W dobie, gdy zielona transformacja ma być palmą nowoczesności, świat stoi dziś przed gorzkim paradoksem. Polska, od dekad symbol energetyki węglowej, zamyka swoje kopalnie węgla, powoli żegnając się z paliwem, które zapewniało jej narodowy rozwój i niezależność energetyczną. Tymczasem Chiny, pomimo rekordowego przyrostu mocy z energii odnawialnej, wciąż rozbudowują swój potencjał węglowy niemal bez precedensu.
Statystyki mówią same za siebie: w pierwszej połowie 2025 roku Państwo Środka uruchomiło aż 21 gigawatów nowych mocy węglowych – najwyższy wynik od 2016 roku. Prognozy CREA i Global Energy Monitor (GEM) wskazują, że do końca roku moc elektrowni węglowych w Chinach może przekroczyć 80 gigawatów. To znaczący wzrost, który nadaje ton globalnym trendom energetycznym.
CYNICZNYM OKIEM: Polska chyli się ku ekologicznym gustom Unii, tasując krajową gospodarkę pod zielone hasła, a Chiny pokazują, że dla supermocarstwa bezpieczeństwo energetyczne to priorytet wyższy niż modne słowa o dekarbonizacji. Interesy i kalkulacje nie znają ideologii.
Energia odnawialna kontra węgiel – gejzer sprzeczności
Globalnie Chiny to bezsprzecznie lider w instalacjach energii odnawialnej, wykorzystujący fotowoltaikę i wiatr, by zasilać własny rozwój. Jednocześnie prowadzą oni największy na świecie przemysł węglowy – nie tylko pod względem budowy nowych elektrowni, ale również jako główny motor globalnego popytu na węgiel.
Co istotne, chińskie władze nie tylko kontynuują rozbudowę sektora gazowego, ale nawet planują zwiększenie popytu i podniesienie cen węgla na rynku krajowym, choć wcześniej w roku ceny były tłumione, obniżając rentowność producentów.

Za rekordowym wzrostem mocy stoi wcześniejszy boom w zatwierdzaniu nowych inwestycji. W latach 2022 i 2023 Chiny zezwalały średnio na dwie elektrownie tygodniowo, co przekładało się każdego roku na ponad 100 GW nowych mocy węglowych.
W pierwszej połowie 2025 roku zatwierdzono już kolejne 25 GW, a aktywne budowy i wznowienia projektów sięgnęły 46 GW – co dla porównania odpowiada całkowitej mocy węglowej Korei Południowej.
CYNICZNYM OKIEM: Cytując Qi Qin z CREA, „Więcej elektrowni węglowych to nie tylko marnotrawstwo inwestycji, ale także wypieranie odnawialnych źródeł energii.” Tłumacząc na ludzką mowę – Chiny wpakowały gigantyczną kasę w ekologię, ale nie rezygnują z węgla, który jest nadal ich paliwem numer jeden. To jak palić drewno w piecu, a potem wykładać na parapecie solary.
Polska, a Chiny – ujmując kontrast
Polska, będąca jednym z największych producentów węgla w Europie, na własne życzenie i pod presją unijnych regulacji, powoli i coraz szybciej zamyka kopalnie, próbując odbudować ekonomię i energetykę na innych fundamentach.
Chińska różnica? Wydają więcej na wiatr i słońce, ale węgiel i tak stanowi ponad połowę ich miksu energetycznego. Tam węgiel to gwarancja bezpieczeństwa, stabilności i rozwoju – nawet jeśli oznacza to później konieczność radzenia sobie z bardziej skażonym powietrzem.

CYNICZNYM OKIEM: Europa w zielonym szaleństwie dusi własne gałęzie, próbując doścignąć nowoczesność, a Chiny z zimną precyzją inwestują zarówno w przyszłość, jak i przeszłość. Efekt? Konkurencja, która zjada naszą energię i stawia pod znakiem zapytania zieloną retorykę.
Co dalej – czy ten trend się utrzyma?
Eksperci z CREA i GEM ostrzegają, że bez podjęcia ścisłych działań politycznych zapoczątkowany boom na elektrownie węglowe w Chinach będzie kontynuowany w latach 2026 i 2027 – podcinając skrzydła globalnym wysiłkom dekarbonizacyjnym i paradoksalnie wpływając negatywnie na samą gospodarkę Państwa Środka.
Chiny są dziś ekonomicznym smokiem, który trzyma węgiel w jednej, a odnawialne źródła w drugiej dłoni, korzystając z obu naraz dla utrzymania dynamiki wzrostu i strategicznej przewagi. Polska i Unia Europejska – równie ambitne, ale mniej „elastyczne” – stoją przed wyzwaniem, jak dogonić takiego gracza bez zatracania własnych celów klimatycznych.
CYNICZNYM OKIEM: Wydaje się, że węgiel jeszcze długo będzie królem globalnej energii. To surowiec, który nigdy nie umiera – zmienia formy, przystosowuje się i czeka na kolejne wzrosty cen. Reszta to piękne słowa i plakaty, które nie spowodują, że płomień tego imperium zgaśnie od dziś na jutro.


