się zapłacić 1,37 miliarda dolarów odszkodowania stanowi Teksas za śledzenie lokalizacji i biometrii użytkowników. Wynik? Rekordowa kara, która dla Alphabetu wciąż jest niższa niż jednodniowy przychód z reklam.

To pokazuje skalę problemu – w cyfrowym świecie prywatność jest walutą, a jej utrata częścią modelu biznesowego.

Sztuczna inteligencja uczyniła ten system jeszcze precyzyjniejszym: nie wystarczy, że wie, co oglądasz. Teraz musi wiedzieć, kim jesteś, kiedy milczysz.

Google, Meta, Amazon i inni giganci wdrażają kolejne wersje „inteligentnych” narzędzi, które uczą się, analizują, przewidują. Problem w tym, że nikt nie pyta o zgodę, zanim zaczną.

Każdy z nas jest dziś nieświadomym uczestnikiem globalnego eksperymentu. Gemini to po prostu kolejna faza – oprogramowanie, które nie tylko odpowiada na pytania, ale zadaje własne – o twoje życie, emocje i zachowania.

CYNICZNYM OKIEM: AI nie musi cię podsłuchiwać. Wystarczy, że cierpliwie czyta to, co sam o sobie napisałeś przez lata.

Sprawa przeciwko Google jest kolejnym sygnałem, że społeczeństwo coraz bardziej traci kontrolę nad narzędziami, które miały mu tę kontrolę zapewniać.

Gemini miał ułatwiać życie – organizować mejle, streszczać rozmowy, porządkować chaos. Ale po cichu stał się jego częścią. To nie technologia się wymknęła spod kontroli. To my oddaliśmy ją bez walki, klikając „dalej”.

Pytanie nie brzmi już, czy Google śledzi użytkowników. Brzmi: czy w ogóle jesteśmy jeszcze w stanie przestać być śledzeni.

Bo jak się okazuje, w świecie Gemini nawet twoje milczenie jest danymi wejściowymi.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *