W estetyce tegorocznej gali Oscarów jest coś z „Igrzysk Śmierci” – przepych skażony, blask wyblakły, a brokat i aksamitne kurtyny nie ukrywają już tego, co czai się pod spodem. Grupa celebrytów wciąż pławi się w iluzji własnego znaczenia, podczas gdy liczby mówią coś zupełnie innego. Od 2019 do 2025 roku całkowite wpływy z biletów, skorygowane o inflację, spadły o 40 procent, a liczba widzów zmniejszyła się o połowę. Produkcja hollywoodzka załamała się o ponad 50 procent od 2023 roku – nawet pandemia nie była w stanie zniszczyć przemysłu filmowego w takim tempie.

Przez lata COVID był wygodnym kozłem ofiarnym, pozwalając Hollywood ignorować spadające wyniki. Ten kozioł ofiarny już nie istnieje, a Fabryka Snów musi wreszcie zmierzyć się z faktem, że publiczność po prostu nie chce kupować tego, co sprzedaje lewicowy przemysł filmowy.
Conan, wampiry i 100 milionów strat
Gospodarzem gali był Conan O’Brien – być może z nadzieją, że jego kariera i widownia nie wyparowały jeszcze całkowicie. O’Brien szybko uderzył w konserwatystów, wyśmiewając alternatywny występ w przerwie Super Bowl zorganizowany przez TPUSA. Prawdziwym żartem jest jednak to, że jakakolwiek alternatywa dla Oscarów prawdopodobnie przyciągnęłaby znacznie większą publiczność.
Warto pamiętać, że to ten sam człowiek, który nakręcił propagandowy materiał o Haiti po tym, jak Trump nazwał wyspę „zadupiem”. Przekonywał, że to piękny kraj, po czym udostępnił zdjęcia z wakacji, na których sączył drinki w ufortyfikowanym kurorcie plażowym, chronionym przez uzbrojonych strażników.
O’Brien zrehabilitował się na chwilę krótkim żartem o pedofilii, ale reszta wieczoru potoczyła się zgodnie ze scenariuszem. Większość komentarzy gwiazd odbiegała daleko od rzemiosła robienia filmów – celebryci usiłowali wykrztusić coś głębokiego na temat Donalda Trumpa i wydarzeń na świecie. Większość przemówień brzmiała jak odgrzewane slogany.
Zgodnie z przewidywaniami, na scenie pojawiły się protesty przeciwko wojnie w Iranie. Żaden laureat Oscara nie pomyślał jednak o potępieniu dziesiątek tysięcy demonstrantów rzekomo zabitych przez irański rząd w zeszłym miesiącu.
CYNICZNYM OKIEM: Hollywoodzki aktywizm działa selektywnie – Iran bombardujący własnych obywateli to cichy temat, ale Iran bombardowany przez Amerykę to powód do łez na scenie. Sumienie celebrytów ma wbudowany filtr geopolityczny.
Nagrody za straty, pominięcia za zyski
Wśród wielkich zwycięzców wieczoru znalazł się film „One Battle After Another” („Bitwa za bitwą”), który zdobył nagrodę dla najlepszego filmu. Produkcja gloryfikująca aktywizm Antify była jednocześnie jedną z największych klap finansowych 2025 roku, przynosząc około 100 milionów dolarów strat.
Nagroda dla najlepszego aktora trafiła do Michaela B. Jordana za rolę w „Sinners” („Grzesznicy”) – survivalowym horrorze o wampirach będącym kopią „Od zmierzchu do świtu”. Normalnie taka produkcja nie znalazłaby się na Oscarach, ale posiada w większości czarnoskórą obsadę i zawiera komentarz na temat segregacji. Wampiry w filmie są w większości białe, co ma stanowić alegorię rzekomego wyzysku mniejszości. „Sinners” był jedynym nominowanym filmem, który przyniósł realny zysk – około 100 milionów dolarów, choć po skorygowaniu o inflację wynik wciąż był słaby w porównaniu do produkcji sprzed 2020 roku.
Najlepszą aktorką została Jessie Buckley za „Hamnet” – feministyczną opowieść skupiającą się na żonie Williama Szekspira.
Jedynym naprawdę dobrym i oryginalnym filmem na liście był „Weapons” („Broń”) – po mistrzowsku skonstruowana opowieść grozy o masowych zaginięciach dzieci w małym miasteczku. Otrzymał jednak niewiele uwagi, poza nagrodą dla najlepszej aktorki drugoplanowej.
CYNICZNYM OKIEM: Akademia nagradza film, który stracił 100 milionów, i ignoruje jedyną oryginalną produkcję na liście. W Hollywood sukces kasowy to już nie kryterium – to wręcz obciążenie. Im więcej stracisz, tym bliżej Oscara.
Jeśli macie wrażenie, że z branży rozrywkowej nie wychodzi już nic dobrego, nie jesteście sami. Te anemiczne wybory są konsekwencją społeczności medialnej bardziej obsesyjnie nastawionej na szerzenie przekazu politycznego niż na zarabianie pieniędzy i pozostawanie istotnym. Nagrody Akademii stały się przygnębiającym przypomnieniem tego stanu rzeczy – i właśnie dlatego większość ludzi już ich nie ogląda.



