Pentagon szykuje lądową ofensywę. Iran grozi atakami na uniwersytety

Czego jeszcze nie ujawniają opinii publicznej?

Adrian Kosta
8 min czytania
Iran Pentagon operacje lądowe IRGC Ormuz

Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem wchodzi w fazę, której wielu ekspertów obawiało się najbardziej. Według najnowszych doniesień „The Washington PostPentagon od tygodni przygotowuje operacje lądowe na terytorium Iranu, a tysiące amerykańskich żołnierzy i marines już przybywają na Bliski Wschód. Jednocześnie irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej grozi atakami odwetowymi na amerykańskie kampusy uniwersyteckie w regionie Zatoki Perskiej – w odpowiedzi na zbombardowanie dwóch irańskich uczelni. Dyplomacja toczy się równolegle z przygotowaniami wojennymi, a ministrowie spraw zagranicznych czterech państw regionu gorączkowo szukają ścieżki do zawieszenia broni podczas niedzielnego szczytu w Islamabadzie. Pytanie, czy ktokolwiek zdąży znaleźć drogę wyjścia, zanim uruchomiona machina wojskowa nabierze nieodwracalnego rozpędu.

Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, człowiek, który według wielu obserwatorów de facto zarządza krajem w czasie wojny, od pewnego czasu twierdził, że Stany Zjednoczone są zajęte planowaniem ataku lądowego, mimo publicznego angażowania się w wysiłki dyplomatyczne mające na celu zawieszenie broni. Sobotni raport „The Washington Post” sugeruje, że miał rację.

iran
Zniszczona przez bombardowanie sala wykładowa na Irańskim Uniwersytecie Nauki i Technologii, źródło: @Helyeh_Doutaghi

Naloty sił specjalnych zamiast pełnej inwazji

Według amerykańskich urzędników, którzy wypowiadali się pod warunkiem zachowania anonimowości, potencjalna operacja lądowa nie byłaby inwazją na pełną skalę. Zamiast tego mogłaby obejmować naloty mieszanych sił operacji specjalnych i konwencjonalnych oddziałów piechoty. Plany te powstawały od co najmniej kilku tygodni, a ich szczegóły pozostają ściśle tajne.

Dla nikogo jednak nie powinno być zaskoczeniem, jak ogromnym ryzykiem obarczony byłby taki gambit. Geografia z pewnością nie sprzyja siłom USA. Raport „Washington Post” wymienia szereg zagrożeń, na które narażony byłby amerykański personel – od irańskich dronów i pocisków, przez ostrzał z ziemi, po improwizowane ładunki wybuchowe.

W sobotę nie było jasne, czy prezydent Donald Trump zatwierdzi wszystkie, niektóre, czy żadne z planów Pentagonu. Sam fakt ich istnienia i wycieku do mediów stanowi jednak potężny sygnał – zarówno dla Teheranu, jak i dla całego regionu.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka publicznie mówi o pokoju i negocjacjach, a prywatnie pakuje plecaki marines. To nie jest dyplomacja – to klasyczny poker, w którym jedna ręka podaje oliwkę, a druga ładuje karabin.

Gorączkowy szczyt w Islamabadzie i cisza z Waszyngtonu

Równolegle z przygotowaniami wojskowymi kilka krajów regionu próbuje desperacko wypracować ścieżkę ku zawieszeniu broni. Czterej ministrowie spraw zagranicznych – Pakistanu, Turcji, Egiptu i Arabii Saudyjskiej – rozpoczęli konsultacje w niedzielę w Islamabadzie.

Pakistański rząd poinformował, że premier Muhammad Shehbaz Sharif pracuje nad „stworzeniem sprzyjającego środowiska” dla negocjacji pokojowych i bezpośrednich rozmów między Teheranem a Waszyngtonem. Wojna trwa już miesiąc, a irański prezydent Masoud Pezeshkian jest na bieżąco informowany o postępach w komunikacji z Pakistanem.

Pewien przebłysk nadziei pojawił się w sobotę – Iran zgodził się pozwolić 20 statkom pod banderą Pakistanu na bezpieczne przejście przez cieśninę Ormuz, co ogłosił minister spraw zagranicznych Ishaq Dar. To drobny, ale wymowny gest w sytuacji, gdy każdy ruch na wodach Zatoki Perskiej może zapalić lont pod kolejną eskalacją.

Pezeshkian powiedział jednak premierowi Sharifowi w sobotniej rozmowie telefonicznej coś, co nie napawa optymizmem. „Ataki na infrastrukturę i zamachy dokonywane przez agresorów pokazują, że nie można im ufać” – stwierdził irański prezydent.

Najbardziej niepokojące jest pytanie o obecność Waszyngtonu przy stole negocjacyjnym. Kilka dni temu krążyły plotki, że wiceprezydent J.D. Vance, wysłannik Witkoff lub Jared Kushner mogą przebywać w Pakistanie, działając w kuluarach. Jednak nie jest jasne, jakie jest obecnie stanowisko Waszyngtonu w kwestii dyplomacji. Nieobecność amerykańskich negocjatorów na szczycie w Islamabadzie mówi więcej niż jakikolwiek oficjalny komunikat.

Bombardowane uczelnie i groźby odwetowe IRGC

Ostatnie 48 godzin przyniosło dramatyczną eskalację na nowym froncie. USA i Izrael zaatakowały irański Uniwersytet Nauki i Technologii w północno-wschodniej części Teheranu. Budynki zostały poważnie uszkodzone, choć nie pojawiły się raporty o ofiarach.

Izrael dał jasno do zrozumienia, że bierze na cel szereg obiektów, w tym infrastrukturę cywilną w Iranie. Iran odpowiedział tym samym, wysyłając w weekend kolejne pociski na terytorium Izraela. Spirala eskalacji nakręca się z każdą godziną.

Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wydał ostrzeżenie, które przenosi konflikt na zupełnie nowy poziom. IRGC ogłosił, że amerykańskie kampusy uniwersyteckie na Bliskim Wschodzie stają się „uczciwym celem” – w odpowiedzi na uderzenia w dwa irańskie uniwersytety. Według agencji Fars, IRGC twierdzi, że amerykańskie uczelnie są teraz „legalnymi celami”, chyba że USA oficjalnie potępią ataki na irańskie szkoły do poniedziałkowego południa.

Korpus posunął się jeszcze dalej, wydając oświadczenie wzywające personel, kadrę naukową i studentów do natychmiastowego opuszczenia tych kampusów i trzymania się od nich z daleka. Wśród dziesiątek oddziałów amerykańskich uczelni w Zatoce Perskiej znajdują się między innymi Texas A&M University w Katarze oraz New York University w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To groźba, która uderza nie tylko w militarny wymiar konfliktu, ale bezpośrednio w cywilów – studentów, wykładowców i pracowników akademickich.

CYNICZNYM OKIEM: Bombardowanie uniwersytetów przez jedną stronę i grożenie uniwersytetom przez drugą – to chyba jedyna kwestia, w której obie strony konfliktu osiągnęły pełen konsensus. Wiedza i nauka przegrywają niezależnie od tego, kto wygrywa wojnę.

Zniszczony AWACS za pół miliarda dolarów i pytanie o kłamstwa

Osobnym, ale niezwykle istotnym wątkiem ostatnich dni jest ujawnienie prawdziwej skali zniszczeń samolotu AWACS w saudyjskiej bazie lotniczej. Pojawiły się zdjęcia, które pokazują, że początkowy raport „Wall Street Journal” o jedynie „uszkodzonym” samolocie wartym pół miliarda dolarów był ogromnym niedopowiedzeniem. W rzeczywistości duża część kadłuba została unicestwiona wraz z charakterystyczną, obrotową kopułą radarową o średnicy 30 stóp i grubości 6 stóp, zamontowaną na szczycie maszyny E-3 AWACS.

usa saudowie3

Heather Penney, była pilot F-16 i dyrektor ds. badań w Mitchell Institute for Aerospace Studies, nie kryła powagi sytuacji w rozmowie z magazynem „Air & Space Forces”.

„Utrata tego E-3 jest niezwykle problematyczna, biorąc pod uwagę, jak kluczowe są te jednostki dowodzenia dla wszystkiego: od dekonfliktacji przestrzeni powietrznej i statków powietrznych, po wskazywanie celów” – stwierdziła Penney.

AWACS to nie zwykły samolot bojowy. To latające centrum dowodzenia, które koordynuje całą przestrzeń powietrzną – od identyfikacji zagrożeń, przez naprowadzanie myśliwców, po zapewnianie tak zwanych śmiercionośnych efektów, których całe siły potrzebują na polu walki. Jego utrata to nie strata sprzętowa – to poważna luka w zdolnościach operacyjnych.

Jeśli prawdziwa skala zniszczenia tego samolotu była do tej pory starannie ukrywana, rodzi się fundamentalne pytanie – czego jeszcze Biały Dom i Pentagon nie ujawniają opinii publicznej? W wojnie, w której każda informacja jest bronią, cisza ze strony władz mówi często więcej niż oficjalne komunikaty. A obywatele, których synowie i córki mogą wkrótce lądować na irańskiej ziemi, mają prawo wiedzieć, z czym tak naprawdę mierzą się ich siły zbrojne.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *