Ostatnia szansa Ukrainy na rozejm? Europa uwikłana we własną iluzję

Rzeczywistość nie poddaje się komunikatom prasowym

Adrian Kosta
5 min czytania

Wojna na Ukrainie wchodzi w fazę, której wielu w Brukseli wciąż nie potrafi nazwać po imieniu. Front się kruszy, Ukraina traci ludzi i terytorium, a Europa wciąż udaje, że kontroluje sytuację. Z militarno‑strategicznego punktu widzenia rezultat tej wojny był przewidywalny od miesięcy – długotrwała wojna na wyniszczenie faworyzuje stronę z większym zapleczem logistycznym i ludzkim. W tym przypadku – Rosję.

CYNICZNYM OKIEM: Europa mówi o „strategicznej cierpliwości”, choć fakty przypominają raczej „strategiczne zaprzeczenie”.

Ukraina w potrzasku. Pokój bez Putina

Rosjanie zdobywają nowe terytoria od Pokrowska po Kupiańsk, a Siewiersk jest w praktyce pod kontrolą Kremla. Myrnohrad – zrównany z ziemią artylerią – symbolizuje los obrony, która nie ma już rezerw. Ukraina nie jest w stanie prowadzić szachowej wojny pozycyjnej, bo brakuje jej pionków – ludzi, sprzętu i amunicji.

Rosyjska ofensywa nabiera tempa. Zamiast mozolnych starć – manewry i mobilność. Zamiast oporu – obrona pozorowana. Zachód tymczasem ogłasza kolejne plany wsparcia, które na froncie mają coraz mniejsze znaczenie. Rzeczywistość nie poddaje się komunikatom prasowym.

W obliczu tej klęski Europa nagle rozmawia o „negocjacjach pokojowych”, choć robi to w sposób, który z pokojem ma niewiele wspólnego. Bruksela i Berlin wciąż unikają bezpośredniego kontaktu z Moskwą, marząc o porozumieniu podpisanym bez Putina. Trudno o bardziej absurdalny teatr – rozmowy o zakończeniu wojny bez obecności jednej ze stron.

Na dodatek europejskie rządy konsekwentnie sabotują amerykańską inicjatywę Donalda Trumpa, który zaproponował realistyczny plan zakończenia konfliktu oparty na wymianie ustępstw. W tym planie zablokowane od 2022 roku rosyjskie aktywa finansowe miały być kartą przetargową w negocjacjach. Europa woli jednak przejąć je i wykorzystać na finansowanie ukraińskiej armii oraz odbudowę infrastruktury – zanim cokolwiek się zakończy.

CYNICZNYM OKIEM: To nie plan pokoju, tylko plan księgowy. I jak każdy plan księgowy – nie rozwiązuje rzeczywistości, tylko ją przesuwa w czasie.

Wojna na kredyt i cierpliwość na wyczerpaniu

Zełenski i jego europejscy patroni mówią dziś o kontynuowaniu walk przez dwa lata. W tym czasie Rosja nie musi nawet zdobywać wielkich połaci terytorium, wystarczy, że będzie stopniowo „wykrwawiać” ukraińską armię. W końcu zabraknie żołnierzy – i wtedy kraj przestanie istnieć jako militarna całość.

Tymczasem Trump zapowiedział, że „koniec z amerykańskimi zasiłkami”, czyli miliardową pomocą finansową, która dotąd ratowała ukraiński budżet. To sygnał, że nowa administracja w Waszyngtonie zamierza zakończyć wojnę siłą politycznej kalkulacji, a nie obietnic. Zełenski – jak donoszą źródła – nawet nie przeczytał propozycji pokojowej.

Dla Europy taki scenariusz jest problematyczny, bo oznacza utratę kontroli nad projektem, w który zainwestowała nie tylko miliardy, ale i reputację. Lepiej więc mówić o pokoju na własnych warunkach – czyli bez pokoju.

Unia Europejska coraz otwarciej sugeruje wysłanie „sił pokojowych” NATO na Ukrainę. Pomysł brzmi szlachetnie, dopóki nie przypomnieć, że Putin wyraźnie ostrzegał – będzie to oznaczać otwartą wojnę z Zachodem. Historia tej wojny zaczęła się właśnie od ekspansji NATO na Wschód. Teraz Europa zdaje się gotowa powtórzyć ten sam błąd z lepszym marketingiem i większą bronią.

Na tle retoryki o „rosyjskim bankructwie” fakty pozostają nieubłagane. Sankcje nie zniszczyły rosyjskiej gospodarki, lecz ją przestawiły. Owszem, tempo wzrostu PKB jest słabsze, ale podobne spowolnienie dotyczy większości światowych gospodarek – w tym unijnych. W efekcie to Europa płaci cenę za wojnę, w której nie potrafi wygrać ani pokoju, ani narracji.

CYNICZNYM OKIEM: W przerwach między sankcjami i moralnymi deklaracjami Europa wciąż kupuje rosyjski gaz – tyle że przez pośredników. Wojny mogą być święte, ale rachunki z reguły są profanum.

Iluzja pokoju, realna katastrofa

Ukraińskie ataki dronów na rosyjską infrastrukturę – kiedyś symbol oporu – dziś są już raczej gestem desperacji. 300 maszyn, minimalne szkody, zero efektu strategicznego. Kijów sam zaapelował o zawieszenie tego rodzaju operacji. Kreml, przewidywalnie, odmówił.

Europa jednak wciąż obstaje przy swoim: rozejm, ale na własnych zasadach; pokój, ale tylko z własnym podpisem. W praktyce to nic więcej jak próba zatrzymania rosyjskiej ofensywy polityczną sztuczką. Żaden strateg nie ma złudzeń – rozejm, który nie wynika z siły, to tylko pauza przed kolejną kapitulacją.

A zatem zamiast zakończyć wojnę, Europa prawdopodobnie przygotowuje się do jej eskalacji. Zamiast rozmawiać z Putinem, rozmawia o nim. Zamiast zawierać pokój, produkuje go w formie rezolucji.

CYNICZNYM OKIEM: To paradoks godny naszych czasów – każdy „plan pokoju” pisany w Brukseli wygląda jak szkic do kolejnej wojny światowej.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *