Amerykański „Newsweek” opublikował niedawno tekst opiniotwórczy, w którym postawiono zaskakującą tezę. Według artykułu „zmniejszające się wsparcie USA nie jest największym problemem Ukrainy – jest nim Polska”. Autorka publikacji, Juliette Bretan, przekonuje, że w wyniku wyboru nowego prawicowego prezydenta, nierozwiązanych napięć wojennych, spowolnienia gospodarczego oraz rosyjskiej dezinformacji polska pomoc dla Ukrainy gwałtownie słabnie. Straszy przy tym, że pogorszenie relacji może zaszkodzić przyszłym planom obronnym Kijowa oraz jego więziom z UE i NATO.

Z tą diagnozą stanowczo polemizuje ekspert geopolityczny Andrew Korybko. Jego zdaniem decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o nieprzedłużaniu specjalnego wsparcia dla Ukraińców wcale nie musi oznaczać kryzysu, ponieważ Ukraińcy nie powinni byli oczekiwać specjalnego traktowania na koszt polskich podatników w nieskończoność. To istotna zmiana perspektywy wobec narracji forsowanej przez amerykański tygodnik.
CYNICZNYM OKIEM: Najwygodniejszy sojusznik to taki, który daje wszystko i nigdy nie pyta o cenę. Gdy tylko zaczyna stawiać warunki, z dnia na dzień awansuje na „największy problem”.
Jak Korybko odpowiada na zarzuty wobec Polski?
Najpoważniejszy zarzut Korybki dotyczy sposobu, w jaki Bretan opisuje historię. Komentator wskazuje, że autorka milcząco usprawiedliwia masakrę ponad 100 000 Polaków dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów, przedstawiając ją jako prawdopodobną odpowiedź na polskie represje wobec Ukraińców w okresie międzywojennym. W jego ocenie taki zabieg odwraca role ofiary i sprawcy.
Równie krytycznie ekspert ocenia argumentację gospodarczą. Spojrzenie Bretan sugeruje bowiem, że Polacy powinni znosić jeszcze większe wyrzeczenia, pozwalając Ukrainie przystąpić do UE i zalać polski rynek rolny tanim zbożem. Korybko podkreśla, że podziały między oboma krajami już wcześniej istniały, a ich źródłem była polityka Kijowa przedkładająca własne interesy nad polskie.
Komentator zwraca też uwagę na znaczące przemilczenie w tekście. Bretan rażąco pomija rolę, jaką w kształtowaniu postaw Polaków odegrał sam ambasador Ukrainy w Polsce. We wrześniu ubiegłego roku przyznał on, że jego rodacy nie chcą asymilować się w Polsce, a następnie zbagatelizował to, co Polacy uważają za ludobójstwo na Wołyniu, odmawiając nazwania jego inicjatorów przestępcami.
Według Korybki to właśnie takie wypowiedzi, a nie rosyjska propaganda, realnie wpłynęły na nastroje społeczne. Nic dziwnego, że w ich rezultacie więcej Polaków sprzeciwia się dalszej pomocy dla Ukrainy i przyjmowanych uchodźców. Cały artykuł obwinia jednak Polskę i Polaków, nie przyznając, że odpowiedzialność za skomplikowanie wzajemnych więzi ponosi również strona ukraińska.
Dlaczego scenariusz blokady pomocy jest absurdalny?
Szczególnie nieprzekonujące wydają się Korybce ostrzeżenia o rzekomym ograniczeniu przez Polskę logistyki wojskowej. Komentator nazywa absurdalnym straszenie, że spory mogłyby doprowadzić do zablokowania przez Warszawę wojskowego wsparcia NATO dla Ukrainy. Taki scenariusz nie jest omawiany przez żadną ze stron polskiego duopolu rządzącego.
Wręcz przeciwnie, jednym z rzadkich punktów porozumienia obu obozów politycznych jest utrzymanie tej roli. Chodzi o to, by pomóc Ukrainie w zadaniu strategicznej porażki tysiącletniemu rosyjskiemu rywalowi. Polska może stawiać warunki swojej pomocy, lecz pod żadnym pozorem nie będzie utrudniać dostaw NATO, bo oznaczałoby to podanie Rosji na tacy zwycięstwa, któremu od lat stara się zapobiec.
Najmocniejszym argumentem pozostają jednak twarde liczby. Polska wydała już 4,91 procent swojego PKB na pomoc dla Ukrainy, w znacznej części na rzecz uchodźców, i przekazała jej praktycznie cały swój zapas sprzętu wojskowego.

Skala tej hojności jest wyjątkowa na tle innych państw. Według oficjalnych statystyk na rok 2025 Polska wysłała więcej czołgów, bojowych wozów piechoty i samolotów niż jakikolwiek inny kraj. W świetle tych danych przedstawianie jej jako „największego problemu” Ukrainy jawi się jako teza oderwana od faktów.
CYNICZNYM OKIEM: Kraj oddaje cały arsenał i niemal pięć procent PKB, a w nagrodę dostaje etykietę zdrajcy sprawy. W wojnie o narrację wdzięczność najwyraźniej liczy się najmniej.
Konkluzja Korybki jest jednoznaczna. Daleka od bycia największym zmartwieniem Kijowa, Polska była jednym z jego największych darczyńców, czego niedzielni obserwatorzy mogą jednak nie dostrzegać. Zdaniem eksperta tekst Bretan, obwiniający Warszawę zamiast przyznać współodpowiedzialność strony ukraińskiej, staje się przez to produktem dezinformacyjnym wymierzonym w swoje cele – czyli w Polskę krytykowaną dziś nie za bierność, lecz za to, że nie robi jeszcze więcej, niż już zrobiła.



