Debata o wyjściu Polski z Unii Europejskiej znów wróciła do sieci – i to z rozmachem, którego nie pamiętano od 2024 roku. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów nową falę eurosceptycyzmu napędzają technologiczne eksperymenty i gospodarcza frustracja. W roli „influencerów” występują już nie tylko politycy, lecz także awatary AI, które na platformach takich jak TikTok głoszą hasła „Polexit to wolność”.
Konto „Prawilne_Polki”, za którym miały stać algorytmy i rosyjskie trolle, osiągnęło setki tysięcy wyświetleń, zanim zniknęło z sieci. Ekspert Tomasz Lubieniecki z IMM tłumaczy, że destrukcyjna skuteczność tych przekazów nie polega na szerzeniu kłamstw, lecz na wzmacnianiu już istniejących podziałów. „Rosja nie musi wymyślać nowych narracji – wystarczy, że doda emocji do starych” – zauważa.

CYNICZNYM OKIEM: Internet nauczył się programować emocje, a Polacy – reagować na boty, jakby to byli sąsiedzi z podwórka.
Między Zielonym Ładem, a czerwoną linią
Drugim źródłem gniewu stało się rolnictwo. Zapowiedź umowy handlowej UE–Mercosur rozpaliła sprzeciw polskich producentów, którzy widzą w niej „wyrok ekonomiczny” – import taniej żywności z Ameryki Południowej ma zgnieść rodzimą konkurencję.
Do tego dochodzi unijna polityka klimatyczna, której symbolem jest pakiet Fit for 55 i nowy system ETS2. W mediach społecznościowych obwinia się je o rosnące ceny energii i ubóstwo cieplne. W tym narracyjnym chaosie Polexit zaczyna wyglądać jak plan ratunkowy – nie polityczna fanaberia, lecz desperacka próba odzyskania wpływu na własne rachunki.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy rachunek za prąd staje się polityką zagraniczną, oznacza to jedno – prąd bije mocniej niż propaganda.
Polska między Singapurem, a „marzeniem Kremla”
W debacie publicznej wykrystalizowały się dwie wizje przyszłości kraju. Z jednej strony – „Singapur Europy”, Polska pozbawiona politycznych więzów z Brukselą, lecz nadal handlująca z UE i USA, stawiająca na niezależność finansową, gotówkę i narodową dumę. Z drugiej – „Cywilizacyjna kotwica”, w której członkostwo w Unii to gwarancja bezpieczeństwa, funduszy i geopolitycznego zakorzenienia.
Rząd Donalda Tuska ostrzega, że Polexit byłby „marzeniem Kremla”, które przesuwałoby granicę wpływów Rosji na zachód szybciej, niż zdążyłaby zareagować NATO. Tymczasem jego przeciwnicy twierdzą, że Polska i tak już „płaci swoją niepodległość w euro”.
Choć 65–75% Polaków nadal popiera obecność w Unii, rośnie grupa sceptyków – dziś to już nawet 25% społeczeństwa, ponad dwukrotnie więcej niż pięć lat temu. Nadchodzące wybory parlamentarne 2027 roku mogą zamienić się w nieformalne referendum o miejscu Polski w Europie.
Debata osiągnęła punkt, w którym racjonalne argumenty blakną przy emocjach. Jedni marzą o Singapurze nad Wisłą, inni boją się Moskwy w Brześciu. Ale niezależnie od wersji przyszłości, jedna rzecz pozostaje pewna – Polska znów staje się programem komputerowym, w którym każdy próbuje napisać Europę po swojemu.


