Sierpień 2025 przyniósł Polsce drobną odwilż cenową, choć daleko jeszcze do pełnej stabilizacji. Według raportu „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” opracowanego przez UCE Research i Uniwersytet WSB Merito, ceny w sklepach wzrosły o 5,1% rok do roku, co oznacza wyraźne zwolnienie wobec 5,7% w lipcu i 5,8% w czerwcu. Co istotne, tempo wzrostu cen detalicznych nadal przewyższa ogólną inflację, która w sierpniu zatrzymała się na 2,9%. Czy to lekka ulga czy zapowiedź trwałej poprawy?

Spadek dynamiki wzrostu cen – czy hossa pod kontrolą?
Dane wskazują, że choć ceny nie rosną już tak gwałtownie, presja inflacyjna w handlu detalicznym stopniowo słabnie.
– Zmniejszająca się dynamika wzrostu to efekt wielu czynników, m.in. znormalizowanych cen na rynkach surowców oraz mechanizmów rynkowych wymuszających konkurencję cenową – komentuje dr Piotr Arak z VeloBanku, podkreślając delikatną, ale zauważalną redukcję presji cenowej.
Analitycy prognozują, że spadkowa tendencja utrzyma się, a wzrost cen może zwolnić do 4% rdr do końca roku – co byłoby kolejnym sygnałem, że triumfujący przez ostatnie lata wzrost cen zaczyna powoli gasnąć.

Żywność stabilizuje ceny – koniec rajdu na koszykach?
Najważniejszy front walki z inflacją to żywność, która w ostatnich latach była motorem napędowym wzrostu cen detalicznych. W sierpniu wzrost cen żywności wyniósł 4,3% r/r, czyli mniej niż 4,9% w lipcu i 5,1% w czerwcu.
– Dobre zbiory i spadające ceny na rynkach zbożowych pozwalają na spowolnienie wzrostu cen, a sieci handlowe nie szczędzą promocji, starając się zatrzymać klientów – zauważa dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito, wskazując na efekt wysokiej bazy z poprzedniego roku i konkurencyjność sieci jako kluczowe czynniki dla stabilizacji cen.
Nie oznacza to jednak końca wzrostów – produkty premium i importowane, jak kawa czy olej roślinny, jeszcze mogą zaskakiwać podwyżkami z powodu globalnych trendów, a problemy sektora drobiowego i jaj – w tym skutki ptasiej grypy – utrudniają pełną stabilizację.
Kiedy ceny odbierają portfelom konsumentów moc, na scenę wkraczają sieci handlowe z akcjami promocyjnymi, które skutecznie obniżają ceny regularne i łagodzą presję wzrostów. To zjawisko ma wyraźnie stabilizujący wpływ na rynek detaliczny, choć eksperci z UCE Research ostrzegają przed nadmiernym optymizmem.
„Trend się umacnia, ale nie wiadomo, jak długo potrwa,” mówią analitycy, podkreślając ryzyka związane z kosztami surowców czy zmianami podaży.
W kategorii produktów niespożywczych, takich jak chemia gospodarcza czy środki higieniczne, presja cenowa pozostaje wyższa, co z kolei osłabia efekt globalnej stabilizacji.
Dlaczego ceny w sklepach szybciej rosną niż inflacja?
Różnica między wzrostem cen detalicznych w sklepie (5,1%) a poziomem inflacji konsumenckiej (2,9%) wynika przede wszystkim z metodologii i specyfiki grup produktów badanych przez różne wskaźniki.

„Indeks Cen w Sklepach Detalicznych skupia się na produktach codziennego użytku – żywności, chemii gospodarczej, napojach – które zdecydowanie bardziej wpływają na odczucia inflacyjne konsumentów,” tłumaczy dr Robert Orpych.
Sklepy nie spieszą się z wyceną spadków inflacji na półkach, by zachować marże – więc różnica ta jest zjawiskiem normalnym i powinna się stopniowo zmniejszać.
Sierpień przyniósł spadki cen w czterech kategoriach: karmy dla zwierząt, artykuły dla dzieci, chemia gospodarcza oraz produkty sypkie.
– To więcej niż w poprzednich miesiącach, kiedy takie spadki były rzadkością – zauważa dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito, zwracając uwagę na brak jednolitego trendu, a raczej specyfikę poszczególnych sektorów i strategii producentów.
Ceny produktów łatwo zastępowalnych tańszymi alternatywami bądź tych, których zakup można odłożyć, reagują szybciej na zmiany rynkowe, wymuszając na sprzedawcach większą elastyczność.
Stabilizacja cen detalicznych to z pewnością dobra wiadomość dla polskich konsumentów zmęczonych szybkim wzrostem kosztów życia. Jednak wciąż wysokie ceny oraz strukturalne wyzwania w sektorach takich jak sektor drobiowy czy import towarów konsumpcyjnych utrudniają jasną prognozę.
CYNICZNYM OKIEM: Obniżenie tempa wzrostu cen to dla konsumentów jak lekkie wytchnienie na długiej trasie inflacyjnego maratonu. Ale nie oszukujmy się – nawet jeśli promocje odciągają palący problem od portfela, to dalej płacimy więcej niż w czasach sprzed inflacyjnego tsunami. Sieci handlowe z kolei balansują na cienkiej linie między koniecznością przyciągnięcia klienta, a ochroną marż. Kto wygra ten cichy pojedynek? Konsument, czy system, który przecież nie przestaje żądać coraz więcej?
To, że tempo wzrostu cen zwalnia, nie oznacza końca inflacyjnego dramatu, a raczej zmianę aktorów na scenie – mniej widowiskową, bardziej wyrafinowaną, ale niekoniecznie mniej dotkliwą dla naszych portfeli.



