Kiedy jedni wciąż spierają się o węgiel, inni cicho stawiają turbiny. Grupa Orlen uzyskała decyzję środowiskową dla drugiej morskiej farmy wiatrowej – Baltic East o mocy około 1 GW. To nie tylko inwestycja energetyczna, ale też polityczny sygnał: Bałtyk staje się laboratorium polskiej transformacji energetycznej.
Baltic East to młodsza siostra Baltic Power – pierwszego projektu, z którego prąd popłynie już w 2026 roku. Razem mają stworzyć elektryczną flotyllę, zdolną zasilić ponad 1,25 miliona gospodarstw domowych.
Decyzja, która otwiera morze możliwości. Ekologia nie tylko w teorii
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku dała zielone światło nie tylko dla turbin, ale i całej infrastruktury towarzyszącej. To obejmuje fundamenty, stacje elektroenergetyczne, kable wewnętrzne oraz przyłącza do brzegu. Dzięki tej decyzji Orlen może stanąć do pierwszej w historii Polski aukcji offshore wind zaplanowanej na grudzień 2025 roku.
Prezes koncernu, Ireneusz Fąfara, nie kryje ambicji:
„Naszym celem jest, aby w całym cyklu życia farmy udział polskich firm sięgał nawet połowy jej wartości. Współpracowaliśmy już z kilkudziesięcioma przedsiębiorstwami na etapie przygotowań”.
To nie pusty slogan. W projekcie uczestniczą polskie spółki geotechniczne, sejsmiczne i doradcze. Na terminalach instalacyjnych pracują lokalne zespoły, a Orlen planuje stworzyć łańcuch dostaw z prawdziwego zdarzenia – nie tylko prąd z Bałtyku, ale i miejsca pracy z Pomorza.
Każda morska farma to również starcie technologii z przyrodą. Na 110 km² morza, 22 kilometry od wybrzeża, przeprowadzono szczegółowe badania migracji ptaków, wpływu hałasu i drgań na ekosystem. Ostateczne raporty wykazały, że rozwiązania techniczne – specjalne korytarze migracyjne dla ptactwa oraz ograniczenia akustyczne podczas montażu – minimalizują skutki środowiskowe.

Prezes ORLEN Neptun, Janusz Bil, nazywa to kamieniem milowym:
„Uzyskanie decyzji środowiskowej w tak krótkim czasie potwierdza, że polski przemysł offshore dojrzewa. To otwiera drogę do kolejnych etapów inwestycji.”
CYNICZNYM OKIEM: Jeszcze dekadę temu RDOŚ zajmował się głównie godzeniem drogi z siedliskiem żaby. Dziś wydaje decyzje, które budują morskie elektrownie.
Aukcja, która zdecyduje o przyszłości
Grudniowa aukcja Urzędu Regulacji Energetyki ma przyznać wsparcie projektom o łącznej mocy do 4 GW – to pierwszy realny test konkurencji na polskim rynku offshore. Baltic East jest jednym z faworytów i należy do szerszego planu Orlenu, który do 2040 roku chce rozwijać sześć koncesji o łącznej mocy ponad 6 GW.
Pierwsze turbiny mają ruszyć w 2030 roku, a ich wytworzony prąd zrównoważy emisje setek tysięcy ton CO₂ rocznie.
To nie tylko inwestycja w energię, ale również w niezależność. Polska, która przez dekady sprowadzała surowce, zaczyna wreszcie eksportować kompetencje i technologię.
Morska energetyka wiatrowa przestaje być marzeniem o zielonej przyszłości. Baltic East jest dowodem, że Polska nie chce już być tylko górnikiem Europy – chce być inżynierem własnej transformacji.
Jeżeli projekt utrzyma tempo i rzeczywiście połowa kontraktów przypadnie rodzimym firmom, będzie to sukces nie tylko Orlenu, ale całej gospodarki. Bo każda turbina zakotwiczona w Bałtyku to więcej pracy w Gdyni, więcej technologii w Gdańsku i mniej zależności w Warszawie.
Tym razem Polska nauczyła się – że żeby zyskać energię, trzeba najpierw postawić maszt.


