Okazuje się, że charakterystyczne, przesadnie pieszczotliwe mówienie do niemowląt – tzw. „mowa matczyna” (ang. baby talk) – to nie tylko uroczy gest rodziców i cioć. Badanie naukowców z University of the Sunshine Coast w Australii wykazało, że tego typu komunikacja realnie stymuluje rozwój mózgu dziecka i ułatwia mu naukę dźwięków języka.
Zespół kierowany przez dr. Varghese Petera, autora publikacji w czasopiśmie Developmental Science, przeprowadził eksperyment z udziałem niemowląt w wieku czterech i dziewięciu miesięcy. Uczestnikom – a także grupie dorosłych – odtwarzano nagrania samogłosek wypowiedzianych w dwóch wersjach: neutralnej, typowo dorosłej oraz pieszczotliwej, z przesadnie wysokim tonem i wyraźnym rytmem.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy człowiek mówi „agu”, nie brzmi zbyt mądrze. Ale najwyraźniej jego mózg właśnie uczy kogoś myśleć.
Mózg lubi czułe tony
U dziewięciomiesięcznych niemowląt oraz dorosłych mózgi reagowały podobnie niezależnie od sposobu wymowy – wykrywały różnice pomiędzy samogłoskami w sposób zaawansowany, czego sygnałem był tzw. efekt detekcji zmiany.
Zupełnie inaczej zachowywały się mózgi czteromiesięcznych dzieci. W ich przypadku reakcja była wyraźna tylko wtedy, gdy dźwięki wypowiadano w sposób czuły i przesadnie melodyjny. Zwykła mowa dorosłych nie wywoływała u nich niemal żadnej aktywności w obszarach odpowiedzialnych za przetwarzanie języka.
Według badaczy właśnie wyższy ton i powolniejsze tempo „mowy matczynej” stanowią dla niemowląt klucz do rozpoznawania różnic między dźwiękami, a więc fundament przyszłej nauki mówienia.
CYNICZNYM OKIEM: To trochę tak, jakby mózg niemowlęcia potrzebował wersji „języka w trybie samouczka” – z dużymi literami i wyraźną wymową.
Nauka zaczyna się od kołysanki
Dr Peter podkreśla, że ludzie często mylą baby talk z infantylizmem, tymczasem jest to biologiczny mechanizm wczesnej komunikacji. To właśnie dzięki niemu czteromiesięczny maluch potrafi nauczyć się melodii, struktury i rytmu języka, zanim jeszcze wypowie pierwsze słowo.
Wnioski z badań podważają powszechne przekonanie, że do dziecka trzeba mówić „normalnie”, by szybciej się rozwijało. Wręcz przeciwnie – pieszczotliwa, przesadna mowa rodziców może być jednym z najskuteczniejszych narzędzi nauki.
CYNICZNYM OKIEM: Naukowcy właśnie potwierdzili to, co matki wiedziały od zawsze – że miłość najlepiej działa, kiedy się ją mówi z przesadą.
W świetle badań australijskiego zespołu „mowa matczyna” przestaje więc być tylko rodzinnym rytuałem. Staje się pierwszym, biologicznie zakodowanym kursem językowym – dostępnym już od czwartego miesiąca życia.



