Polska branża piwowarska przeżywa ciężkie chwile, które już zaczynają przypominać koszmar na jawie. Wzorem sąsiednich Niemiec, gdzie sektor znalazł się w kryzysie, także u nas sytuacja wygląda dramatycznie, choć przesłanki tego upadku mają nieco odmienny charakter i dotykają głębszych problemów, których polski rząd wydaje się nie dostrzegać albo celowo ignorować.
Gwałtowny spadek produkcji i sprzedaży. Czym to tłumaczyć?
„Sezon piwny, który właśnie się zakończył, był rozczarowujący – odnotowaliśmy spadek przekraczający 6 procent w pierwszej połowie roku,” mówi Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie. Niestety, trend pogorszył się podczas letnich miesięcy, które były najsłabsze dla branży od lat.
Morzycki wymienia „wyjątkowo niekorzystną pogodę” jako jedną z przyczyn, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Znacznie poważniejsze są szersze problemy rynku alkoholu: coraz mniejsze spożycie i rosnące ceny, które dla przeciętnego Polaka stają się zaporowe.
„Paradoksalnie, mimo że statystyki płac mogą sugerować wzrost siły nabywczej, w praktyce ludzie sięgają po mniej piwa,” podkreśla dyrektor.
Zielony ład i system kaucyjny – obciążenie czy wybawienie?
Nowo wdrażany system kaucyjny dla butelek zwrotnych, który wymaga znacznych inwestycji i wysiłku, budzi niepokój wśród producentów. Morzycki ostrzega, że przepisy mogą doprowadzić do wyparcia klasycznych butelek i wieloletnich łańcuchów produkcji, odbierając branży motywację do dalszych działań.
Do tego dochodzi fala podatkowych propozycji, które tworzą na rynku atmosferę chaosu. Niektóre z nich nawet zakładają zakazy reklamowania piw bezalkoholowych, co pokazuje absurdalność planów i oderwanie od realiów.
Jakby tego było mało w ostatnich latach koszty produkcji wzrosły o około 45%, a podatek akcyzowy i kaucja na opakowania jeszcze bardziej podnoszą cenę dla konsumentów. Morzycki szacuje, że sama akcyza zwiększy koszt piwa o około 20 groszy na puszce, a kaucja o dodatkowe 50 groszy.
Choć formalnie kaucję można odzyskać, wielu klientów odbiera piwo jako po prostu droższe – i to właśnie pogarsza sprzedaż.
Zagrożenie bankructwem i znikaniem polskich browarów
Na horyzoncie pojawia się realne ryzyko upadku wielu browarów w Polsce – to efekt połączenia rosnących kosztów, zbyt wysokich obciążeń podatkowych i rosnącej konkurencji z importu.
Morzycki mówi z ironią, że jeśli podwyżki akcyzy przejdą, polski rynek piwa może przejść w ręce zagraniczne – jak w Danii – co skutkuje tym, że konsumpcja będzie się odbywać za naszą granicą, pozostawiając miejsca pracy i podatki poza krajem.
CYNICZNYM OKIEM: Polscy politycy pakują kolejne podatki i przepisy, które zamiast pomagać, zwijają cały sektor. To jak swoiste policyjne oblężenie, crowdfunding upadku, finansowany nieudolnymi rządami udającymi, że wszystko jest pod kontrolą.
Sprzedaż rośnie tylko w produktach bezalkoholowych, ale to pies ogrodnika – nie wystarczy na ratowanie całości.
Kto na tym zyskuje? Biurokraci i politycy, którzy mogą sobie dopisać kolejne sukcesy w „walkach o zdrowie publiczne” i „zielone zmiany”, a za kulisami… rośnie bezrobocie i pogłębia się kryzys małych i średnich firm.
Patrząc realnie, branża musi liczyć się z głębokimi zmianami, a drugie dno politycznych obietnic – dotacje, premie i regulacje – może okazać się gwoździem do trumny dla wielu tradycyjnych browarów.
To nie jest czas na iluzje – to czas na decyzje, które albo uratują polski sektor piwny, albo pozwolą mu zniknąć z mapy gospodarczej, wraz z miejscami pracy i tradycją warzenia piwa.
A póki co konsumenci i właściciele browarów mogą liczyć głównie na kolejny pokaz politycznego teatru, który nie ma szans realnie odwrócić trendu.


