Sekretarz Energii Stanów Zjednoczonych Chris Wright stwierdził, że nie wszystkie miny rozmieszczone przez Iran w Cieśninie Ormuz muszą zostać usunięte, aby statki mogły wznowić rejsy tym kluczowym szlakiem morskim. „Potrzebny jest jedynie korytarz, umożliwiający ruch jednostek w obie strony” – powiedział Wright w wywiadzie udzielonym w kuluarach Szczytu i Forum Biznesu Inicjatywy Trójmorza w Dubrowniku. „Myślę, że może to nastąpić szybko” – dodał polityk, sugerując, że restart żeglugi jest możliwy znacznie wcześniej niż przewiduje harmonogram pełnego rozminowywania. Wypowiedź ta kontrastuje z bardziej ostrożnymi szacunkami wojskowych – jak doniósł dziennik Washington Post, przedstawiciel Pentagonu podczas niejawnego briefingu w Kongresie poinformował, że całkowite oczyszczenie cieśniny z min może zająć aż sześć miesięcy.
Sytuacja na tym strategicznym szlaku pozostaje od miesięcy zablokowana. Cieśnina jest faktycznie zamknięta od 28 lutego, a przed wybuchem wojny USA i Izraela z Republiką Islamską transportowano nią około jednej piątej światowych zasobów ropy i gazu. Iran oficjalnie oświadczył, że rozmieścił miny wzdłuż najczęściej używanych tras tej wąskiej drogi wodnej, co w praktyce sparaliżowało globalną logistykę naftową w regionie.
Niechętne firmy żeglugowe i polityczna presja przed wyborami
Skutki blokady są dotkliwe dla całej branży transportu morskiego. Zrozumiałe jest, że firmy żeglugowe bardzo niechętnie podejmują próby nawigacji w rejonie Ormuz w obawie przed przejęciem statków, minami oraz brakiem innych gwarancji bezpieczeństwa. Im dłużej Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, tym dłużej trwać będą historyczne zakłócenia na rynku energii.
CYNICZNYM OKIEM: Świat odkrył, że globalna gospodarka wisi na korytarzu szerokości kilku mil morskich. Wystarczyło kilka min, by przypomnieć ekonomistom, że mapy są ważniejsze niż prognozy.
W Stanach Zjednoczonych gwałtowny wzrost cen paliw na stacjach następuje na kilka miesięcy przed wyborami środka kadencji, w których zmierzy się Partia Republikańska prezydenta Donalda Trumpa. Polityczna stawka jest więc równie wysoka, jak gospodarcza, co tłumaczy ton wypowiedzi szefa energetyki sugerujący szybkie rozwiązanie kryzysu. Wright zapowiedział równolegle, że Stany Zjednoczone planują ogłoszenie „historycznych” porozumień dotyczących rurociągów, które doprowadzą do zwiększenia ilości amerykańskiej ropy i gazu importowanych przez Europę w ramach opracowanej przez Trumpa agendy „Peace Pipeline”, czyli Rurociągu Pokoju.
Geologiczna pułapka Teheranu i tykający zegar
Najważniejszy fragment wypowiedzi Wrighta dotyczy jednak losu samych złóż irańskich. Sekretarz energii podkreślił, że długotrwałe wstrzymanie wydobycia byłoby niszczycielskie dla irańskich złóż ropy. Ponad połowa z nich to złoża niskociśnieniowe, co naraża je na „ryzyko trwałej utraty wydajności po zamknięciu odwiertów wskutek powstawania emulsji wodnych w strefie przyodwiertowej, pęcznienia iłów oraz blokad wodnych”.

W rozmowie z telewizją Bloomberg Wright doprecyzował tę diagnozę. „Iran nie posiada dużych zdolności magazynowania ropy, a jego stare złoża nie nadają się do ponownej eksploatacji, jeśli kraj zdecyduje się na wstrzymanie produkcji” – przekazał polityk. Powodem są stare złoża o niskim ciśnieniu, co oznacza znacznie większe zniszczenia w przypadku konieczności przerwania wydobycia.
CYNICZNYM OKIEM: Teheran przez dekady eksploatował złoża jak nieśmiertelne źródło dochodu. Geologia okazała się cierpliwsza od ajatollahów – czeka teraz na moment, by wystawić rachunek za zaniedbania.
Czas pracuje wyraźnie przeciwko Iranowi, a margines decyzyjny topnieje z dnia na dzień. Iranowi zostało około 10-15 dni do całkowitego zapełnienia zbiorników, w zależności od tego, ile tankowców uda się wykorzystać jako pływające magazyny. Za kilka tygodni okaże się, czy Wright ma rację co do nieodwracalnych szkód geologicznych, a wraz z tym rozstrzygnie się znacznie więcej niż jeden kryzys energetyczny – ważyć się będzie przyszłość irańskiego sektora naftowego na lata.



