Pieniądze za nic – czyli jak kupuje się niewolników XXI wieku

Nowe kajdany nie będą z żelaza, tylko z kodu binarnego

Adrian Kosta
7 min czytania

Brytyjczycy zrzędzą po budżecie Rachel Reeves – i mają rację. Ale, szczerze mówiąc, na co liczyli? Rząd to nie filantrop, to profesjonalny gangster w garniturze, który z uśmiechem podaje ci chleb, by sprawdzić, ile masła jeszcze możesz stracić.

Czerwoni obwiniają dawnych Torysów, niegospodarność i Brexit. Niebiescy wskazują na zasiłki i darmozjadów. A w tym samym czasie obie grupy rozgrywane są jak orkiestra symfoniczna w cyrku finansów publicznych. Bo nie chodzi o podatki, imigrantów ani nawet gospodarkę. Chodzi o to, żeby nikt nie zauważył, że gra się właśnie o coś znacznie większego – o model społeczeństwa post-pracy.

Rząd już wie, że praca, jako pojęcie, nie ma przyszłości. Firmy wiedzą. Banki centralne wiedzą. Wiedzą nawet roboty, które właśnie uczą się pisać twoje raporty i diagnozować twoją chorobę. To tylko ty jeszcze udajesz, że „rynek pracy ożyje”. Nie ożyje. Bo nie ma po co.

Gospodarka-widmo i teatr moralności

Nowa budżetowa rzeczywistość nie jest o redystrybucji dochodów. To przygotowanie do UBI – uniwersalnego dochodu podstawowego, czyli programu lojalnościowego dla obywateli przyszłości. Masz nie pracować, masz konsumować. Masz być wdzięczny za elektroniczny przelew, który zastąpi pensję, godność i autonomię.

Wszystko inne to spektakl. Rząd obiecuje „ochronę pracujących rodzin” — choć tych, którzy faktycznie pracują, jest coraz mniej. Media lewicowe opisują „konieczność pomocy najbiedniejszym”, a konserwatywne tabloidy grzmią o „karaniu ciężko pracujących”. To ta sama gra co zawsze: dziel, etykietuj, napuszczaj i inkasuj.

CYNICZNYM OKIEM: To nie budżet – to kuracja psychologiczna społeczeństwa, które ma nauczyć się żyć z pełnym brzuchem i pustym sensem.

Technokracja mówi: „dziękujemy, już was nie potrzebujemy”

Maszyny nie popełniają błędów. Nie chorują. Nie zadają pytań o nadgodziny. Dane zastąpiły mięśnie, a algorytmy – sumienie. Nowy świat nie potrzebuje rąk do pracy, tylko miliardów par oczu wlepionych w ekrany.

Centra danych i magazyny Amazona już działają jak prototypy postludzkiego społeczeństwa – automatyczne, bezdźwięczne i bezdusznie wydajne. Sztuczna inteligencja wspina się przez piramidę klas zawodowych jak zimny pasożyt: najpierw przepisała obowiązki biurowych mrówek, teraz dobiera się do prawników, programistów i lekarzy.

A co stanie się z tobą? Dostaniesz „wsparcie” – cyfrowy zasiłek, który z czasem zamieni się w kod QR zależności.

Robotnik w deszczu i nowy hymn niewolnictwa

Erasure już w 1986 roku śpiewało o robotniku w ulewnym deszczu, który składa kawałki zepsutego marzenia. To nie była poetycka metafora – to instrukcja obsługi przyszłości.

Kiedyś było życie „dla zręcznych rąk”. Teraz zręczne ręce są zakałą systemu. Masz nie tworzyć – masz kupować. Nie myśleć – reagować. Nie wytwarzać sensu – dostarczać danych. „Working-class hero” stał się zbędnym scenariuszem.

Tymczasem w biurach rządowych trwa marketingowa kampania nowego niewolnictwa. Transparent mówi: „Bezpieczeństwo i równość dla wszystkich”. Małymi literami: „Za cenę twojej prywatności, twojej wolności i twojej tożsamości.”

CYNICZNYM OKIEM: Nowe kajdany nie będą z żelaza, tylko z kodu binarnego. A niewolnicy będą je uwielbiać – bo świecą i mają promocję na dostawę do domu.

Owieczki i pasterze systemu

Todd Hayen, autor z OffGuardian, odłożył pióro po tym, jak jego tekst o „owieczkach” wywołał wściekłość u publiczności. Ale czy się mylił? Widzimy, jak społeczeństwo przyjęło rolę stada z wdzięcznością. Ludzie gotowi są zrzekać się wolności w imię każdego nowego strachu: politycznego, klimatycznego czy zdrowotnego.

Wierzą w apokalipsę Trumpa, globalne ocieplenie, systemowy rasizm, skrajną prawicę, białą supremację, przeludnienie – wszystko naraz. Każdy alarm uruchamia ten sam mechanizm: strach generuje posłuszeństwo, a posłuszeństwo generuje porządek.

Ale kiedy ktoś mówi o cyfrowych walutach centralnych, identyfikatorach biometrycznych, kredycie społecznym czy transhumanistycznym nadzorze – nagle staje się wariatem w czapce z aluminium. Dlaczego? Bo to nie są te strachy, które wolno mieć.

Nowa rewolucja proletariacka – tym razem bez proletariatu

W dawnych wiekach biedni walczyli z bogatymi o chleb i prawo do pracy. Dziś biednych zastępują serwery, a walka toczy się o prawo do… prywatności i realnej rzeczywistości. Ale większość nawet nie wie, że należałoby walczyć.

Psychologicznie i edukacyjnie przygotowano nas przez dekady: nauczono ufać państwu, mediom, ekspertom i postępowym hasłom. Hasło „od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb” brzmi pięknie, dopóki to nie anonimowy algorytm decyduje, czego potrzebujesz.

Idealny obywatel nowej ery to człowiek pozbawiony historii i charakteru. Nie buntuje się, nie kwestionuje. Wie, co trzeba czuć, kogo potępiać, co udostępniać i jak głośno klaskać.

CYNICZNYM OKIEM: Dawny proletariat żądał chleba i wolności. Nowoczesny proletariat żąda stabilnego Wi-Fi i nowego modelu iPhone’a.

Wielka iluzja bezpieczeństwa

Cyfrowe więzienie buduje się nie siłą, lecz zgodą. Każdy klik „zaakceptuj” przybliża cię do świata, w którym twoje zachowanie, zdrowie i poglądy będą przeliczane na punkty zaufania publicznego. Cyfrowe ID, portfele walut banku centralnego, państwowe aplikacje do świadczeń – to wszystko pułapki w opakowaniu użyteczności.

Widzisz wygodę, nie widzisz mechanizmu. Widzisz nowoczesność, nie widzisz kontroli. Widzisz troskę państwa – nie kartotekę obywatela. To cyfrowe gułagi z uśmiechniętym interfejsem.

A społeczeństwo patrzy, kiwa głową i mówi: „To dla naszego dobra.”

To wszystko, co dzieje się dziś – budżety, dotacje, migracje, UBI – to elementy przedstawienia pod tytułem „Cyrk”. Jak śpiewało Erasure: to „hańba, że tak bardzo się boisz”. Bo strach to waluta władzy.

Nie potrzebują już pałek ani policji. Wystarczy, że boisz się ubóstwa, choroby, wykluczenia cyfrowego albo złej oceny w aplikacji społecznej. Wtedy będziesz posłuszny do ostatniego megabajta.

Dzisiejsza utopia to laboratorium: test, jak długo człowiek wytrzyma bycie kontrolowany w imię dobra. A skoro większość sama doprasza się o elektroniczne obroże – wynik testu już znamy.

CYNICZNYM OKIEM: Pieniądze za nic już są. Następny etap to życie za pozwoleniem. Bo w technokracji przyszłości największym luksusem stanie się prawo do bycia człowiekiem bez loginu.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *