Chiny grożą „ciężką ceną” Panamie po decyzji tamtejszego Sądu Najwyższego, który unieważnił umowę koncesyjną dla hongkońskiego koncernu CK Hutchison na obsługę dwóch kluczowych portów Kanału Panamskiego – Balboa na Pacyfiku i Cristóbal na Atlantyku.
Wyrok, wydany pod silną presją polityczną z Waszyngtonu, usuwa chińskiego operatora z jednego z najważniejszych węzłów handlowych świata. Dla administracji Donalda Trumpa to strategiczne zwycięstwo – już wcześniej prezydent mówił, że Kanał Panamski „jest zbyt ważny, by był w rękach Chin.”
CYNICZNYM OKIEM: Sąd w Panamie ogłosił niezawisłość – i natychmiast dowiedział się, że w geopolityce nie ma wolnych wyroków.
Pekin odpowiada groźbami
Chińska Rada Państwowa ds. Hongkongu i Makau nazwała decyzję „nielogiczną i absurdalną”, ostrzegając, że Panama „zapłaci wysoką cenę polityczną i gospodarczą.” W tłumaczeniu dyplomatycznym oznacza to zaostrzenie kursu.
Pekin już nakazał państwowym koncernom wstrzymanie rozmów o nowych projektach inwestycyjnych w Panamie, a chińskie służby celne zwiększyły kontrole importu panamskiej kawy i bananów.
Według źródeł Bloomberga oznacza to miliardowe inwestycje odłożone ad acta i realne straty dla gospodarki kraju.
Niektórym chińskim przewoźnikom zalecono nawet omijanie Kanału Panamskiego, jeśli tylko nie zwiększy to kosztów transportu. Innymi słowy – Pekin uderza w handel, który był fundamentem jego wpływów w regionie.
CYNICZNYM OKIEM: Chiny nigdy nie muszą wypowiadać wojny – wystarczy, że przestaną kupować twoje banany.
Panama między dwoma potęgami
Prezydent José Raúl Mulino odpowiedział twardo: „Respektuję decyzje niezależnego sądownictwa i odrzucam wszelkie groźby.” Ale w praktyce ma niewielkie pole manewru. Panama znów stała się areną zimnej wojny handlowej, z jednej strony ściskana przez amerykańską „Doktrynę Donroe” (czyli nową wersję Monroe w wydaniu Trumpa), a z drugiej przez chiński szantaż gospodarczy.
Kanał Panamski – niegdyś symbol globalizacji – znów staje się geopolitycznym polem minowym. W 1999 roku Amerykanie oddali go Panamie, teraz de facto próbują odzyskać kontrolę, tyle że prawem i sankcjami zamiast wojsk.
Dla Panamy to test niezależności, dla USA – triumf nad chińską ekspansją, a dla Pekinu – ostrzeżenie, by nikt nie podważał jego inwestycyjnych rąk.
Wojna o porty dopiero się zaczyna, ale już wiadomo jedno: Kto kontroluje Kanał Panamski, ten decyduje, którędy płynie światowy handel. I nikt nie oddaje takiej władzy bez walki.


