Są tematy, które w normalnych okolicznościach pozostają domeną akademickich debat i niszowych blogów ekonomicznych. Petrojuan – chińska waluta przeznaczona do handlu ropą – był jednym z nich. Przez lata przepowiednie o upadku dolara jako globalnej waluty rezerwowej okazywały się przesadzone, a zwolennicy dedolaryzacji traktowani byli z pobłażliwym uśmiechem. Tyle że obecna wojna z Iranem i zamknięcie Cieśniny Ormuz zmieniły reguły gry w sposób, którego nawet najbardziej pesymistyczni analitycy nie przewidywali w tak krótkim horyzoncie czasowym.
Petrodolar nie jest abstrakcyjnym pojęciem z podręcznika ekonomii – to fundament amerykańskiej hegemonii finansowej, trwały geopolityczny fakt, którego znaczenie trudno przecenić. Niemal cały globalny handel ropą, będący krwią każdej nowoczesnej gospodarki, odbywa się w dolarach. To napędza popyt na amerykańską walutę i pozwala rządowi USA na nieograniczone drukowanie pieniędzy, trwające od czasu odejścia od parytetu złota w latach 70. System ten jest tak istotny dla Waszyngtonu, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy historycznie posuwali się do ostateczności, by go chronić – włączając w to zmiany reżimów. Gdy Muammar Kaddafi próbował wyprowadzić bogatą w ropę Libię z tego układu i stworzyć alternatywną, panafrykańską walutę opartą na „złotym dinarze”, zapłacił za to najwyższą cenę.
Układ z lat 70., który trzyma świat w ryzach
System petrodolara to część długoletniego paktu z państwami Zatoki Perskiej, sięgającego lat 70. XX wieku. Po odejściu Nixona od parytetu złota kraje te zgodziły się handlować ropą wyłącznie w dolarach w zamian za amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Deutsche Bank precyzyjnie opisał mechanizm tego układu.
„Ropa z Bliskiego Wschodu od dawna jest zwornikiem statusu dolara amerykańskiego jako dominującej waluty w handlu i rezerwach, ale wojna prezydenta Donalda Trumpa z Iranem może otworzyć drzwi dla chińskiej waluty” – ostrzegają analitycy banku na łamach Fortune.
Obecny reżim petrodolara wywodzi się z umowy z 1974 roku, kiedy Arabia Saudyjska zgodziła się wyceniać ropę w dolarach i inwestować nadwyżki w amerykańskie aktywa. Ponieważ ropa jest kluczowym wkładem w globalną produkcję i transport, łańcuchy dostaw mają naturalny bodziec do dolaryzacji.
„Świat oszczędza w dolarach w dużej mierze dlatego, że płaci w dolarach” – stwierdził Deutsche Bank.
W zamian za recykling dolarów z powrotem do USA Waszyngton gwarantował królestwu bezpieczeństwo – stacjonowanie wojsk, dostarczanie zaawansowanej broni i zapewnienie swobodnej żeglugi w Cieśninie Ormuz. I właśnie ten ostatni element paktu jest dziś poddawany ogromnej próbie.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka przez pół wieku sprzedawała Zatokę Perską jako swój prywatny korytarz bezpieczeństwa, a teraz Iran wystawia tam własną budkę z opłatami – i to w juanach. Trudno o lepszą reklamę dla chińskiej waluty niż amerykańska bezradność w cieśninie.
Iran, mimo poważnego osłabienia przez armie USA i Izraela, wciąż zachowuje wystarczający potencjał, by wybiórczo blokować Cieśninę Ormuz – chyba że kraje wynegocjują bezpieczny przejazd i zapłacą w chińskich juanach. To nie jest hipotetyczny scenariusz z think-tankowego raportu – to rzeczywistość, w której irański reżim wymusza opłaty denominowane w walucie Pekinu na tankowcach przepływających przez najważniejszą drogę wodną światowego handlu ropą.
Sam petrojuan nie jest zresztą konceptem nowym. Jak podaje Wikipedia, 26 marca 2018 roku rząd Chin wyemitował pierwsze długoterminowe kontrakty na ropę nominowane w petrojuanach. Projekt ten od początku miał na celu rywalizację z amerykańskim petrodolarem, którego hegemonia dominuje na rynku od 1971 roku, dając USA kontrolę nad większością światowej podaży waluty – około 60 procent.
Jednak to, co przed wojną było ambitnym, lecz odległym planem Komunistycznej Partii Chin, zyskało teraz nieoczekiwanego sojusznika w postaci irańskiego szantażu w Cieśninie Ormuz. Nawet przed wybuchem konfliktu system petrodolara znajdował się pod presją. Sankcje USA na ropę z Rosji i Iranu stworzyły nielegalny handel oparty na innych walutach, w tym właśnie na juanie. Arabia Saudyjska – filar całego systemu petrodolarowego – dołączyła do projektu mBridge, inicjatywy cyfrowej waluty banku centralnego prowadzonej przez Chiny, która otwarcie rzuca wyzwanie infrastrukturze płatności dolarowych.
Obligacje w odwrocie, banki centralne w panice
Konsekwencje obecnej sytuacji wykraczają daleko poza symbolikę walutową. Dwa główne skutki zamknięcia Cieśniny Ormuz uderzają bezpośrednio w fundamenty amerykańskiej pozycji finansowej. Po pierwsze, opłaty wymuszane na tankowcach przepływających przez cieśninę są nominowane w juanach, co podkopuje sam rdzeń systemu petrodolara. Po drugie, międzynarodowe zaufanie do USA jako gwaranta bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej zostaje poważnie naruszone, jeśli Waszyngton nie potrafi utrzymać drogi wodnej otwartej lub nie jest postrzegany jako siła zdolna do wyegzekwowania tego militarnie w dłuższym terminie.
Rynki finansowe już reagują. Jak donosi Financial Times, zagraniczne banki centralne zredukowały swoje zasoby obligacji skarbowych w nowojorskim Fedzie do najniższego poziomu od 2012 roku.
„Wartość papierów skarbowych posiadanych przez instytucje oficjalne spadła o 82 mld USD od 25 lutego, osiągając poziom 2,7 bln USD” – raportuje dziennik.
Ten spadek podkreśla, jak skok cen energii wywołany zamknięciem Cieśniny Ormuz wywrócił do góry nogami finanse krajów zależnych od importu ropy, jednocześnie – paradoksalnie – umacniając dolara na szerokim rynku w krótkiej perspektywie. Oficjalnym powodem wyprzedaży jest ratowanie własnych walut, ale nie sposób wykluczyć, że banki centralne po prostu przewidują długoterminowy spadek wartości dolara i przygotowują się na nową rzeczywistość.
Logika odwrotna jest równie niepokojąca dla Waszyngtonu – spadek popytu na dolara nieuchronnie prowadziłby do wyższych stóp procentowych, co podniosłoby rentowność amerykańskich obligacji skarbowych. W najgorszym scenariuszu mogłoby to doprowadzić do kolapsu gospodarki USA – scenariusza, który jeszcze niedawno wydawał się domeną ekonomicznych katastrofistów.
CYNICZNYM OKIEM: Departament Stanu i Pentagon z pewnością rozważali skutki zamknięcia cieśniny – w końcu dyskutowano o tym od dziesięcioleci. Tylko jakoś zapomnieli o tym drobnym szczególe, żeby przygotować plan jej siłowego otwarcia. Planowanie strategiczne po amerykańsku – przewidzieć problem i nie zrobić z tym nic.
Pytanie, które zadają dziś analitycy na całym świecie, brzmi wprost – czy ktokolwiek w Departamencie Stanu lub Pentagonie poważnie rozważył te kwestie przed rozpoczęciem wojny? O zamknięciu Cieśniny Ormuz i wynikających z tego katastrofalnych skutkach geopolitycznych i ekonomicznych dyskutowano w kontekście konfliktu z Iranem od dziesięcioleci. Jeśli więc założyć, że to rozważono, dlaczego najwyraźniej nie przygotowano planu siłowego otwarcia cieśniny i utrzymania jej przejezdności od samego początku – co wydawałoby się absolutnym priorytetem z perspektywy bezpieczeństwa narodowego?
Dla Polski i Europy lekcja jest jednoznaczna. Każde pęknięcie w systemie petrodolara oznacza zmianę globalnego porządku finansowego, w którym żyjemy od ponad pół wieku. Jeśli petrojuan z akademickiej ciekawostki stanie się realnym instrumentem handlu ropą, konsekwencje odczuje każdy kraj importujący surowce energetyczne – a więc praktycznie cały świat.



