Polska coraz bardziej międzynarodowa. Uczelnie w wersji globalnej

Z prowincjonalnego szkolnictwa wyższego do regionalnego hubu edukacji Europy Środkowej

Adrian Kosta
5 min czytania

Polskie uczelnie przeżywają cichy renesans. Nie taki z marmuru i grantów, ale z akcentów, języków i kultur. W roku akademickim 2024/2025 w Polsce studiowało już ponad 108 tysięcy zagranicznych studentów, co stanowi 8,5 procent wszystkich żaków. Jeszcze dekadę temu ten wynik wydawał się nierealny. Dziś Polska przebija średnią OECD (6%) i Unii Europejskiej (8%), dochodząc do poziomu krajów, które przez lata przyciągały studentów jak magnes.

To nie tylko statystyka. To obraz kraju, który powoli z prowincjonalnego szkolnictwa wyższego staje się regionalnym hubem edukacyjnym – Europy Środkowej w wersji akademickiej.

Z biznesem im do twarzy. Uczelnie prywatne – nowi faworyci

Zagraniczni studenci w Polsce stawiają przede wszystkim na praktyczne kierunki. Najwięcej wybiera biznes i administrację (27%), potem nauki społeczne (14%)medycynę (12%) i technologie informacyjne (8%). To ciekawe, bo Polacy najczęściej wybierają te same dziedziny, choć z mniejszym zacięciem do biznesu (18%). Za to pedagogikę, którą obcokrajowcy omijają szerokim łukiem, Polacy wciąż darzą zaufaniem.

Cudzoziemcy przyjeżdżają tu po dyplomy, które pozwolą zarobić, a Polacy – po dyplomy, które pozwolą przeżyć.

Ponad połowa zagranicznych studentów (53%) studiuje w uczelniach prywatnych. To znacząca zmiana, bo jeszcze dekadę temu tylko 42% obcokrajowców wybierało sektor niepubliczny. Kamienne gmachy uniwersytetów państwowych coraz częściej przegrywają z dynamicznymi prywatnymi szkołami, które lepiej rozumieją globalny rynek edukacji: elastyczny kalendarz, programy po angielsku, szybkie papiery i dobrze zorganizowaną opiekę nad studentami zza granicy.

Nie brakuje jednak przykładów, że także uczelnie publiczne uczą się gry rynkowej. Na niektórych z nich udział zagranicznych studentów przekracza 20% – jak na Uniwersytecie Pomorskim w Słupsku (22%), Politechnice Morskiej w Szczecinie (19%) czy Akademiach Muzycznych w Poznaniu i Krakowie (od 14 do 15%).

To już nie margines, lecz znak czasu. Kiedyś przyjmowano studentów z zagranicy jako ciekawostkę, dziś bez nich część szkół wyższych miałaby poważne problemy finansowe.

CYNICZNYM OKIEM: „Polska uczelnia z międzynarodowym prestiżem” często oznacza po prostu uczelnię, która nauczyła się wystawiać faktury w euro.

Ukraina wciąż dominuje, ale Azja puka do drzwi

Ukraińcy nadal stanowią największą grupę zagranicznych studentów – 48 tysięcy, czyli 44% wszystkich cudzoziemców. Ich liczba w ostatnich dziesięciu latach podwoiła się, choć udział w całości spadł z ponad połowy do mniej niż połowy. Druga pozycja należy do Białorusinów (12 tysięcy, 11%), a trzecią zajmują Turcy (5 tysięcy, 4,7%), których liczba w dekadę wzrosła pięciokrotnie.

Ale prawdziwa zmiana zachodzi po cichu. Rosnący napływ studentów z Azji (Indie, Chiny, Azerbejdżan, Uzbekistan)z Afryki (Zimbabwe, Nigeria) pokazuje, że Polska przestaje być dla świata tylko przystankiem między wschodem a zachodem. Staje się punktem docelowym – tym tańszym, ale coraz bardziej prestiżowym.

To symboliczna zmiana wizerunku: z kraju emigrantów stajemy się krajem imigrantów edukacyjnych.

Znika też pewien sentymentalny rozdział polskiej polityki edukacyjnej. Coraz mniej studentów przyjeżdża z „kartą Polaka” – z 13,5% wszystkich zagranicznych żaków dekadę temu do zaledwie 5% dziś. Oznacza to, że dominować zaczyna pragmatyzm: nie studiuje się tu z miłości do Polski, tylko dlatego, że to się po prostu opłaca.

Polska – tani Harvard Wschodu?

Zagraniczni studenci wybierają Polskę, bo koszty życia i czesne są tu jednymi z najniższych w Europie, a standard edukacji – z roku na rok wyższy. Dodajmy do tego coraz lepsze połączenia lotnicze, rozbudowaną ofertę kursów w języku angielskim i fakt, że wciąż jesteśmy krajem stosunkowo bezpiecznym – i powstaje wizerunek „tanio dobrze i z dyplomem UE.”

CYNICZNYM OKIEM: Polska staje się Harvardem Europy Wschodniej – tyle że w wersji ekonomicznej.

W ciągu dekady Polska przeszła drogę od kraju, który eksportował młodych ludzi, do kraju, który ich przyciąga. To jeden z cichych, ale trwałych sukcesów transformacji edukacyjnej. Rośnie liczba studentów z Afryki i Azji, prywatne uczelnie przejmują rynek, a państwowe – walczą o wizerunek.

Ale globalizacja ma też swoją lekcję cynizmu: edukacja to nie tylko misja, to biznes. A międzynarodowy student to nie romantyczny gość z wymiany, lecz klient, który płaci walutą przyszłości.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *