Pięć lat po Brexicie brytyjski handel elektroniczny został zmuszony do przemyślenia swojej logistyki od zera. Granica, która wcześniej nie istniała, stała się betonowym murem – a opóźnienia, cła i kontrole sanitarne wydłużyły dostawy do Unii o 2–4 dni i podniosły koszty o 30–50%.
Holandia, dotychczasowy „naturalny port wejścia” dla brytyjskich firm, zaczyna tracić na atrakcyjności. Wysokie koszty pracy, drogich magazynów i problemy ze zwrotami sprawiły, że przedsiębiorstwa zaczęły szukać nowego miejsca w kontynentalnym łańcuchu dostaw. Z raportu Fulfilio „E-commerce po Brexicie: Polska nowym hubem logistycznym w UE” wynika jasno – Polska przejęła pałeczkę.
CYNICZNYM OKIEM: Brexit miał być symbolem suwerenności. Skończył się tym, że Londyn uzależnił swoje paczki od polskich magazynów.
Holenderskie złudzenie i polska przewaga
Po 2020 roku wielu eksporterów instynktownie przeniosło się do Rotterdamu i Amsterdamu. Porty kusiły infrastrukturą i bliskością rynków, ale po kilku latach okazało się, że rachunek za „stabilność” w Zachodniej Europie jest zbyt wysoki.
Towar zwracany z UE do Wielkiej Brytanii często utknął na dwa tygodnie na cle, a operacja zwrotu kosztowała trzykrotnie więcej niż w ramach Unii. W branżach, gdzie zysk zależy od szybkości obrotu – modzie, elektronice, wyposażeniu wnętrz – to logistyczny samobój.
Polska zaoferowała to, czego Zachód już nie potrafi: elastyczność, skalę i kosztowy rozsądek. Z ponad 35 mln m² powierzchni magazynowej jesteśmy drugim rynkiem logistyki w UE, a koszty pracy i przestrzeni magazynowej są nawet o 40% niższe.
CYNICZNYM OKIEM: Polska nie musi mieć portu – wystarczy, że ma cierpliwość. A tej Brytyjczykom zaczęło brakować szybciej niż towaru na półkach.
Nowy standard na wschodniej flance UE
Jak tłumaczy Arkadiusz Filipowski, prezes Fulfilio, polscy operatorzy 3PL stali się specjalistami od przepisów celnych i VAT dla firm spoza Unii. U nas nie tylko taniej, ale przede wszystkim prościej zaplanować długofalowe operacje na wspólnym rynku.
Najsilniej trend widać w branży meblarskiej i ciężkich gabarytów, gdzie logistyka stanowi główny składnik końcowej ceny. „To sprzedawcy dużych formatów jako pierwsi analizują przeniesienie operacji do Polski, bo presja kosztowa jest u nich najbardziej dotkliwa” – podkreśla Filipowski.
Według prognoz Statista wartość europejskiego rynku e‑commerce przekroczy 700 mld euro do końca 2025 r. Dla brytyjskich marek, które chcą się na nim utrzymać, relokacja centrów logistycznych do Europy Środkowej staje się nie wyborem, lecz koniecznością.
Polska przestaje być peryferyjnym zapleczem – staje się nowym centrum operacyjnym cyfrowego handlu w Europie.
CYNICZNYM OKIEM: Ironia Brexitu polega na tym, że żeby sprzedawać Brytyjczykom, Europie wystarczy cło, ale żeby Brytyjczycy sprzedawali Europie – potrzebują magazynu w Polsce.


