Oxford: Internet manipuluje gniewem. To „wabik na wściekłość”

Wykorzystywane jako pretekst do regulacji i cenzury

Adrian Kosta
4 min czytania

Oxford University Press ogłosił, że słowem roku 2025 zostało „rage bait” – czyli „wabik na wściekłość”, a więc treści online celowo projektowane, by wywoływać gniew i podział, zwiększając zaangażowanie na portalach społecznościowych. Termin ten nie tylko trafnie oddaje atmosferę polityki i mediów, ale jest też symbolem nowej epoki, w której wściekłość staje się narzędziem wolności i jednocześnie narzędziem kontroli.

Retoryka wściekłości: uwolnienie i kontrola

Wściekłość to emocja o podwójnym charakterze: pozwala na wyładowanie tłumionych frustracji i powiedzenie rzeczy, których normalnie nie powiemy – dlatego jest uzależniająca i zaraźliwa.

Jednak – paradoksalnie – wściekłość jest też przez rządy i media coraz częściej wykorzystywana jako pretekst do regulacji i cenzury, ponieważ jest całkowicie subiektywna: jeśli się zgadzasz, jest „słuszna”, jeśli nie – „niebezpieczna”.

Prezes Oxford Languages Casper Grathwohl otwarcie ostrzega: internetowa kultura tocząca się wokół „wpływania na emocje” wykorzystuje rage bait do „manipulowania reakcjami i budowania gniewu w czasie”, często w oparciu o dezinformację i teorie spiskowe. To brzmi jak zachęta dla cenzorów i regulatorów, którzy widzą w tym uzasadnienie dla kontrolowania, które treści mają być dozwolone, a które zakazane.

CYNICZNYM OKIEM: Internet, największy wynalazek od prasy drukarskiej, stał się polem bitwy, na którym walczy się o wpływy i narracje.

Liberałowie, jak senator Elizabeth Warren, postulują użycie algorytmów do promowania „zdrowszych wyborów treści” (np. lepszych książek), podczas gdy lewica oskarża platformy o podsycanie podziałów oraz dopuszczanie „dezinformacji i mowy nienawiści”. Problemem nie są jednak same algorytmy, lecz niezdolność uczestników dyskursu do zainteresowania odbiorcy swoją narracją, co wywołuje frustrację i oskarżenia o nierówną cenzurę.

Firmy social media mają jasno sformułowany cel: maksymalizacja ruchu i angażowanie użytkownika – faworyzując posty, które konsumenci „kupują” najchętniej, czyli często te najbardziej prowokacyjne, emocjonalne i „wściekłe.”

Cenzura promowana jako ochronna logika

Elity chcą mieć „oświecone algorytmy” promujące „prawdę” wg rządowych i eksperckich kryteriów, a każda niewygodna opinia może być opacznie oznaczona jako „rage bait”.

W Wielkiej Brytanii i innych krajach europejskich wolność słowa jest już systemowo tłumiona:

To stawia pod znakiem zapytania istnienie prawdziwie wolnej debaty publicznej.

CYNICZNYM OKIEM: Walczący z „rage bait” i „farmieniami wściekłości” często sami stają się zadeklarowanymi cenzorami, ograniczając wolność wypowiedzi w imię „racjonalnej debaty”.

Trudności pojawiają się już przy definicji: co jest „rage bait”, a co „racjonalna debata”? Jedna strona potępia wypowiedzi przeciwników jako wściekłe prowokacje, ale ignoruje podobne mechanizmy u swych ulubieńców, analogicznie prawo straszy „faszystowskimi” postami, które dla przeciwników bywają po prostu słowami prawdy.

Internet i media tworzą bańki i silosy informacyjne – każdy żyje w swoim emocjonalnym bąblu, a wściekłość tylko to wzmacnia.

Przyszłość wolności słowa – próba zachowania niepodległości myśli

Oksfordzkie „rage bait” to nie tylko nowe słowo – to diagnoza epoki, w której emocje popychają narracje, a narracje decydują o tym, kto może mówić, a kto ma być uciszony.

Wychowywani w czasach, gdy wolność słowa była zagrożona bardziej regulacją i automatycznym tłumieniem, a nie cenzurą oficjalną, musimy pamiętać, że wściekłość sama w sobie jest mniej niebezpieczna niż to, do czego potrafi zostać wykorzystana przez władze, korporacje i ideologie.

Wielka Brytania i inne kraje doskonale pokazują, jak „wściekłość” może stać się kartą przetargową do ograniczania praw: od modlitw w miejscach publicznych po internetowe poglądy.

Jeśli chcemy ratować wolność słowa, musimy walczyć nie z emocjami, ale z instrumentalizacją wściekłości jako pretekstu do cenzury i kontroli.

„Rage bait” to słowo, które definiuje naszą erę; albo zdamy sobie sprawę z jego pełnego znaczenia, albo wolność skończy się jako relikt starego internetu.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *