Administracja Trumpa pobiła rekord nalotów w Somalii – 102 ataki w tym roku, ponad 10 razy więcej niż w 2024 i więcej niż suma 12 lat Obamy i Bidena – a Pentagon nalega, że to nie „wojna wieczysta”. Dziennikarz Liam Cosgrove zapytał rzeczniczkę Kingsley Wilson o powód obecności USA w kraju, wspominając niedawny rajd lądowy. Odpowiedź? „Nie prowadzimy wiecznych wojen, nie dążymy do zmiany reżimu ani narodów” – kampania to „zakrojone, napędzane wywiadem operacje kontrwywiadowcze” chroniące Amerykę przed terrorystami.
Naloty celują w małą filię ISIS w jaskiniach Puntlandu (kilkuset członków, odgałęzienie al-Shabaab z 2015) oraz al-Shabaab na południu i w centrum – grupę walczącą z USA od 2006, gdy wsparto etiopską inwazję obalającą Unię Sądów Islamskich. Al-Shabaab, radykalny odłam, zaatakowała Etiopczyków w 2007, w 2012 złożyła lojalność al-Kaidzie po latach starć z USA.
CYNICZNYM OKIEM: Rekordowe bomby na somalijskie jaskinie, a Pentagon mruczy o „wąskich operacjach” – jakby 102 naloty to poranna kawa, nie eskalacja, która miażdży Obamę i Bidena.
Eskalacja pod Trumpem – wąska ścieżka czy pułapka?
Wilson podkreśla partnerstwo z Somalią: operacje chronią ojczyznę i interesy USA. Ale skala szokuje – administracja dramatycznie zwiększyła ataki, bijąc historyczne rekordy. Al-Shabaab narodziła się z chaosu po obaleniu Unii w 2006, stając się al-Kaidowym sojusznikiem; ISIS-Somalia to drobny odprysk, lecz priorytetowy cel.
„Stawiając Amerykę na pierwszym miejscu” – tak Pentagon tłumaczy ciągłą obecność od 2006, gdy CIA wspierało watażków, a etiopska inwazja rozpętała piekło.
Naloty na Puntland i południe to kontrterroryzm z partnerami – Wilson: „chronimy przed zagrożeniami”. Ale pytanie Cosgrove’a wisi: po co nadal tam są wojska USA? Pentagon unika „wojny wiecznej”, lecz rekord 102 nalotów mówi sam za siebie.
CYNICZNYM OKIEM: 10 razy więcej bomb niż rok temu, rajdy lądowe, a rzeczniczka nuci o „ochronie interesów”.


