Jest pewna poetycka sprawiedliwość w tym, co dzieje się na granicy pakistańsko-afgańskiej. Pakistan przez dekady hodował talibów jak strategiczny zasób – finansował ich, szkolił, ukrywał przed światem, a CIA wydatnie w tym pomagała w ramach „Operacji Cyklon”. Teraz ten sam Pakistan ogłasza „wojnę totalną” przeciwko Afganistanowi, a pakistański minister obrony Khawaja Asif tłumaczy światu, że rządzony przez talibów Kabul stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu. Historia zna ten rodzaj ironii. Rzadko bywa tak bezlitosna w swoim timingu.
W nocy pakistańskie lotnictwo przeprowadziło ataki w całym Afganistanie, w tym na cele w stolicy kraju – Kabulu. Rzecznik pakistańskiej armii poinformował o 274 zabitych bojownikach talibskich i ponad 400 rannych, zniszczeniu 74 posterunków i przejęciu kolejnych 18. Talibowie podają własne liczby: 55 zabitych pakistańskich żołnierzy i 19 przejętych posterunków. Kilka godzin przed pakistańskimi nalotami afgańskie siły talibów zaatakowały pakistańskie oddziały graniczne w odwecie za wcześniejsze uderzenia lotnicze z tego samego tygodnia. Eskalacja jest szybka, obustronna i coraz trudniejsza do zatrzymania.
CYNICZNYM OKIEM: Pakistan przez dekady sponsorował talibów, teraz bombarduje ich stolicę. To nie jest nieoczekiwany zwrot akcji – to przewidywalny finał każdej polityki opartej na hodowaniu zbrojnych proxy. Zaskoczenie byłoby uzasadnione jedynie wtedy, gdyby ktoś naprawdę sądził, że uzbrojone grupy niepaństwowe pozostają wiecznie lojalne wobec sponsorów.
Linia Duranda i historia, która nie przechodzi
Relacje między Afganistanem, a Pakistanem mają swoją głębszą anatomię, której nie da się zrozumieć bez Linii Duranda – spornego, liczącego 1600 mil odcinka granicy wytyczonego przez Brytyjczyków w 1893 roku, nigdy w pełni uznanego przez Kabul. Od powrotu talibów do władzy w 2021 roku stosunki między oboma krajami przeszły od ostrożnego zaangażowania do otwartej wrogości.

Oficjalne uzasadnienie pakistańskiej eskalacji jest konkretne – Islamabad oskarża Afganistan o ukrywanie bojowników Tehrik-i-Taliban Pakistan, czyli TTP, afgańskiej grupy prowadzącej ataki transgraniczne na pakistańskim terytorium. Analitycy zwracają jednak uwagę, że obecne uderzenia to pierwszy przypadek, gdy Pakistan bezpośrednio atakuje obiekty rządu talibów – zamiast ograniczać się do rzekomych pozycji TTP. To jakościowa zmiana, nie tylko ilościowa.
Terroryzm islamistyczny stał się w Pakistanie niemal codziennością – przy czym wiele ataków podejrzewa się o posiadanie wsparcia z Afganistanu. Kilka tygodni temu w zamachu samobójczym na szyicki meczet na obrzeżach Islamabadu zginęły co najmniej 32 osoby, a 169 zostało rannych – jeden z najkrwawszych ataków w stolicy od ponad dekady. Napastnik zdetonował ładunki wśród piątkowych wiernych. Tego rodzaju zdarzenia budują wewnętrzną presję polityczną, która popycha Islamabad do coraz bardziej zdecydowanych odpowiedzi militarnych.

Różnica w potencjale militarnym między stronami jest dramatyczna. Pakistan dysponuje 660 000 żołnierzy w służbie czynnej, nowoczesnym sprzętem chińskim, rozbudowanymi siłami powietrznymi i programem nuklearnym. Afgańscy talibowie – 172 000 żołnierzy, uzbrojonych głównie w sprzęt pozostawiony przez USA i NATO po chaotycznym wycofaniu latem 2021 roku. Pakistan posiada całkowitą dominację siłową w wymiarze konwencjonalnym.
Ale asymetria militarna nie jest tu jedyną zmienną. Talibowie udowodnili przez dwadzieścia lat afgańskiego konfliktu, że potrafią zadawać bolesne ciosy siłom wielokrotnie lepiej wyposażonym. Nie muszą wygrywać konwencjonalnie – wystarczy, że nie przegrają na tyle szybko, by pakistańska opinia publiczna straciła apetyt na wojnę. Terroryzm, ataki transgraniczne, destabilizacja pakistańskich regionów przygranicznych – to arsenał, który wyrównuje pole gry w sposób, którego żaden stosunek sił konwencjonalnych nie odzwierciedla.
Efekt zwrotny i cena wieloletnich inwestycji w niestabilność
Yalda Hakim ze Sky News sformułowała tę sprzeczność precyzyjnie: „Pakistan spędził dekady na wspieraniu i ukrywaniu afgańskich talibów – jego minister obrony przyznał mi to przed kamerą. Teraz twierdzi on, że rządzony przez talibów Afganistan zapewnia schronienie bojownikom atakującym Pakistan”.
CYNICZNYM OKIEM: Pakistan tradycyjnie wskazuje palcem na Izrael i Indie jako podżegaczy regionalnej niestabilności. To wygodna narracja – szczególnie gdy nie chce się przyznać, że własna polityka zagraniczna ostatnich dekad była w gruncie rzeczy inwestycją w obecny kryzys, która właśnie przynosi zwrot.
Afgańscy talibowie meldują o użyciu dronów przeciwko pozycjom pakistańskim – broń, której pozyskanie w warunkach międzynarodowej izolacji jest samo w sobie znaczące. Pakistan twierdzi, że systemy obrony powietrznej przechwyciły drony bez ofiar, ale sam fakt ich użycia sygnalizuje, że talibowie nie zamierzają ograniczać się do obrony pozycyjnej. Doniesienia o atakach dronowych na cele wewnątrz Pakistanu – nie tylko na granicy – oznaczają eskalację jakościową.
Talibskie siły zbrojne ogłosiły plany rozbudowy do 200 000 żołnierzy, choć międzynarodowa izolacja Afganistanu uniemożliwia znaczącą modernizację sprzętu. Pakistan systematycznie eliminuje czołgi i pojazdy opancerzone, stanowiska artyleryjskie, infrastrukturę militarną – wszystko to zbudowane na porzuconym sprzęcie zachodnim, który w 2021 roku stał się niezamierzonym darem dla talibów.
Fundamentalne pytanie pozostaje bez odpowiedzi: co Pakistan zamierza osiągnąć tą eskalacją? Zniszczenie infrastruktury militarnej talibów jest możliwe – ale czy usunięcie schronienia dla TTP jest realistycznym celem bombardowań? Historia kampanii lotniczych przeciwko niepaństwowym aktorom w terenie górskim nie napawa optymizmem. Pakistan ma dominację w powietrzu. Nie ma jednak strategii, która zamieniłaby tę dominację w trwałe bezpieczeństwo na granicy długości 1600 mil.
To, czego jesteśmy świadkami, to klasyczny efekt zwrotny – ang. blowback – polityki bezpieczeństwa opartej na instrumentalizacji zbrojnych grup. Narzędzie obróciło się przeciwko twórcy. Rachunek przychodzi zawsze – pytanie tylko, kiedy i z jakimi odsetkami.


