Wyżsi rangą bankierzy w chińskich instytucjach finansowych wspieranych przez państwo dostają lekcję „wspólnego dobrobytu” w najbardziej bolesny możliwy sposób – przez portfel. Premie kadry zarządzającej w dużych bankach państwowych spadły od 30 do 50 procent, a Pekin nie zamierza się zatrzymywać. Jak podaje Bloomberg, radykalne reformy płacowe obejmują cały sektor finansowy warty 69 bilionów dolarów.
W dwóch dużych bankach państwowych dyrektorzy departamentów odnotowali redukcję premii za rok 2025 sięgającą połowy dotychczasowego wynagrodzenia zmiennego. W średniej wielkości krajowym banku szefowie dywizji doświadczyli około 40-procentowego spadku. Uderzenie jest tym boleśniejsze, że premie stanowią zazwyczaj od 50 do 70 procent całkowitego uposażenia menedżerów – to nie kosmetyczna korekta, lecz finansowe trzęsienie ziemi.

Xi Jinping kontra ekstrawagancja bankierów
Cięcia wpisują się w szerszą kampanię Xi Jinpinga wymierzoną w to, co partyjni urzędnicy opisują jako ekstrawagancki styl życia czołowych bankierów. Pod koniec ubiegłego roku Ministerstwo Finansów zwróciło się do głównych instytucji wspieranych przez państwo o przedłożenie planów reformy struktur wynagrodzeń. Część firm wciąż czeka na zatwierdzenie, ale niektóre już wdrożyły wsteczne obniżki płac.
Regulatorzy próbują jednocześnie rozwiązać absurd strukturalny, w którym menedżerowie średniego szczebla historycznie zarabiali więcej niż kadra najwyższego szczebla. Wynagrodzenie tej ostatniej jest bowiem ograniczone limitem wynikającym ze statusu urzędników Partii Komunistycznej.
CYNICZNYM OKIEM: System, w którym szef zarabia mniej od podwładnego, bo jest jednocześnie partyjnym aparatczykiem, mógł powstać wyłącznie w kraju, który nazywa się komunistycznym i jednocześnie posiada sektor finansowy warty 69 bilionów dolarów.
Zaciskanie pasa wykracza poza bankowość. Duży państwowy ubezpieczyciel również obniżył premie za rok 2024 dla menedżerów średniego szczebla o co najmniej 30 procent. Równolegle z reformami płacowymi władze zintensyfikowały działania antykorupcyjne, co doprowadziło do kilku głośnych dochodzeń i surowych kar.
Tymczasem chińskie banki odnotowały w ubiegłym roku łączny zysk w wysokości 2,38 biliona juanów, czyli 346 miliardów dolarów – wzrost o 2,3 procent pomimo kurczących się marż i kredytów zagrożonych utrzymujących się blisko rekordowych poziomów.
Zachód płaci więcej, Chiny zaciskają śrubę
Kontrast z rynkiem międzynarodowym jest wymowny. Banki o silnej obecności w Azji, takie jak HSBC Holdings i Standard Chartered, zwiększyły swoje pule na premie o około 10 procent – dokładnie w tym samym czasie, gdy Pekin je obcina.
CYNICZNYM OKIEM: HSBC podnosi premie o 10 procent, Pekin tnie je o 50. Jeśli chiński bankier potrzebował dodatkowej motywacji do rozważenia emigracji, właśnie ją dostał – w formie wypłaty zmniejszonej o połowę.
Niektóre części branży zaczynają się jednak stabilizować. Niedawny wzrost liczby zawieranych transakcji skłonił chińskie firmy maklerskie do odbudowy zespołów bankowości inwestycyjnej poprzez zatrudnienie dziesiątek nowych pracowników.
Część firm podniosła wynagrodzenia zasadnicze do poziomów zbliżonych do tych sprzed restrykcji, aby pozostać konkurencyjnymi w walce o talenty. Premie jednak pozostają pod ścisłym nadzorem regulatorów – i wszystko wskazuje na to, że tak już zostanie.


