Amazon rusza z testami dostaw w 30 minut lub mniej w Seattle i Filadelfii, ogłaszając wielki skok w ultraszybkich realizacjach zleceń pod marką Amazon Now – klienci mogą zamawiać tysiące podstawowych produktów jak pieluchy, mleko, karma dla zwierząt czy elektronika, prosto do drzwi w mniej niż pół godziny. Pracownicy w magazynach pakują zamówienia, które kierowcy Amazon Flex odbierają i ruszają w drogę w ciągu dwóch minut. To odpowiedź giganta e-commerce na rosnące oczekiwania klientów, gdzie prędkość staje się nową walutą.
Amazon, dominujący w objętości sprzedaży online, wciąż goni Walmart pod względem błyskawicznych dostaw – sieć z ponad 4600 sklepami w USA dociera w trzy godziny do 95% gospodarstw domowych, a ponad jedna trzecia klientów płaci dodatkowo za dostawę w mniej niż godzinę, realizując zamówienia w kilkanaście minut.
Autor poleca: Amazon wkracza w erę inteligentnych okularów AI dla kurierów
CYNICZNYM OKIEM: 30 minut na paczkę brzmi jak marzenie leniwych, ale to koszmar dla kierowców goniących deadline’y – Amazon obiecuje cuda, podczas gdy Walmart już dawno zamienił sklepy w mobilne magazyny.
Granice fizyki i finansów – czy 15 minut to mit?
Konsultant ds. łańcucha dostaw Ralph Asher ostrzega, że dostawy poniżej 30 minut napotykają twarde limity praw fizyki i ekonomii. Modelując scenariusz dla Minneapolis, Asher wyliczył: cztery stacje z zaopatrzeniem na 30 minut, ale aż 31 centrów na 15 minut, każde pełne zapasów, nieruchomości i kierowców gotowych ruszyć natychmiast. „Coraz droższy sprzęt, więcej inwentarza, więcej kierowców – to recepta na bankructwo, nie rewolucję”, podkreśla.
Amazon nie próżnuje, ale pytanie wisi w powietrzu: czy ultra-szybkie dostawy to trwały trend, czy balon, który pęknie pod ciężarem kosztów? Walmart korzysta z gotowej sieci sklepów, Amazon buduje od zera – obaj gracze zmieniają reguły gry, gdzie paczka ląduje szybciej niż pizza.
Testy Amazon Now to zaskakujący krok w erze, gdzie dostawa staje się sportem ekstremalnym.


