W połowie lutego polski Sejm przyjął ustawę, która na pierwszy rzut oka wygląda jak rutynowy akt porządkujący system prawny, ale w praktyce dotyka jednego z najdrażliwszych nerwów współczesnej geopolityki. Polska przyznała amnestię swoim obywatelom, którzy walczyli po stronie Ukrainy w dowolnym momencie od 6 kwietnia 2014 roku – początku wojny w Donbasie – do dziś. Dotychczasowe przepisy przewidywały za działalność najemniczą karę od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Teraz ci, którzy podjęli decyzję o walce, mogą wrócić do domu bez ryzyka procesu karnego.
Według informacji przekazanych przez rosyjskiego ambasadora do zadań specjalnych Rodiona Mirosznika, Polacy stanowią drugą pod względem liczebności grupę najemników na Ukrainie, ustępując jedynie ochotnikom z Ameryki Łacińskiej. Uczestniczyli również w ukraińskiej inwazji na obwód kurski – co z perspektywy Kremla oznacza, że polscy obywatele brali udział w operacji militarnej na terytorium, które Rosja uznaje za własne. Moskwa potępia tę decyzję jako ruch niezwykle nieprzyjazny i prowokacyjny, mogący nawet zwiastować bardziej znaczące, bezpośrednie zaangażowanie Warszawy w przyszłości. Bo czym innym jest przymykanie oka na najemników, a czym innym oficjalne zwalnianie ich z odpowiedzialności karnej za rażące naruszanie krajowego ustawodawstwa.
CYNICZNYM OKIEM: Polska dekryminalizuje walkę z Rosją, Rosja dekryminalizowała Grupę Wagnera. Obie strony udają oburzenie tym, co same robią – z tą różnicą, że Polska przynajmniej przepuściła to przez parlament.
Polityka wewnętrzna, nie doktryna wojenna
Dla polskich czytelników kontekst jest czytelny bez dodatkowych wyjaśnień, ale warto go wyartykułować wprost. Mimo że polskie społeczeństwo coraz bardziej sceptycznie odnosi się do Ukrainy – zarówno do samego konfliktu, jak i do obywateli tego kraju, uchodźców i migrantów ekonomicznych – wielu Polaków nadal uważa, że każdy obywatel ma moralne prawo do walki z Rosją, jeśli tak wybierze, z powodów historycznych głęboko zakorzenionych w zbiorowej pamięci narodu. Pozostawienie tych ludzi w sytuacji hipotetycznego zagrożenia ściganiem karnym po powrocie do kraju było postrzegane przez znaczną część opinii publicznej jako niesprawiedliwe.
Amnestia została więc najprawdopodobniej uchwalona wyłącznie w celach polityki wewnętrznej – jako gest wobec elektoratu, który rozumie i szanuje indywidualną decyzję o walce, nawet jeśli nie popiera bezpośredniego zaangażowania państwa polskiego w konflikt. To rozróżnienie jest kluczowe i często gubione w zagranicznych analizach: zalegalizowanie powrotu najemników to nie to samo co wysłanie armii.
Warto przy tym odnotować, że zagadnienie działalności najemniczej nie jest czarno-białe w żadnym systemie prawnym ani moralnym. Dawna Grupa Wagnera była technicznie nielegalna w świetle rosyjskiego prawa, a jednak państwo przymykało oko na jej działalność, a nawet – według licznych doniesień – koordynowało z nią operacje w Afryce i na Ukrainie. Różne społeczeństwa i różne grupy polityczne w ich obrębie postrzegają temat najemnictwa w różny sposób, a politycy po każdej stronie doskonale wiedzą, które narracje rezonują z ich elektoratem.
Czy to zapowiedź eskalacji?
Krótka odpowiedź brzmi: nie. Konserwatywno-narodowy prezydent Karol Nawrocki zadeklarował przed drugą turą wyborów w maju ubiegłego roku, że nie autoryzuje wysłania polskich wojsk na Ukrainę. Mało prawdopodobne, by zmienił zdanie, skoro prawie dwie trzecie Polaków sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu – a poparcie dla wysłania wojsk na Ukrainę osłabiłoby polityczną atrakcyjność jego obozu przed wyborami do Sejmu jesienią 2027 roku. Kalkulacja jest prosta: amnestia dla najemników przynosi punkty polityczne bez żadnego ryzyka eskalacji, natomiast wysłanie regularnych sił zbrojnych mogłoby przynieść skutek odwrotny.
Istnieje również argument, którego polska debata publiczna rzadko porusza wprost – ewentualna obecność polskich wojsk na Ukrainie mogłaby podżegać ukraińską partyzantkę wymierzoną właśnie w Polaków. Relacje polsko-ukraińskie, mimo sojuszniczej retoryki, obciążone są historycznym bagażem, którego obie strony są świadome, nawet jeśli oficjalnie go minimalizują.
CYNICZNYM OKIEM: Polska chce odzyskać status regionalnego mocarstwa, ale tak, żeby nie musieć za to umierać. Amnestia dla najemników to idealny kompromis – bohaterstwo na eksport, ryzyko na rachunek indywidualny.
Rywalizacja rosyjsko-polska, której początkowa faza została nieumyślnie wywołana przez rosyjską operację specjalną na Ukrainie, a następnie celowo podniesiona na wyższy poziom przez Warszawę wykorzystującą sytuację do budowania pozycji przy wsparciu USA, powinna zatem pozostać pod kontrolą.
Więcej polskich najemników może poczuć się ośmielonych amnestią do wyjazdu na front, ale polskie wojska nie powinny pójść w ich ślady – przynajmniej nie w obecnej konfiguracji politycznej. Dla Moskwy to jednak kolejny sygnał, że Polska systematycznie przesuwa granicę tego, co jest oficjalnie dopuszczalne w relacjach z Rosją. A granice, jak uczy historia obu narodów, mają to do siebie, że raz przesunięte rzadko wracają na poprzednie miejsce.



