W miarę jak rosną obawy o dalszą eskalację konfliktu na Ukrainie, napięcia w regionie komplikuje dyskusja o przekazaniu Kijowowi przez Stany Zjednoczone rakiet manewrujących Tomahawk o dłuższym zasięgu.
Wojskowo-technologiczna przewaga, jaką miałyby zapewnić te systemy, wywołała alarm nie tylko w Moskwie, ale i na międzynarodowych salonach, gdzie obawy o „niekontrolowaną spiralę eskalacji” stają się coraz głośniejsze.
Autor poleca: Putin ostrzega: dostawa Tomahawków na Ukrainę zniszczy relacje z USA
Tomahawki vs. F-16 – Ukraina na linii frontu negocjacji
Interesującą perspektywę rzuca spostrzeżenie, że reakcja Rosji na przekazanie Ukrainie myśliwców F-16 – potencjalnie zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej – była relatywnie powściągliwa, co może sugerować, że podobne negocjacje i wzajemne „przyzwolenia” mogą również funkcjonować w przypadku rakiet Tomahawk.
Wiceminister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Riabkow, podkreślił, że pozyskanie takich pocisków przez Ukrainę oznaczałoby “znaczącą zmianę sytuacji”, jednak jednocześnie nie widzi przeszkód dla realizacji rosyjskich celów w „specjalnej operacji”.
Według ukraińskich planów wywarcie presji na Rosję, by zamrozić linię styku konfliktu bez ustępstw, wymaga zdobycia takich broni jak Tomahawk.
Miałoby to wymusić poddanie się Moskwy, gdyż nie osiągnęłaby ona swoich celów. Ukraina jednocześnie grozi blackoutem w Moskwie, co może oznaczać kolejne ataki daleko za linią frontu, na cele cywilne i wojskowe danych obszarów.
Eskalacja kontrolowana czy ryzykowne igraszki?
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zauważył, że rakiety Tomahawk mogą być w teorii wyposażone w broń nuklearną, co z jednej strony rodzi obawy o potencjalnie niebezpieczną eskalację. Z drugiej – jak wskazuje precedens ze sprawą F-16 – wciąż obowiązuje swego rodzaju „modus vivendi” pozwalający na względną stabilizację napięć.
Putin na początku 2024 roku ujawnił to samo ostrzeżenie wobec F-16 – zdolności tych maszyn do przenoszenia broni nuklearnej – jednak nie podniósł bezpośredniego zagrożenia nuklearnego, co wielu ekspertów interpretuje jako wynik odpowiedzialności i pragmatyzmu wojskowego obu stron konfliktu.
Umowa w cieniu – gra na „przemyślane sygnały eskalacyjne”
Według analityków amerykański „deep state” (głębokie struktury władzy) zwykle sygnalizuje z wyprzedzeniem plany eskalacji, co pozwala Rosji się przygotować i ograniczyć ryzyko nadmiernej reakcji.
Z kolei Rosja powstrzymuje się od strategii „shock-and-awe”, by zmniejszyć prawdopodobieństwo wywołania bezpośredniej interwencji Zachodu i ryzyka III wojny światowej.
CYNICZNYM OKIEM: Tajemnicze „modusy vivendi”, które rzekomo powstrzymują świat od katastrofy atomowej, wyglądają bardziej na umowie niepisanej, która pozwala obu stronom wymachiwać kijem na granicy przepaści, licząc, że druga strona nie wepchnie ich w otchłań wojny. Gra na złości i sygnałach, lecz ze strachu przed rzeczywistą eksplozją.
Jedynym wyjątkiem była zgoda Putina na użycie rakiet Oresznik – po tym, jak USA i Wielka Brytania pozwoliły Ukrainie na atak rakietami dalekiego zasięgu na terytorium Rosji z udziałem ich własnego personelu.
Jednak Putin odmówił zezwolenia na użycie tych broni po innych, bardziej prowokacyjnych atakach dronowych na rosyjską triadę nuklearną, co świadczy o bardzo wyrafinowanej polityce kalkulacji ryzyka.
Trudne do przewidzenia i niebezpieczne realia
Putin chce unikać potwierdzania narracji przeciwników, że to Rosja eskaluje konflikt.
Zasada ta, choć słabo sformułowana i tajemnicza, pozwala wciąż trzymać napięcie pod kontrolą, choć większość może odczuwać, jak cienka jest ta lina między kontrolą, a samozniszczeniem.
CYNICZNYM OKIEM: Oto świat, w którym potęgi światowe bawią się atomem i rakietami jak dzieci na placu zabaw, a ich pełne grozy manewry mają się odbywać w rytmie ostrożnego kiwnięcia palcem i przemyślanych sygnałów.
Ktoś musi pilnować, by nikt nie przesadził – ale czy te mechanizmy powstrzymywania są rzeczywiście solidne, czy raczej to tajemnicza gra o przetrwanie, gdzie każda sekunda może oznaczać początek globalnej katastrofy?
Przekazanie Ukrainie rakiet Tomahawk to nie tylko kwestia militarna, ale i symboliczna próba przekształcenia wojny w kontrolowany taniec na krawędzi.
Choć napięcia rosną, a groźby z obu stron są realne, obecny precedens powściągliwości może pozwolić uniknąć niekontrolowanej eskalacji – przynajmniej na razie. W cieniu tych kalkulacji cały świat wstrzymuje oddech, bo historia wielokrotnie pokazała, że nawet najbardziej przemyślane strategie mogą skończyć się katastrofą wielkich rozmiarów.


