Polska w ruchu – nowy rok, nowe plany, stare obciążenia branży fitness

Frekwencja na siłowniach wzrosła w styczniu o ponad 20%

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Styczeń w polskim kalendarzu ma dwóch patronów: postanowienia noworoczne i karnet na siłownię. Nowy rok znów przyniósł zastrzyk optymizmu, ćwiczeń i finansowych nadziei dla branży sportowej. Klubom fitness przybywa klientów, a branża – choć wciąż chwiejąca się po pandemicznym szoku – po raz pierwszy od kilku lat notuje wyraźną poprawę kondycji płatniczej.

CYNICZNYM OKIEM: Naród, który nie wierzy w polityków, wciąż wierzy w magiczną moc treningowego poniedziałku.

Branża wychodzi z zadyszki

Według danych BIG InfoMonitor i BIK, zadłużenie branży sportowej zmniejszyło się w 2025 roku o 18%, do poziomu 74 mln zł. Oznacza to spadek o 16,3 mln w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Jednocześnie liczba niesolidnych dłużników spadła o 5%, do 586 podmiotów.

Ten pozornie suchy raport to w praktyce pierwszy sygnał, że rynek sportu i rekreacji zaczyna oddychać po pandemii. Widać to szczególnie w przypadku obiektów sportowych – od stadionów po baseny – których zaległości spadły aż o 50%, czyli o ponad 20 mln zł.

Z drugiej strony wciąż toną kluby fitness, gdzie łączny dług wzrósł o 8% – do 51,3 mln zł. To nie przypadek. Właśnie w tym segmencie presja kosztów, konkurencja i rosnące oczekiwania klientów najszybciej ścierają się z twardą rzeczywistością gospodarki.

CYNICZNYM OKIEM: Branża fitness schudła finansowo – ale tylko tam, gdzie miała trenera rachunkowości.

Zdaniem Pawła Szarkowskiego, prezesa BIG InfoMonitor, rozwiązaniem problemu może być dalsza konsolidacja sektora. Duże sieci dzięki efektowi skali mogą pozwolić sobie na nowe lokalizacje, promocje i lepszą płynność finansową, podczas gdy mniejsze siłownie coraz częściej muszą wybrać między współpracą a zamknięciem.

Model franczyzowy staje się powszechny: standardy usług, wspólny marketing, niższe koszty operacyjne i – przede wszystkim – większa wiarygodność w oczach banków i dostawców. Z zewnątrz przypomina to zdrową modernizację rynku, z wewnątrz – trudną rezygnację z niezależności.

Noworoczny pik frekwencyjny. Polacy inwestują w kondycję – i w nadzieję

Na krótką metę z pomocą przychodzi klasyczny styczniowy rajd motywacyjny. Według analizy dataplace.ai, frekwencja na siłowniach w największych miastach wzrosła w styczniu o ponad 20% względem grudnia. Wrocław prowadzi z wynikiem 32,8%, Warszawa i Kraków oscylują wokół 15%.

Wraz z tłumami w szatniach przybywa gotówki na kontach operatorów – sprzedaż karnetów rośnie dynamicznie. Problem w tym, że 75% nowych klientów porzuca treningi po 2–3 tygodniach. To paradoks branży: wzrost bez trwałości, boom bez lojalności.

CYNICZNYM OKIEM: Największym problemem polskiego fitnessu nie jest zadłużenie, lecz zanik postanowień po trzeciej serii na bieżni.

Jak wynika z badań BIG InfoMonitor, 19% Polaków planuje w tym roku zwiększyć wydatki na zdrowie i kondycję fizyczną. To jedyna kategoria, w której przewaga planowanych wzrostów nad cięciami jest wyraźna. Najbardziej ambitni są mieszkańcy województwa świętokrzyskiego – aż 40% z nich chce zainwestować w formę, zaraz za nimi Mazowsze i Lubuskie.

Najmniej entuzjazmu widać w Małopolsce i na Podkarpaciu, gdzie ledwie co ósmy mieszkaniec deklaruje chęć wzrostu wydatków na fitness. Widać tu podział socjograficzny – im większa aglomeracja, tym większa presja na wygląd i lepsze samopoczucie.

Rynek na zakręcie – stąd do formy długa droga

Branża sportowa stoi dziś w punkcie przegięcia – między rosnącym popytem a napiętymi finansami. Dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor, zwraca uwagę, że o sukcesie w nadchodzących latach zdecyduje elastyczność i personalizacja oferty.

Nowoczesny klient nie chce już tylko sztangi i bieżni – oczekuje indywidualnego programu, aplikacji, trenera z charyzmą i strefy relaksu. Z kolei operatorzy klubów zmagają się z inflacją, rosnącymi kosztami mediów i wynagrodzeń oraz spadkiem opłacalności wynajmów.

To wszystko sprawia, że branża musi inwestować w technologię i emocje równocześnie, bo tylko tam buduje się dziś przewaga: w aplikacji, a nie w recepcji.

Mimo optymizmu liczb, fitness w Polsce wciąż nie wydostał się całkowicie z cienia pandemii. Wiele klubów zamkniętych w 2020 roku nigdy nie otworzyło ponownie, a zaufanie klientów – zachwiane doświadczeniem online – odbudowuje się powoli.

Jednak długoterminowo widać zmianę mentalności: zdrowie staje się kapitałem, a aktywność – formą konsumpcji statusowej. Coraz więcej placówek powstaje w mniejszych miastach, a Polacy uczą się, że karta członkowska to nie luksus, lecz inwestycja w siebie.

Dopóki więc kurs złotego i ambicji pozostaje korzystny, branża ma szansę nie tylko przetrwać, ale i rosnąć – bo w kraju, gdzie nawet budżet publikuje „plany poprawy formy,” fitness wydaje się najbardziej odpornym biznesem sezonowym.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *