Pakistan ma trzy powody, by zaatakować Iran razem z Arabią Saudyjską

III wojna w Zatoce może rozszerzyć się na Azję Południową

Adrian Kosta
6 min czytania

Kiedy we wrześniu ubiegłego roku Arabia Saudyjska i Pakistan podpisywały pakt o wzajemnej obronie, ceremonia miała w sobie coś z teatralnego gestu – dwaj sojusznicy demonstrują jedność, media robią zdjęcia, świat odnotowuje. Nikt chyba nie zakładał, że kilka miesięcy później pakt ten zostanie wystawiony na próbę w sposób, który może przedefiniować geopolitykę całego regionu. Iran atakuje Arabię Saudyjską z furią, która nie słabnie, a Pakistan stoi przed wyborem, który nie ma dobrych opcji – albo aktywować pakt i wejść w wojnę, albo milcząco przyznać, że słowa na papierze nie są warte atramentu, którym je napisano.

Pakistański minister spraw zagranicznych Ishaq Dar podjął próbę dyplomacji wahadłowej, przypominając Iranowi o istnieniu paktu. Efekt okazał się żałosny – Teheran przyjął informację do wiadomości i kontynuował bombardowania. Dar ratował twarz stwierdzeniem, że „najmniej ataków ze strony Iranu wymierzonych jest w Arabię Saudyjską i Oman”. To tak, jakby strażnik nocny chwalił się, że złodzieje okradli tylko trzy pokoje zamiast pięciu. Pakty obronne mają odstraszać od ataków, a nie negocjować ich intensywność.

bliski wschód

CYNICZNYM OKIEM: Pakistan przypomniał Iranowi o pakcie obronnym z Arabią Saudyjską. Iran podziękował za informację i wystrzelił kolejną salwę dronów w kierunku Rijadu. Odstraszanie nuklearne działa od siedemdziesięciu lat, ale odstraszanie pakistańskim paktem nie przetrwało nawet jednej rozmowy telefonicznej.

Kalkulacja, która zmienia wszystko

To, co na pierwszy rzut oka wygląda na prosty dylemat – walczyć czy nie walczyć – w rzeczywistości kryje za sobą znacznie głębszą rozgrywkę strategiczną. Pakistan nie jest biernym obserwatorem czekającym na telefon z Rijadu. Islamabad ma własne powody, żeby rozważać zaangażowanie w konflikt, i te powody wykraczają daleko poza solidarność sojuszniczą.

Po pierwsze i najważniejsze – Pakistan chce odzyskać pozycję najważniejszego regionalnego partnera USA, którą stracił na rzecz Indii po zawarciu umowy handlowej Indo-USA. Wyświadczenie przysługi Waszyngtonowi w sprawie Iranu to najprostsza droga do przywrócenia tej relacji. Po drugie, zaangażowanie w wojnę mogłoby posłużyć jako przykrywka dla zniszczenia indyjskiego portu w Czabaharze – strategicznej inwestycji rywala, która od lat irytuje Islamabad. Po trzecie, Pakistan aktywnie niszczy pozostałe amerykańskie zapasy w rękach talibów, co mogłoby ułatwić pożądany przez Trumpa powrót wojsk USA do bazy lotniczej Bagram w Afganistanie. W efekcie wpływy indyjskie w Afganistanie zostałyby zastąpione amerykańsko-pakistańskimi.

Jeden pakt obronny, trzy ukryte cele i szansa na zbudowanie nowego porządku regionalnego na geostrategicznym skrzyżowaniu Azji Południowej i Środkowej. Kalkulacja jest na tyle kusząca, że ignorowanie jej byłoby naiwnością.

Domino sojuszy – od Zatoki po Afganistan

Arabia Saudyjska gości amerykańskie bazy wojskowe, a jej gospodarka jest ekstremalnie wrażliwa na zakłócenia wywołane nawet tanimi atakami dronów. Pakistan posiada status Głównego Sojusznika Spoza NATO i utrzymuje bardzo bliskie relacje z administracją Trumpa 2.0. Te czynniki znacząco zwiększają prawdopodobieństwo aktywacji paktu. Druzgocące koszty wizerunkowe wynikające z bezczynności wywierają na obie strony dodatkową presję – nawet jeśli decyzja zostanie odłożona do momentu, aż amerykańsko-izraelskie uderzenia zniszczą wystarczająco dużo irańskiej obrony powietrznej i wyrzutni rakietowych, żeby zredukować ryzyko.

W takim scenariuszu Arabia Saudyjska mogłaby poprowadzić mniejsze królestwa Zatoki, które również zostały zaatakowane przez Iran, do skoordynowanej z USA eskalacji. Pakistan mógłby przeprowadzić uderzenia lub nawet ograniczone operacje lądowe pod antyterrorystycznym pretekstem walki z beludżystańskimi separatystami – pretekstem, który pozwala na działania wojskowe bez formalnego wypowiadania wojny Iranowi. To klasyczny mechanizm bliskowschodnich i południowoazjatyckich konfliktów – nikt oficjalnie nie walczy z nikim, ale pociski lecą, żołnierze przekraczają granice, a dyplomaci wygłaszają oświadczenia o prawie do samoobrony.

Dodatkowym wymiarem jest potencjalna współpraca z Turcją – wspólnym sojusznikiem Pakistanu i Arabii Saudyjskiej – w rzuceniu wyzwania Rosji w Azji Środkowej, wzdłuż jej wrażliwej południowej peryferii. Jeśli ten scenariusz się zrealizuje, konflikt z Iranem stanie się zaledwie punktem wyjścia do znacznie szerszej rekonfiguracji sojuszy i stref wpływów na przestrzeni od Zatoki Perskiej po Hindukusz.

CYNICZNYM OKIEM: Pakistan rozważa wejście do wojny z Iranem, żeby przy okazji zniszczyć indyjski port, odzyskać łaski Waszyngtonu i otworzyć drzwi do Bagram. Gdyby geopolityka była grą planszową, ten ruch zasługiwałby na podziw. W rzeczywistości oznacza potencjalnie miliony ludzi w strefie kolejnego konfliktu, który nikt nie wie, jak zakończyć.

Czy Pakistan faktycznie dołączy do trzeciej wojny w Zatoce? Odpowiedź zależy od kilku zmiennych – od tempa degradacji irańskiej obrony, od presji Waszyngtonu, od skali saudyjskiej desperacji i od tego, czy Islamabad uzna, że potencjalne zyski przewyższają ryzyko. Jedno jest pewne – pakt obronny, który miał odstraszać, nie odstraszył nikogo. Teraz musi albo zostać aktywowany, albo publicznie uznany za pusty gest. A w regionie, gdzie reputacja militarna jest walutą twardszą niż dolar, żadne państwo nie może sobie pozwolić na przyznanie się do bezsilności. Nawet jeśli ceną za utrzymanie wizerunku jest wejście w wojnę, której nikt nie planował i z której nikt nie zna drogi wyjścia.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *