W dobie politycznych sporów i permanentnej walki o kontrolę nad opinią publiczną, nawet najbardziej techniczne i „neutralne” dziedziny – takie jak statystyka rządowa – stają się areną walki o wpływy i interpretacje rzeczywistości. Głośnym przykładem z USA są ostatnie wydarzenia związane z Biurem Statystyki Pracy (BLS), które przebudziły debatę o polityzacji i nadinterpretacji danych.
W Polsce zaś, choć kontekst i nazwiska są inne, analogiczne mechanizmy politycznych gier wokół statystyk i interpretacji ekonomicznych wyników zdają się powtarzać, podważając zaufanie do oficjalnych danych i zmuszając społeczeństwo do wyostrzonej czujności.
Wyzwania metodologiczne i spadek jakości danych
Podczas gdy stanowisko komisarza BLS przez dekady uchodziło za stabilne i technokratyczne, w ostatnich latach stało się swoistym punktem zapalnym.
Pierwszy poważny zwrot to dymisja Eriki McEntarfer i nominacja E.J. Antoniego, który jawnie deklaruje poparcie dla ekonomisty libertariańskiego Murraya Rothbarda. Zmiana ta odbyła się na tle krytyki rewizji raportów o zatrudnieniu – zniżek wcześniejszych danych, które wywołały konsternację i obawy o manipulacje.
Bank loans only create money in FRB.
The Fed creates money anytime it purchases anything.
You’d know this if you read anything by Rothbard.
— E.J. Antoni, Ph.D. (@RealEJAntoni) March 25, 2025
CYNICZNYM OKIEM: Wydawać by się mogło, że statystyka to techniczny zbiór liczb. Tymczasem to pole bitwy o perswazję, gdzie prezydent i politycy walczą o własną narrację gospodarczą, a statystyki zaczynają przypominać wykresy w studiu politycznym bardziej niż analizy ekonomiczne.
W ostatnim czasie udział respondentów w ankietach BLS spadł dramatycznie – nawet poniżej 43%, co wymusza stosowanie skomplikowanych modeli i szacunków, a te dopiero po czasie są korygowane. Skutkiem są duże korekty danych, podważające ich wiarygodność.
E.J. Antoni wskazał na problem jakości danych i proponował wręcz zawieszenie comiesięcznych raportów na rzecz rozszerzonych kwartalnych analiz – propozycja, która wywołała lęk analityków i krytyków.
Oczywiście to, że comiesięczne raporty BLS bywają niedoskonałe, nie jest nowością. Jednak ich znaczenie jest fundamentalne: stanowią „oczy i uszy” decydentów państwowych w planowaniu, regulacjach i kontroli gospodarki.
Jak napisał Murray Rothbard w eseju „Statystyki: Achillesowa pięta rządu”, to właśnie statystyki umożliwiają państwowym biurokratom wdrażanie polityk ingerencyjnych i społecznych, nawet jeśli bywa to niezdarne i szkodliwe.
CYNICZNYM OKIEM: W praktyce statystyki to potężna broń – pozwalają politykom sięgać po władzę nad gospodarką i życiem społecznym, maskując decyzje pod płaszczem „objawów ekonomicznych”. Bez liczb nie byłoby tej farsy.
Polska – echo walki o wiarygodność danych
Choć w Polsce nie słyszymy codziennych debat o dymisjach komisarzy statystycznych, to temat jakości i interpretacji oficjalnych danych również jest gorący.
Od lat obserwujemy spory o to, jak przedstawiane są dane dotyczące bezrobocia, inflacji czy PKB, które bywają używane do legitymizacji lub krytyki kolejnych rządów. Polityczne gierki i narracje wokół tych liczb wpływają na zaufanie społeczne i zachowania ekonomiczne.
Rozczarowanie oficjalnymi statystykami prowadzi do powstawania alternatywnych mierników, które, często oparte na częściowych danych, pokazują inne, mniej optymistyczne obrazy gospodarki i rynku pracy.
W Polsce, podobnie jak w USA, taki podział danych i interpretacji napędza polaryzację społeczną i ogranicza spójność społeczną.
Rola Fed, EBC i innych instytucji – gra o niezależność i narrację
Na podobieństwo walki o BLS, banki centralne takie jak amerykański Fed czy Europejski Bank Centralny balansują na krawędzi między służeniem ekonomii, a politycznymi naciskami.
Prezydent Trump wielokrotnie atakował politykę Fed i jego decydentów, podważając niezależność instytucji. W Polsce obserwujemy z kolei subtelniejsze, ale równie istotne naciski polityczne na instytucje statystyczne i ekonomiczne.
CYNICZNYM OKIEM: Wszystko to przypomina teatr cieni, gdzie prawdziwi aktorzy to nie politycy na mównicach, lecz algorytmy, modelarze i analitycy danych, którzy kształtują losy milionów – ale ich praca jest często używana jak narzędzie propagandy.
Statystyki są niezbędne i niewątpliwie użyteczne dla funkcjonowania państwa i gospodarki, ale należy do nich podchodzić z dużą dozą zdrowego sceptycyzmu i świadomości politycznych mechanizmów, w które zostały wpisane.
Bez tego zaufanie do danych i samego państwa może ulec erozji – a wraz z nim fundamenty, na których opiera się demokracja i efektywność rządzenia.
W Polsce i na świecie kluczem jest tworzenie transparentnych, odpornych na politykę mechanizmów pomiaru rzeczywistości, aby statystyka służyła społeczeństwu, a nie tylko rządom i interesom partyjnym.
Bo tam, gdzie liczby stają się narzędziem, a nie faktem, kończy się rozum – i zaczyna polityczny teatr.



