Austriacki programista Peter Steinberger prawdopodobnie nie przewidywał, że jego otwartoźródłowy projekt stanie się jednocześnie najbardziej pożądaną i najbardziej zakazaną technologią w Chinach. OpenClaw – agent AI znany wcześniej jako Clawdbot i Moltbot – w ciągu kilku miesięcy od premiery w listopadzie przeszedł drogę od ciekawostki technologicznej do fenomenu kulturowego, a następnie do zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Przynajmniej w oczach Pekinu, który właśnie zakazał jego instalacji w agencjach rządowych, przedsiębiorstwach państwowych i największych bankach kraju.
Powiadomienia wydane w ostatnich dniach nakazują organom rządowym i głównym firmom państwowym usunięcie oprogramowania z komputerów służbowych. Niektórym pracownikom zakazano instalowania OpenClaw również na prywatnych telefonach korzystających z sieci firmowej. Według jednego ze źródeł cytowanego przez Bloomberga, zakaz rozciąga się nawet na rodziny personelu wojskowego. Kilku organizacjom nakazano zgłoszenie wszelkich istniejących instalacji w celu przeprowadzenia przeglądu bezpieczeństwa.
Autor poleca: OpenClaw banuje kryptowaluty. Discord bez Bitcoina

Śmiertelna trójca w sercu technologii
Źródłem paniki Pekinu nie jest sama sztuczna inteligencja, lecz specyficzny charakter tego, czym OpenClaw różni się od tradycyjnych chatbotów. W przeciwieństwie od modeli takich jak ChatGPT od OpenAI czy chiński DeepSeek, które głównie odpowiadają na pytania, OpenClaw potrafi autonomicznie podejmować decyzje i wykonywać działania w imieniu użytkowników – zarządzać pocztą elektroniczną, rezerwować stoliki w restauracjach, dokonywać odprawy na loty.
Wymaga przy tym szerokiego dostępu do prywatnych danych i może komunikować się ze światem zewnętrznym, co eksperci ds. cyberbezpieczeństwa opisują jako kombinację stanowiącą fundamentalne zagrożenie.
Jeden z badaczy określił połączenie dostępu do wrażliwych danych, komunikacji zewnętrznej i ekspozycji na niezaufane treści jako „śmiertelną trójcę”. Obawy te nie są czysto teoretyczne – pojawiły się doniesienia o użytkowniku, u którego agent wymknął się spod kontroli i wysłał setki spamerskich wiadomości po uzyskaniu dostępu do iMessage. W kraju, gdzie prezydent Xi Jinping uczynił bezpieczeństwo danych fundamentem swojego całościowego podejścia do bezpieczeństwa narodowego, taki incydent wystarczy, by uruchomić machinę regulacyjną.
CYNICZNYM OKIEM: Państwo, które zbudowało Wielką Zaporę Ogniową, by kontrolować każdy bit informacji przepływający przez granice, odkrywa, że jego obywatele dobrowolnie instalują oprogramowanie, które czyta ich maile, dzwoni w ich imieniu i rozmawia z kim chce. Nie trzeba było obcych służb – wystarczył austriacki programista i modne logo z homarem.
Gorączka złota z odrobiną histerii
Skala entuzjazmu chińskiego sektora technologicznego wobec OpenClaw jest równie imponująca co tempo reakcji regulatorów. Fraza „hodowanie homara”, nawiązująca do logo aplikacji, stała się trendem w chińskich mediach społecznościowych. Tencent Holdings wprowadził zestaw produktów kompatybilnych z platformą, w tym Workbuddy integrujący się z popularnym oprogramowaniem biurowym, a akcje firmy wzrosły po zaprezentowaniu tych narzędzi. JD.com i inne firmy również wypuściły własne aplikacje powiązane z ekosystemem OpenClaw.
Najbardziej spektakularnym beneficjentem gorączki jest jednak deweloper AI MiniMax, którego wartość akcji skoczyła o około 640 procent od debiutu giełdowego dwa miesiące temu, dając firmie wycenę rynkową wynoszącą około 49 miliardów dolarów – przekraczając wartość Baidu, niegdyś powszechnie uznawanego za lidera chińskiego AI. Startup Zhipu AI wypuścił niedawno AutoClaw – oprogramowanie mające uczynić instalację tak prostą jak pobranie zwykłej aplikacji. Władze lokalne w miastach takich jak Shenzhen i Wuxi zaproponowały dotacje warte miliony juanów dla firm opracowujących aplikacje oparte na tej platformie.
Obraz, który się z tego wyłania, jest typowy dla chińskiego ekosystemu technologicznego – sektor prywatny rzuca się na nową technologię z entuzjazmem graniczącym z manią, a państwo reaguje próbą nałożenia hamulców tam, gdzie widzi ryzyko dla własnej kontroli. Analitycy Bloomberg Intelligence oceniają, że zwiększony nadzór prawdopodobnie ograniczy wdrażanie niezweryfikowanych agentów AI w rządzie i przedsiębiorstwach państwowych, choć szersze wprowadzanie ich w sektorze prywatnym raczej nie ulegnie znaczącemu spowolnieniu.
CYNICZNYM OKIEM: Sześćset czterdzieści procent wzrostu akcji w dwa miesiące dla firmy, która jeszcze nie generuje znaczących zysków, a władze lokalne dopłacają miliony do technologii, którą władze centralne właśnie zakazały w sektorze państwowym. Lewa ręka Pekinu dotuje to, co prawa ręka delegalizuje. Ale przynajmniej homar jest uroczy.
Organ prasowy Partii Komunistycznej, Dziennik Ludowy, opublikował wywiad z urzędnikiem IT powiązanym z Ministerstwem Technologii, który ostrzegł, że agenci AI stwarzają potencjalne niebezpieczeństwa w wielu branżach. Analitycy zwracają jednocześnie uwagę, że wiele firm traktuje obecnie oprogramowanie agentów AI jako produkt typu loss-leader – sprzedawany poniżej kosztów w celu przyciągnięcia użytkowników i wzmocnienia szerszych ekosystemów sztucznej inteligencji.
Dla polskiego czytelnika i polskich firm historia OpenClaw niesie podwójną lekcję. Po pierwsze, agentyczna sztuczna inteligencja – systemy zdolne do autonomicznego działania, nie tylko odpowiadania na pytania – to technologia, która zmienia reguły gry w cyberbezpieczeństwie i wymaga zupełnie nowego podejścia do ochrony danych korporacyjnych. Po drugie, reakcja Pekinu pokazuje, że nawet największe gospodarki świata nie mają gotowej odpowiedzi na wyzwania, jakie niesie AI działająca nie jako narzędzie, lecz jako samodzielny aktor w cyfrowym ekosystemie. OpenClaw pozostaje na razie zarówno symbolem chińskich ambicji w dziedzinie sztucznej inteligencji, jak i testem na to, czy da się jednocześnie rozpędzać innowacje i trzymać je na smyczy.


