Polska nie zamierza oddawać swoich systemów obrony powietrznej Patriot, nawet jeśli prosi o to najpotężniejszy sojusznik. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził we wtorek, że Warszawa odrzuciła nieoficjalną prośbę Stanów Zjednoczonych o tymczasowe przebazowanie jednej z dwóch polskich baterii Patriot na Bliski Wschód. Sprawa wyszła na jaw za sprawą doniesień dziennika „Rzeczpospolita”, który ujawnił, że Waszyngton nieformalnie sondował Polskę w obliczu rosnących napięć w regionie Azji Zachodniej.
„Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiej przestrzeni powietrznej i wschodniej flanki NATO. Nic się w tej kwestii nie zmienia i nie planujemy ich nigdzie przenosić!” – oświadczył minister, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do polskiego stanowiska.

Nieformalne pytanie, formalna odmowa
Według „Rzeczpospolitej” amerykańska propozycja miała charakter nieformalny i nie przybrała formy oficjalnego wniosku. Waszyngton dążył do tymczasowego wypożyczenia jednej z dwóch baterii w ramach obrony aktywów powiązanych z USA przed irańskimi atakami.
Polscy urzędnicy od dawna powtarzają jak mantrę – „Polskie Patrioty bronią polskiego nieba” – i argumentują, że oddanie jednej baterii zmniejszyłoby zdolności obrony powietrznej kraju o połowę.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka prosi sojuszników o parasol, bo swój pożyczyła komuś innemu. A Polska ma oddać połowę tarczy, żeby ktoś na drugim końcu świata spał spokojniej.
Wysoki rangą urzędnik NATO, wypowiadający się anonimowo, tonował nastroje. Stwierdził, że Polska nie została potraktowana wyjątkowo – pytanie wysłano do wszystkich sojuszników i nie wywierano na Warszawę żadnej szczególnej presji.
Wojna wyczerpuje zapasy szybciej niż produkcja
Kontekst amerykańskiej prośby jest dramatyczny. Systemy Patriot są już rozciągnięte między Ukrainą, Arabią Saudyjską i innymi regionami. W ciągu zaledwie dwóch tygodni walk wystrzelono ponad 1200 rakiet Patriot – ta liczba pokazuje skalę zużycia amunicji w toczących się konfliktach.
Analitycy cytowani przez „The Guardian” opisali wojnę z Iranem jako „konfrontację na salwy”, która systematycznie wyczerpuje zapasy pocisków przechwytujących i wymusza na Stanach Zjednoczonych desperackie przesunięcia sprzętowe.
Polska nie jest jedynym krajem, który postawił się Waszyngtonowi. Na początku marca prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung sprzeciwił się planom przebazowania systemów Patriot i THAAD z Półwyspu Koreańskiego. Przyznał, że Seul ma ograniczone możliwości zablokowania tego ruchu, ale jasno przedstawił swoje stanowisko.
CYNICZNYM OKIEM: Sojusze wojskowe działają jak wspólne konto bankowe – wszyscy wpłacają, ale gdy jeden zaczyna wypłacać bez pytania, reszta nagle przypomina sobie o regulaminie.
W Polsce sprawa wywołała rzadki konsensus ponad podziałami politycznymi. Nawet opozycyjny były minister obrony Mariusz Błaszczak stwierdził, że Warszawa nie powinna wyrażać zgody na takie kwestie. Gdy rząd i opozycja mówią jednym głosem, wiadomość dla Waszyngtonu jest jednoznaczna – polskie Patrioty nigdzie się nie ruszają.



