Polska cofa się w innowacjach. Wysoka cena za brak inwestycji w idee

Europa lubi mówić o innowacjach, ale niekoniecznie lubi je powielać

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Historia gospodarki nie jest prostą opowieścią o nieustannym postępie – większość dziejów ludzkości to stagnacja, a nie wzrost, jak przypomina Daniel Susskind, odwołując się do koncepcji „oświecenia przemysłowego” Joela Mokyra. Dopiero około 1800 roku pojawił się jakościowy przełom: połączenie nowego typu technologii opartej na kumulujących się, niekonkurencyjnych ideach (w duchu P. Romera) oraz kulturowego zwrotu, w którym naukę zaczęto traktować jako narzędzie rozwiązywania realnych problemów.

Dziś, twierdzi Susskind, nie wystarczy już „więcej wzrostu”. Trzeba pytać, jaki wzrost, dla kogo i za jaką cenę – zamiast uciekać w modny „degrowth”, chodzi o przekierowanie wzrostu poprzez ukierunkowaną zmianę technologiczną. Ma ona amortyzować koszty uboczne – degradację środowiska, rosnące nierówności, rozpad wspólnot lokalnych czy uzależnienie od technologii, nad którą tracimy kontrolę.

Europa w wolnym pasie technologicznym

Na tym tle Europa wypada jak kontynent, który lubi mówić o innowacjach, ale niekoniecznie je powielać. Kluczowe technologie – AI, półprzewodniki, technologie kwantowe – są w UE kopiowane z USA czy Chin w czasie 18–24 miesięcy, podczas gdy Chiny replikują rozwiązania z Zachodu w ok. 6 miesięcy, a USA równie szybko doganiają Pekin.

Co gorsza, skopiowanie przełomowej innowacji z jednego kraju UE do drugiego trwa często równie długo, jak przejęcie patentu z Chin. To nie tylko technologiczna zadyszka, ale strukturalny problem: bariery instytucjonalne, rozproszenie systemów i brak skali powodują, że jednolity rynek innowacji istnieje głównie w prezentacjach, nie w praktyce.

Udział wydatków na B+R (Badania i Rozwój) w UE od dekady praktycznie stoi w miejscu – z 2,08% PKB w 2013 r. do zaledwie 2,26% w 2023 r. W tym samym czasie Chiny, USA i Korea Płd. zwiększyły relatywne nakłady na B+R o ok. 30%, podczas gdy Europa i Japonia utknęły w miejscu. To oznacza, że dystans technologiczny rośnie nawet wtedy, gdy nominalnie wydajemy coraz więcej – bo inni przyspieszają szybciej.

Na tym tle Polska wpisuje się w europejski schemat z opóźnieniem: w 2024 r. nakłady na B+R spadły do 51,5 mld zł (–3,1% r/r), a liczba osób zaangażowanych w badania i rozwój zmniejszyła się o 1,9%. Kluczowym czynnikiem było wygaśnięcie projektów współfinansowanych z poprzedniej perspektywy UE – co obnaża, jak mocno krajowy system innowacji opiera się na zewnętrznych kroplówkach, a nie na trwałej, własnej infrastrukturze finansowania.

Innowacje niematerialne kontra sztywne instytucje

W teorii kierunek jest jasny: prawdziwym „silnikiem wzrostu” mają stać się zasoby niematerialne – idee, wiedza, algorytmy, modele organizacyjne – które są niekonkurencyjne i kumulatywne. Im więcej z nich korzysta użytkowników, tym większa ich wartość, bez „zużywania się” jak surowce czy praca ludzka.

W praktyce ten świat idei rozbija się o sztywność kontraktów, powolne instytucje, rozproszony system finansowania i brak zdolności szybkiego skalowania innowacji. UE potrafi tworzyć przełomowe rozwiązania, ale zbyt rzadko przekuwa je w globalne standardy – wygrywają ci, którzy szybciej kopiują, taniej wdrażają i agresywniej inwestują w B+R.

polska (1)
Autor: Cezary Przybył

Horyzont Europa 2.0 – szansa czy kolejny stracony program?

Na tym tle program Horyzont Europa 2.0 jawi się jako potencjalny punkt zwrotny: budżet ma być o 83% większy niż w obecnej edycji. Problem w tym, że z każdego 1 euro wpłaconego do programu do Polski wraca dziś tylko 0,63 euro. To nie wina samego programu, lecz słabej zdolności krajowych instytucji do konkurowania o środki i do prowadzenia projektów na poziomie, który przyciąga konsorcja i liderów technologii.

Jeśli Polska i szerzej UE chcą wyjść z trybu stagnacji, potrzebne są:

  • wyższe i stabilne nakłady na B+R, także krajowe, a nie tylko unijne
  • przygotowanie instytucji do skutecznego udziału w programach badawczych – od uczelni po firmy
  • przyspieszenie obiegu innowacji wewnątrz UE, by europejski wynalazek szybciej trafiał do europejskiego przemysłu niż do konkurentów w Pekinie czy Dolinie Krzemowej

Bez tego „oświecenie przemysłowe” XXI wieku może wydarzyć się gdzie indziej – a Europa i Polska pozostaną w roli komentatora, nie współautora technologicznej przyszłości.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *