Powrót nuklearnego szaleństwa. Świat na progu nowego wyścigu zbrojeń

Świat budzi się z atomowego snu

Adrian Kosta
6 min czytania

Gdy w minionym tygodniu Stany Zjednoczone pozwoliły wygasnąć traktatowi New START – ostatniemu dużemu porozumieniu kontrolującemu broń jądrową między Waszyngtonem, a Moskwą – świat znów wszedł w epokę niepewności. Układ ten ograniczał liczbę głowic strategicznych i zakazywał testów nowych systemów. Teraz nie obowiązuje już nic.

Niemal natychmiast zaczęły się spekulacje, że Rosja i Chiny odpowiedzą rozwinięciem własnych programów nuklearnych. W ich cieniu przebudziła się też Europa, od dziesięcioleci przyzwyczajona do parasola bezpieczeństwa Ameryki.

Europa budzi się z atomowego snu

W Niemczech, gdzie temat broni jądrowej był tabu od końca II wojny światowej, nagle zaczęto mówić głośno o tym, że „Berlin potrzebuje własnych nuków”. Takich słów użył jeden z polityków Alternatywy dla Niemiec (AfD), a jego słowa wywołały burzę – szczególnie po tym, jak Roderich Kiesewetter z rządzącej CDU zaproponował udział Niemiec w „europejskim parasolu atomowym”.

Chadecy powołują się na inicjatywę Francji – rozszerzenie francuskiego arsenału jądrowego na całą Unię Europejską. Według doniesień NBC News, w Paryżu rozważa się scenariusz umieszczenia francuskich bombowców nuklearnych poza terytorium kraju, a także stworzenie mechanizmów, które pozwoliłyby państwom unijnym nieposiadającym broni jądrowej na… szybkie zdobycie „technicznej zdolności jej nabycia”.

W praktyce byłoby to obejście obecnych traktatów. Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i układ „2+4” z 1990 roku formalnie zabraniają Niemcom budowy takich arsenałów. Ale, jak przypominają eksperci, prawo międzynarodowe jest warte tyle, ile polityczna wola, by je egzekwować – a tej w ostatnich latach brak.

CYNICZNYM OKIEM: Międzynarodowe prawo działa tylko wtedy, gdy nie przeszkadza silniejszym.

Francja i cień de Gaulle’a. Utrata zaufania do Ameryki

Francja zawsze traktowała swoje głowice jako symbol absolutnej suwerenności. Prezydent Macron chętnie odwołuje się do ducha Charles’a de Gaulle’a – tego samego, który pół wieku temu wycofał kraj z militarnej struktury NATO, by zachować niezależność od Waszyngtonu.

Dziś Paryż wysyła sygnał odwrotny: jest gotów dzielić się swoim arsenałem, by wzmocnić geopolityczną pozycję Europy i ograniczyć zależność od USA. Brzmi to jak integracja strategiczna, ale równie dobrze może być próbą przywództwa nad kontynentem pogrążonym w atomowym lęku.

Od kiedy Donald Trump zapowiedział, że nie przedłuży New START i sugerował, że USA mogą zrezygnować z ochrony Europy, w stolicach unijnych wzrosło poczucie samotności. Choć prezydent Merz zapewnia, że Berlin prowadzi rozmowy z Waszyngtonem, nikt nie ma pewności, jak długo amerykański parasol jeszcze wytrzyma.

Niektórzy europejscy dyplomaci ostrzegają, że jeśli Stany Zjednoczone skupią się na rywalizacji z Chinami, Europa stanie się strategicznym dodatkiem, nie priorytetem. Stąd renesans dyskusji o „autonomii strategicznej” i powrocie do atomowego realizmu.

Efekt domina. Wyścig irracjonalnych graczy

Nowy wyścig nuklearny nie zakończy się na Atlantyku. Jeśli Europa zacznie myśleć o własnych bombach, reszta świata pójdzie w ślad. Polska już pośrednio sygnalizowała, że „nie może pozostać bezbronna wobec rosyjskiego szantażu”. Norweski oficer w think tanku War on the Rocks zaproponował publicznie, aby kraje nordyckie rozważyły wspólny program nuklearny.

Poza Europą sytuacja jest równie niestabilna. Japonia i Korea Południowa, zaniepokojone rosnącą potęgą Chin i nieprzewidywalnością Korei Północnej, coraz głośniej mówią o potrzebie „własnych gwarancji odstraszania”. Turcja i Arabia Saudyjska mogą w końcu uznać, że jeśli Izrael ma broń atomową, one też muszą ją mieć – tym bardziej, że Pakistan chętnie podzieliłby się technologią.

W ten sposób – krok po kroku, od Berlina po Rijad – świat może wejść w największy wyścig nuklearny od czasów zimnej wojny.

Niektórzy teoretycy, jak John Mearsheimer, wciąż wierzą, że broń atomowa stabilizuje świat, bo odstrasza potencjalnych agresorów. Według tej logiki państwa nuklearne nie ryzykują wzajemnego ataku, bo wiedzą, że oznaczałby on samobójstwo.

Problem w tym, że teoria zakłada racjonalność wszystkich uczestników. A czy ktoś jeszcze wierzy w racjonalność współczesnych elit? Europa, uwikłana w histerię polityczną i wewnętrzny populizm, nie musi zachowywać się jak zimnowojenni gracze w szachy – może działać odruchowo, emocjonalnie, pod presją opinii publicznej.

CYNICZNYM OKIEM: Deterrencja działa dopóty, dopóki ktoś nie wciśnie przycisku z czystej frustracji.

Amerykańska iskra, globalny pożar

Paradoks polega na tym, że to właśnie decyzje Waszyngtonu, który od lat uważa się za „strażnika pokoju”, uruchamiają lawinę niepewności. Rezygnacja z traktatu New START uwolniła Stany Zjednoczone od wszelkich ograniczeń dotyczących testów i liczby głowic. Dla Moskwy i Pekinu to zielone światło, by zrobić to samo – i pokazać światu, że również oni potrafią grać bez zasad.

Tym samym powraca logika, którą świat zapłacił krwią w XX wieku: jeśli każdy ma broń ostateczną, bezpieczeństwo staje się iluzją, a różnica między odstraszaniem a zagładą maleje do błędu proceduralnego lub pomyłki algorytmu w systemie ostrzegawczym.

W 2026 roku wskaźnik Doomsday Clock pozostaje zatrzymany na 90 sekund przed północą – najbliżej w historii. Czy następny ruch wskazówek wykona Europa, deklarując własny arsenał?

Świat wchodzi w nową erę zimnej wojny – tylko cieplejszą, bez kontroli, bez nadzoru i bez złudzeń.

Zamiast epoki pokoju nuklearnego znów nadchodzi epoka strachu – tym razem nie z powodu rakiet, ale z powodu ludzi, którzy na nowo uwierzyli, że atom to polityka.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *