Petro-gazo-dolar to fikcja. Świat po cichu wraca do złota

Dlaczego gaz nie zastąpi ropy w roli kotwicy?

Jarosław Szeląg
16 min czytania
Petro-gazo-dolar to fikcja. Świat cicho wraca do złota

W obiegu informacyjnym pojawił się ostatnio tekst Richarda Medhursta o tak zwanym petrogazodolarze, który zyskał sporą popularność. Autor zbiera w nim chronologię umów dotyczących Basenu Lewantyńskiego, przypomina Narodową Politykę Energetyczną Cheneya z 2001 roku oraz wymienia kontrakty Chevrona o wartości około 35 miliardów dolarów, podpisane w ciągu ostatnich sześciu miesięcy w Izraelu, Syrii, Grecji i na Cyprze. Pod względem faktograficznym dokument jest w dużej mierze rzetelny i nie podlega większej dyskusji. Problem zaczyna się jednak na poziomie interpretacji – bo to, co Medhurst odczytuje jako mistrzowski plan strategiczny Waszyngtonu, w rzeczywistości wygląda raczej na desperacką adaptację kruszejącego systemu.

Przypomnijmy krótko historię. W 1944 roku system z Bretton Woods powiązał dolara ze złotem i uczynił go światową walutą rezerwową. W 1971 roku Nixon zerwał to powiązanie, a trzy lata później Henry Kissinger wynegocjował z Arabią Saudyjską układ wiążący dolara z ropą naftową. Tak narodził się petrodolar – każdy potrzebował ropy, ropa była wyceniana w dolarach, więc każdy potrzebował dolarów. Teza Medhursta głosi, że dziś ten sam manewr jest powtarzany, a nową kotwicą staje się gaz – ta sama architektura, tylko inny surowiec.

Dlaczego gaz nie zastąpi ropy w roli kotwicy?

Rzecz w tym, że gaz to nie ropa, choćby oba miały wspólne pochodzenie geologiczne. Ropa jest zamienna w skali planetarnej – jeden globalny rynek, jeden przybliżony przedział cenowy z różnicami wynikającymi z jakości, tankowce płyną wszędzie tam, gdzie jest port i rafineria. Każdy kraj jej potrzebuje, każda gałąź przemysłu jej używa, prawie każdy rodzaj transportu na niej bazuje.

Gaz ma natomiast charakter regionalny i kapryśny. LNG wymaga specjalistycznych terminali skraplających po stronie eksportowej, kriogenicznych tankowców w transporcie i infrastruktury regazyfikacyjnej po stronie importowej. Budowa każdego z tych elementów zajmuje lata i kosztuje miliardy, a gaz rurociągowy jest po prostu więźniem geografii rury. W 2022 roku cena gazu w Europie osiągnęła poziom około 25-krotnie wyższy niż w Stanach Zjednoczonych – to sam rynek mówi, że nie istnieje jeden globalny rynek gazu, lecz zbiór rynków regionalnych spętanych kosztownymi wąskimi gardłami.

Henry Hub, TTF i JKM regularnie handlują po cenach stanowiących wielokrotność siebie nawzajem za nominalnie tę samą cząsteczkę. Zakotwiczenie waluty rozliczeniowej w gazie nie jest zatem krokiem naprzód względem ropy – to krok wstecz na każdej istotnej osi. Mniejszy popyt powszechny, mniej płynny rynek, większa zależność od infrastruktury i znacznie węższa baza kontrahentów. Jeśli ropa była surowcem, który uzasadniał globalny zasięg petrodolara, gaz nie może jej zastąpić bez jednoczesnego skurczenia reżimu, który ma rzekomo kotwiczyć.

CYNICZNYM OKIEM: Imperium, które rzekomo planuje pięćdziesiąt lat naprzód, próbuje zbudować nowy ład monetarny na surowcu, który w jednym tygodniu kosztuje dwadzieścia pięć razy więcej niż w drugim. To nie strategia, to alibi dla kontraktów Chevrona.

Do tego dochodzi to, co dzieje się z samym dolarem jako instrumentem. W momencie, gdy mocarstwa zachodnie zamroziły w 2022 roku 300 miliardów dolarów rosyjskich rezerw banku centralnego, każdy neutralny zarządzający rezerwami na świecie otrzymał nieplanowaną lekcję tego, co bezpieczeństwo oznacza w praktyce. Lekcja ta jest wciąż przyswajana, a przyswajanie objawia się w zakupach złota przez banki centralne na poziomach najwyższych od dekad, we wdrażaniu równoległych kanałów płatniczych oraz w spadku posiadanych amerykańskich obligacji skarbowych rok do roku. Nic z tego nie jest gwałtowne, ale wszystko się kumuluje.

Co naprawdę dzieje się z rosyjską i irańską ropą?

Faktyczny obraz wygląda więc inaczej, niż maluje go Medhurst – słabnąca kotwica w postaci ropy i dolara jest częściowo zastępowana przez kotwicę strukturalnie węższą, czyli gaz i dolar, osadzoną na walucie rozliczeniowej, która powoli traci zaufanie wymagane do pełnienia swojej funkcji. To regresja na dwóch osiach jednocześnie, nie żaden plan strategiczny. Następcą petrodolara nie jest układ ropa-dolar i z całą pewnością nie jest nim gaz-dolar – przez eliminację wszystkich alternatyw świat powraca do złota.

Weźmy choćby Rosję, od której Medhurst zaczyna swój wywód. Pisze o najpoważniejszym zakłóceniu logistycznym we współczesnej historii Rosji, czterdziestu procentach morskich zdolności eksportowych unieruchomionych oraz cięciach produkcji o 300-400 tysięcy baryłek dziennie w kwietniu. Raport Sirius, który śledzi ruchy statków, a nie kwoty, wskazuje jednak, że rosyjski eksport ropy drogą morską utrzymał się w kwietniu na stałym poziomie 3,5 miliona baryłek dziennie.

Terminale na Pacyfiku, które ucierpiały w wiosennych atakach, są już w pełni sprawne, a porty bałtyckie cały czas prowadziły załadunek. Cokolwiek miała osiągnąć kampania bombardowań, przypadkowo zadziałała jako program renowacji. Liczba 300-400 tysięcy odzwierciedla dobrowolną dyscyplinę w ramach kwot OPEC+, a nie ocenę zniszczeń – Rosja wyprodukowała w kwietniu nieco mniej, ponieważ poprosił o to kartel, a nie dlatego, że przed Murmańskiem zaparkowany jest niszczyciel NATO.

Tym, co naprawdę się stało, jest outsourcing popytu przez Europę. Stary Kontynent nałożył na Rosję sankcje, mniej więcej po raz dwudziesty, bo poprzednie dziewiętnaście odniosło spektakularny sukces. Ponieważ jednak nawet Europa wciąż potrzebuje ropy, kupiła dokładnie te same cząsteczki przez indyjskie i chińskie rafinerie, które nabyły je od Rosji z dyskontem i głównie w lokalnych walutach. Co więcej, te same rafinerie sprzedały surowiec z marżą Europie, która objęła sankcjami właśnie tę ropę – świetna robota w sygnalizowaniu cnoty.

Iran opowiada podobną historię, choć z innymi szczegółami. Tekst Medhursta argumentuje, że blokada głodzi Chiny, odcinając je od trzeciego co do wielkości dostawcy ropy, ale TankerTrackers poinformował 24 kwietnia, że Iran wyeksportował w pierwszych trzech tygodniach kwietnia więcej ropy niż w całym marcu. Operacja Project Freedom została formalnie zainicjowana w CENTCOM dopiero niedawno, z udziałem 15 tysięcy personelu i ponad stu samolotów. Iran wszedł w tę wojnę, produkując 1,1 miliona baryłek dziennie przy cenie 47 dolarów za baryłkę, podczas gdy przez większość czasu produkcja oscylowała wokół 1,5 miliona przy cenie 110 dolarów.

Statut Blokujący Chin i pętla irańskiego złota

Argument, który nie zmieścił się już w ramach tekstu Medhursta, pojawił się w ostatnią sobotę. Amerykański Departament Skarbu nałożył w piątek sankcje na Hengli Petrochemical i cztery chińskie małe prywatne rafinerie typu „teapot” za zakupy irańskiej ropy. Hengli to jednak nie zwykły „teapot”, lecz strategiczna infrastruktura narodowa – zainwestowano tam 280 miliardów juanów, a roczna zdolność rafineryjna wynosi 20 milionów ton.

Jest to jedna z siedmiu głównych chińskich baz petrochemicznych, a nieobjęta sankcjami grupa macierzysta jest największym na świecie producentem statków. Reakcja Pekinu była błyskawiczna – w sobotę Ministerstwo Handlu Chin aktywowało Statut Blokujący z 2021 roku, po raz pierwszy w historii. Chińskie firmy i osoby prywatne mają teraz prawny zakaz uznawania, wdrażania lub przestrzegania amerykańskich sankcji – przestrzeganie przepisów przestało być kwestią wyboru.

Wygląda to na reaktywną eskalację wobec ogłoszenia Departamentu Skarbu i jest powracającym schematem całej tej sprawy. Każda sankcja zacieśnia system równoległy, każda eskalacja usuwa kolejnego kontrahenta z systemów dolarowych. To nie jest żaden geniusz strategiczny w pięciu wymiarach, lecz zwykła metaboliczna adaptacja – Waszyngton uderza w dowolną część, w którą chce dzisiaj, a tamten system się dostosowuje.

Najlepszym dowodem są historyczne konsekwencje. Bank Kunlun został objęty sankcjami przez amerykański Departament Skarbu w 2012 roku za powiązania z Iranem, co w tamtym czasie musiało wydawać się dobrym pomysłem. Konsekwencja okazała się jednak niezamierzona – odcinając Kunlun od systemu dolarowego, zredukowano jego pozostałą ekspozycję na dolara do zera, czyniąc go idealnym wehikułem instytucjonalnym dla handlu z Iranem denominowanego w juanach. Od trzynastu lat irańska ropa płynie do chińskich rafinerii przez Kunlun, rozliczana w juanach, całkowicie poza systemem SWIFT.

Iran nie może łatwo wydawać zgromadzonych juanów w dolarach, więc prawdopodobnie zamienia nadwyżkę na fizyczne złoto za pośrednictwem Szanghajskiej Giełdy Złota. Pętla irańska ropa – juan – złoto działa od roku, w którym Obama został ponownie wybrany, a obecnie jest ona dodatkowo formalnie chroniona po stronie chińskiej przez Statut Blokujący. Ludowy Bank Chin kupuje złoto od siedemnastu miesięcy z rzędu, a oficjalne rezerwy wynoszą ponad 74 miliony uncji trojańskich.

Powszechnie przyjmuje się, że nieoficjalna liczba jest znacznie wyższa, biorąc pod uwagę, że sama chińska krajowa produkcja kopalniana od 2000 roku, czyli około 8 150 ton, przewyższa całe deklarowane zasoby amerykańskiego Departamentu Skarbu. Ekspozycja Chin na amerykańskie obligacje skarbowe spadła ze szczytowego poziomu 1,32 biliona dolarów w 2013 roku do 693 miliardów dolarów w lutym 2026 roku – to nie jest dyplomatyczna sympatia, to kapitał głosujący nogami.

Cena spot złota wynosi około 4 800 dolarów za uncję, a w Szanghaju kruszec wciąż jest kwotowany z konsekwentną premią względem Londynu i COMEX. Chińskie banki racjonują kruszec w wysokości 600 kilogramów na bank dziennie, a każda alokacja znika w mniej niż minutę. Tymczasem amerykański Departament Skarbu wykazuje własne zasoby złota w księgach po cenie 42,2222 dolara za uncję trojańską, ustawowej ceny ostatni raz zrewidowanej w 1973 roku.

CYNICZNYM OKIEM: Najpotężniejsze państwo świata księguje swój kruszec po cenie z czasów Nixona, jakby od pół wieku nic się nie stało. To nie jest ostrożna księgowość – to klasyczne udawanie, że problem nie istnieje, dopóki nie zapuka do drzwi.

Różnica w wycenie rynkowej tego rezerwu wynosi około 1,25 biliona dolarów, czyli mniej więcej 3 procent długu narodowego. Jeśli Stany Zjednoczone sprzedałyby cały swój zapas złota, mogłyby finansować rząd federalny przez około półtora tygodnia – każde 100 dolarów wzrostu ceny złota dodaje około 25 miliardów dolarów wartości tej rezerwie. Przez lata krążyły plotki o ponownej wycenie tych zasobów i trudno się dziwić, że co jakiś czas wracają.

Dokąd zmierza globalny system rozliczeniowy?

Mechanizm, który najprawdopodobniej zastąpi „gaz-za-dolca” – termin oczywiście nieoficjalny – jest prostszy, niż się wydaje. Wewnątrz danego kraju waluty pozostaną fiducjarne, ponieważ żaden Kowalski nie będzie wydawał 0,03 grama złota na galon benzyny. Niezależnie od lokalnej waluty, czy będzie to euro, lir, frank czy funt, wszelkie naciski polityczne, przepisy podatkowe i krajowe systemy monetarne pozostaną zlokalizowane w obrębie państw narodowych.

Jednak rozliczenia transgraniczne z dużym prawdopodobieństwem przeniosą się na złoto. Nie z wyboru, lecz z konieczności, przez wyeliminowanie wszystkich gorszych alternatyw. Każda inna warstwa rozliczeniowa została w ciągu ostatnich sześciu lat upolityczniona i zmieniona w broń – dolar, euro, SWIFT, CHIPS, państwowe papiery skarbowe, nieruchomości w zagranicznych jurysdykcjach, rezerwy banków centralnych.

Lista przejęć i zamrożeń jest długa i pouczająca. Wenezuelskie złoto przejęte w Banku Anglii w 2019 roku, rosyjskie rezerwy zamrożone w 2022 roku, aktywa afgańskiego banku centralnego przetrzymywane przez Fed w Nowym Jorku od 2021 roku. Sobotnia akcja przeciwko Hengli Petrochemical rozszerzyła ten szablon z aktywów państwowych na prywatne przedsiębiorstwa przemysłowe – precedens, którego konsekwencji nikt jeszcze do końca nie ogarnia.

Złoto jest jedynym liczącym się aktywem, którego własność nie może zostać anulowana zdalnym kliknięciem. Rozlicza się je dwustronnie i nie obchodzi go, czyja twarz widnieje na monecie. Przetrwa upolitycznienie każdej innej warstwy rozliczeniowej, ponieważ owo upolitycznienie jest właśnie powodem, dla którego banki centralne kiedyś od niego odeszły – kółko historii zatacza pełen obrót.

Nikt nie publikuje mapy drogowej, nie ma publicznych ogłoszeń, a cała sprawa to cel podróży z wykluczenia – aktywo, przy którym kończą wszyscy, gdy inne zostaną usunięte. Koncepcja petrogazodolara upada zaś na własnych warunkach, ponieważ nowy reżim monetarny potrzebuje stabilnej, trwałej i powszechnie akceptowanej kotwicy. Tymczasem największy producent LNG na świecie wykorzystuje już pełne zdolności eksportowe, a Henry Hub notuje wieloletnie szczyty, ponieważ krajowa podaż nie nadąża za tym, co już obiecano.

Przejęte rezerwy półkuli zachodniej wymagają od Chevrona faktycznego wydobycia, a nie tylko podpisywania kontraktów, a pola gazowe w Basenie Lewantyńskim wciąż leżą pod ziemią – pięć miesięcy po zawarciu umów. System monetarny potrzebuje również kontrahentów skłonnych go używać, a w rzeczywistym świecie Zjednoczone Emiraty Arabskie opuściły OPEC z dniem 1 maja, po wcześniejszym grożeniu sprzedażą ropy za juany. Arabia Saudyjska dzień później dała 12 milionom swoich obywateli dostęp do chińskiej sieci płatniczej CIPS, a irański parlament skodyfikował rozliczenia w juanach i Tetherze w cieśninie Ormuz.

Trzecią zmienną, której Medhurst zdaje się nie dostrzegać, jest sam Donald Trump i jego administracja. Teza o petrogazodolarze wymaga wiary w to, że ta sama administracja, która niedawno zwolniła własnego sekretarza marynarki wojennej za zbyt powolne tempo budowy statków, jednocześnie realizuje spójny, dwudziestopięcioletni plan reorganizacji globalnych rynków energii i zastąpienia pięćdziesięciu lat architektury monetarnej. Trump i dwudziestopięcioletnia cierpliwość strategiczna to dwa wyrażenia, które najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie wystąpiły w tym samym zdaniu.

Petrodolar nie umrze oczywiście jutro – Stany Zjednoczone wciąż posiadają najgłębsze rynki kapitałowe, najczęściej handlowaną walutę i jedyny rynek obligacji o pojemności pozwalającej na wchłonięcie globalnych oszczędności. Status waluty rezerwowej eroduje przez dziesięciolecia, a Bank Anglii utrzymywał ten status przez ponad wiek, zanim przejął go dolar. W żadnym momencie tego procesu nikt w Londynie nie opublikował tekstu ogłaszającego oficjalne przekazanie pałeczki – i tym razem również nikt takiego dokumentu nie opublikuje.

Medhurst ma rację, że trwa transformacja, ale myli się co do jej kierunku. Cały ten chaos nie tworzy silniejszego imperium, lecz bardziej pofragmentowaną architekturę monetarną, w której złoto zaczyna wypełniać luki, które niegdyś wypełniał dolar. I tej cichej rewolucji nie ogłasza się w komunikatach prasowych – widać ją w ruchach statków, w racjonowaniu kruszcu na szanghajskich oknach kasowych i w siedemnastu kolejnych miesiącach zakupów Ludowego Banku Chin.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *