Pilot uratowany spod ognia w Iranie. Trump triumfuje: „Mamy go!”

Operację przeprowadził wyspecjalizowany zespół komandosów

Adrian Kosta
10 min czytania
Iran pilot F 15E Hormuz Trump

Szósty tydzień wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem przyniósł moment, który na kilka godzin wstrzymał oddech w Pentagonie i Białym Domu. Amerykański myśliwiec F-15E Strike Eagle został zestrzelony nad południowo-zachodnim Iranem, a jego dwuosobowa załoga musiała się katapultować nad wrogim terytorium. O ile pierwszego lotnika udało się ewakuować stosunkowo szybko, o tyle drugi – operator systemów uzbrojenia – przez ponad 36 godzin ukrywał się w górach prowincji Kohgiluje wa Bujerahmad, ścigany jednocześnie przez bojówki Basidż, siły specjalne Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i tłumy miejscowych cywilów, którym obiecano nagrodę za schwytanie „wrogiego pilota”. To, co nastąpiło potem, było jedną z najbardziej dramatycznych operacji ratunkowych ostatnich dekad.

Prezydent Donald Trump ogłosił sukces misji dwoma słowami na platformie Truth Social: „MAMY GO!”. Za tym lakonicznym komunikatem kryła się operacja, która mogła zmienić bieg całego konfliktu – lub zakończyć się katastrofą o wymiarze strategicznym i wizerunkowym porównywalnym z krachem w Mogadiszu w 1993 roku.

trump

Rajd komandosów i grad ognia nad irańskimi górami

Szczegóły operacji ratunkowej, które jako pierwszy ujawnił były weteran Rangersów i Sił Specjalnych, a obecnie dziennikarz śledczy Jack Murphy, czytają się jak scenariusz hollywoodzkiego filmu wojennego – z tą różnicą, że rozgrywały się naprawdę. Murphy, znany z reportaży dotyczących wrażliwych operacji wojskowych, napisał wprost: „Wreszcie dobre wieści. Operator systemów uzbrojenia z F-15 odzyskany żywy. Unikał schwytania i uciekał. Masowa wymiana ognia w punkcie docelowym. Irańczycy aktywnie szukali go w okolicy”.

Całą sagę Murphy nazwał „cholernie ryzykowną”.

Według amerykańskich urzędników cytowanych przez Axios, operację przeprowadził wyspecjalizowany zespół komandosów przy wsparciu potężnej osłony powietrznej. Siły USA rozpętały, jak to określono, „grad ognia”, a wszystkie jednostki opuściły terytorium Iranu.

Zestrzelenie F-15E było, jak ujął to Axios, „koszmarnym scenariuszem dla amerykańskiej armii”. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ścigał się z czasem, by zlokalizować zaginionego oficera w południowo-zachodnim Iranie.

Irańscy urzędnicy poinformowali gdzie poszukiwali członka załogi amerykańskiego myśliwca (NYT).

iran mapa

Skala zaangażowania po obu stronach była ogromna. Według niepotwierdzonych doniesień IRGC wysłał w rejon specjalny zespół pościgowy, a ciężkie starcia między irańskimi siłami, a amerykańską armią toczyły się w prowincjach Czahar Mahal wa Bachtijari i Kohgiluje wa Bujerahmad.

W wiosce Szitab w pobliżu miasta Dehdaszt, gdzie rozeszły się plotki o zauważeniu pilota, zgromadził się duży tłum miejscowych, by schwytać lotnika. W rejon wysłano amerykański samolot szturmowy A-10 Thunderbolt II w celu wsparcia.

Armia USA ustanowiła tak zwaną „strefę ognia” wokół Dehdaszt wewnątrz Iranu, nie pozwalając nikomu wejść na ten teren. To de facto oznaczało chwilową amerykańską kontrolę nad fragmentem irańskiego terytorium – fakt o ogromnym znaczeniu symbolicznym i strategicznym.

Piątek, który obnażył cenę eskalacji

Zestrzelenie F-15E nie było jedynym bolesnym momentem dla amerykańskiego lotnictwa. Piątek okazał się wyjątkowo brutalnym dniem – oprócz utraty Strike Eagle’a, amerykański Black Hawk został trafiony ogniem z ziemi, a kolejny samolot bojowy A-10 Thunderbolt II rzekomo rozbił się w Zatoce Perskiej. To seria strat, która unaoczniła, że Iran dysponuje środkami zdolnymi zagrozić amerykańskiej dominacji powietrznej, przynajmniej punktowo.

Iran twierdzi, że do zestrzelenia F-15E użył nowego systemu obrony powietrznej. Jeśli to prawda, oznacza to jakościową zmianę w irańskich zdolnościach obronnych.

Transportowce C-17 Globemaster III pozostają w ciągłym ruchu, co sugeruje intensywne przerzuty logistyczne i przygotowania do dalszych operacji.

Jednocześnie Izrael przeprowadził zmasowane naloty na sam Teheran, uderzając w irańską obronę powietrzną i stanowiska rakiet balistycznych. Jeden z pocisków trafił w obrzeża elektrowni jądrowej Buszehr – incydent, o którym Iran powiadomił Międzynarodową Agencję Energii Atomowej za pośrednictwem półoficjalnej agencji prasowej Tasnim.

Uderzenie w pobliże obiektu jądrowego to moment, który w normalnych okolicznościach wywołałby międzynarodowy kryzys sam w sobie. W szóstym tygodniu tej wojny stał się jedynie kolejnym nagłówkiem w lawinie informacji.

Iran odpowiadał z nie mniejszą determinacją. Irańskie pociski uderzyły w środkowy Izrael, wywołując powszechne alarmy i powodując widoczne zniszczenia w obszarach mieszkalnych oraz w strefie przemysłowej w pobliżu Beer Szewy. Raporty wskazują na skutki użycia bomb kasetowych i obrażenia od odłamków, choć izraelska obrona przejęła wiele pocisków. Kolejna salwa rakietowa trafiła rejony Negewu, Rosz ha-Ajin i Bene Berak, powodując pożary, zniszczenia i lekkie obrażenia – jedna osoba została ranna w Bene Berak. Fragmenty rakiet spadły również w pobliżu Tel Awiwu.

Irańska Straż Rewolucyjna zaatakowała też dronem statek powiązany z Izraelem, MSC Ishyka, w cieśninie Hormuz, podpalając go. To kolejny element strategii zakłócania żeglugi w najważniejszym na świecie wąskim gardle naftowym.

Ponad 30 uniwersytetów w całym Iranie stało się bezpośrednim celem ataków USA i Izraela od początku wojny pod koniec lutego. USA zniszczyły również most B1 w Karadż 2 kwietnia w dwóch oddzielnych bombardowaniach, uderzając w to, co Iran opisuje jako cywilny projekt inżynieryjny.

48 godzin do piekła i ropa po trzycyfrowej cenie

Prezydent Trump nie ograniczył się do triumfalnego komunikatu o uratowaniu pilota. W trakcie trwającego długiego weekendu opublikował oświadczenie, które brzmiało jak ultimatum z westernu: „Pamiętacie, jak dałem Iranowi dziesięć dni na ZAWARCIE UKŁADU lub OTWARCIE CIEŚNINY HORMUZ?”. I dodał: „Czas ucieka – zostało 48 godzin, zanim rozpęta się nad nimi piekło. Chwała BOGU! Prezydent DONALD J. TRUMP”.

W swoim środowym przemówieniu Trump zasugerował, że konflikt może potrwać jeszcze tygodnie, i podkreślił, że sprawa zaginionego lotnika nie zmieni wysiłków zmierzających do wynegocjowania zakończenia wojny. Szanse na obecność amerykańskich wojsk lądowych w Iranie wzrosły do 100 procent przed końcem miesiąca.

poly

CYNICZNYM OKIEM: Trump daje Iranowi 48 godzin, jakby zamawiał dostawę pizzy z opcją „albo zwrot pieniędzy”. Tyle że zamiast pizzy na stole leży cieśnina Hormuz, a zamiast zwrotu – eskalacja nuklearna.

Tymczasem na arenie dyplomatycznej Pakistan, Turcja i Egipt pracują nad sprowadzeniem USA i Iranu z powrotem do stołu negocjacyjnego w oparciu o ramy kompromisowe, skupiające się na zakończeniu wrogości i ponownym otwarciu cieśniny Ormuz. Nadzieje rynku akcji na deeskalację okazały się na ten moment płonne, rozbieżne z gwałtownym wzrostem cen ropy.

Konsekwencje ekonomiczne konfliktu stają się coraz bardziej odczuwalne na całym świecie. Kontrakty terminowe na ropę Brent i WTI zamknęły się w piątek na poziomach trzycyfrowych, ponieważ inwestorzy są coraz bardziej zaniepokojeni nie tylko niedoborami ropy naftowej i LNG, ale także nadchodzącymi zakłóceniami w dostawach produktów petrochemicznych, które mogą wpłynąć na produkcję tworzyw sztucznych – podstawowego materiału nowoczesnej gospodarki.

Analityczka Goldman Sachs Julia Żestkowa Grigsby zadała w piątkowy wieczór pytanie, które jeszcze kilka miesięcy temu brzmiałoby absurdalnie: „Czy kończy nam się ropa?”.

„W miarę jak ostatnie tankowce, które przekroczyły cieśninę Ormuz przed wojną, docierają do celu, obawy o potencjalne niedobory ropy rosną” – przekazała Grigsby klientom. Jej analiza wskazuje na już teraz krytycznie niskie zapasy surowców petrochemicznych – benzyny ciężkiej i LPG – w Azji, z niedoborami wielu produktów w licznych krajach azjatyckich spodziewanymi w kwietniu.

Analitycy JPMorgan wyznaczyli mapę rozprzestrzeniania się fali szoku energetycznego: uderza ona najpierw w Azję, potem w Afrykę i Europę, by ostatecznie dotrzeć do USA – przede wszystkim do Kalifornii.

Kuwejt, teoretycznie niebędący stroną konfliktu, również odczuł jego skutki bezpośrednio. Irański dron zaatakował kompleks ministerstw w sobotę wieczorem, powodując znaczne szkody materialne. Kompleks jest siedzibą kilku resortów, w tym Ministerstwa Finansów, Przemysłu i Handlu oraz Sprawiedliwości.

Pracownicy kompleksu zostali zmuszeni do pracy zdalnej w niedzielę. Atak spowodował również pożar w kompleksie sektora naftowego Szuwaich. Dwie stacje elektroenergetyczne i odsalarnie wody zostały zaatakowane przez irańskie drony, powodując poważne uszkodzenia.

Prawdopodobnie irański dron uszkodził w sobotę dubajską siedzibę amerykańskiego giganta technologicznego Oracle, po tym jak irańskie siły zagroziły dziesiątkom firm z USA. Iran atakuje centra danych w regionie Zatoki Perskiej, a doniesienia o ataku na odsalarnię wody trafiły na pierwsze strony gazet.

Nawet odległy Senegal zakazał ministrom rządu wszelkich zagranicznych podróży poza niezbędnymi w ramach oszczędności wywołanych kryzysem energetycznym związanym z wojną. Chińskie firmy powiązane z wojskiem sprzedają natomiast szczegółowe dane wywiadowcze na temat ruchów wojsk USA – konflikt staje się okazją biznesową dla każdego, kto ma coś do zaoferowania.

ROPA

Wojna w Iranie weszła w fazę, w której każdy dzień przynosi nowe eskalacje, a okno dyplomatyczne kurczy się z prędkością Trumpowskiego odliczania. Drugi uratowany pilot to dobra wiadomość dla Waszyngtonu, ale zestrzelenie F-15E i rosnące straty materialne pokazują, że cena dominacji powietrznej nad Iranem jest wyższa, niż ktokolwiek planował. Z zablokowaną cieśniną Hormuz, trzycyfrowymi cenami ropy i widmem globalnych niedoborów petrochemicznych, świat obserwuje countdown, którego efekt końcowy pozostaje nieprzewidywalny nawet dla tych, którzy go uruchomili.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *