Pentagon rozważa zmianę nazwy wojny z Iranem z „Operacji Epicka Furia” na „Operację Młot Pneumatyczny”, jeśli prezydent Donald Trump zdecyduje się wznowić kampanię bombardowań na pełną skalę przeciwko Teheranowi. Informację tę ujawnił raport NBC News opublikowany we wtorek, w przeddzień 75. dnia od rozpoczęcia konfliktu przez Stany Zjednoczone i Izrael. Materiał odsłania kulisy gry, w której zmiana etykiety operacji wojennej może mieć równie strategiczne znaczenie, co ruchy lotniskowców.
Amerykańskie źródła przekazały NBC, że Stany Zjednoczone dysponują obecnie większymi zdolnościami militarnymi w regionie niż przed wybuchem wojny 28 lutego. Po tym, jak Iran przetrwał szok pierwszych tygodni potężnych nalotów na miasta i bazy lotnicze, Trump z opóźnieniem skierował do regionu kolejne okręty wojenne, lotniskowce oraz formację Marine Expeditionary Force, a następnie wprowadził blokadę irańskich portów. „Jesteśmy w lepszej sytuacji niż 27 lutego” – stwierdził urzędnik USA cytowany przez NBC, dodając: „Mamy większą siłę ognia i możliwości”. Większa koncentracja sił morskich i połączonych w obszarze odpowiedzialności CENTCOM ma dawać Waszyngtonowi przewagę, której rzekomo brakowało na starcie konfliktu.

Zmiana nazwy jako luka prawna w drodze do wojny
Doniesienia o zmianie nazwy operacji wydają się elementem starań administracji Trumpa o obejście Rezolucji o Uprawnieniach Wojennych, czyli ustawy z 1973 roku ograniczającej uprawnienia wykonawcze do prowadzenia wojny i wzmacniającej konstytucyjne prawo Kongresu do jej wypowiadania. Według NBC nowa nazwa miałaby podkreślić, jak poważnie Biały Dom rozważa wznowienie działań zbrojnych. Kluczowa jest jednak luka prawna: zmiana etykiety pozwala argumentować, że 60-dniowy zegar wymagający zgody Kongresu zaczyna tykać od nowa.
CYNICZNYM OKIEM: Wystarczy przemalować szyld nad sklepem, a kupujący nie zauważy, że kasa jest ta sama. Pentagon odkrył, że wojnę można restartować jak grę komputerową – wystarczy zmienić tytuł i licznik się zeruje.
Republikanie kontrolują Senat i mają niewielką większość w Izbie Reprezentantów, jednak ostatnio pojawiły się oznaki ponadpartyjnej frustracji przebiegiem wojny i jej skutkami finansowymi dla amerykańskiego społeczeństwa. Zmiana nazwy może więc być nie tylko zabiegiem prawnym, lecz także próbą wymanewrowania własnego zaplecza politycznego, w którym nastroje wobec kolejnej tury bombardowań stają się coraz chłodniejsze.
Iran wcale nie leży na łopatkach
Mimo że Pentagon rozmieścił zasoby na wypadek wznowienia walk, nowe doniesienia „NY Times” oraz innych mediów wskazują, że Iran także się dozbroił i przegrupował. „Wywiad USA pokazuje, że Iran zachowuje znaczne zdolności rakietowe. Tajne nowe oceny mówią, że Iran ma operacyjny dostęp do 30 z 33 stanowisk rakietowych wzdłuż Cieśniny Ormuz, co sugeruje, że jego armia pozostaje znacznie silniejsza, niż twierdził prezydent Trump” – pisze amerykański dziennik. Liczba 30 z 33 stanowisk rakietowych pozostających w gotowości bojowej brzmi jak coś zupełnie innego niż obraz zdruzgotanej armii, malowany przez administrację w wystąpieniach publicznych.
Raport „NY Times” wskazuje, że publiczny obraz prezentowany przez Trumpa stoi w jaskrawej sprzeczności z tym, co agencje wywiadowcze mówią decydentom za zamkniętymi drzwiami. Niejawne oceny z początku miesiąca pokazują, że Iran odzyskał dostęp do większości swoich stanowisk rakietowych, wyrzutni i obiektów podziemnych. Otwiera to scenariusz, w którym siły USA mogą ugrzęznąć w długotrwałym bagnie, jeśli Biały Dom zdecyduje się na eskalację bombardowań lub na niezwykle ryzykowną operację lądową w celu przejęcia irańskich materiałów nuklearnych.
CYNICZNYM OKIEM: Prezydent ogłasza triumf, wywiad szepcze coś przeciwnego, a kamery łapią tylko to pierwsze. Zwycięstwo w komunikacie prasowym kosztuje mniej niż zwycięstwo na polu bitwy – i znacznie szybciej się sprzedaje wyborcom.
Trump wciąż nalega na usunięcie irańskiego „pyłu nuklearnego” z kraju, jednak sposób, w jaki miałoby to zostać przeprowadzone, pozostaje w sferze domysłów i prawdopodobnie okazałby się trudny do zrealizowania. Sama formuła „pyłu nuklearnego” brzmi bardziej jak hasło marketingowe niż precyzyjny cel operacyjny, co oddaje styl komunikacji obecnego Białego Domu wobec konfliktu o nuklearnym ciężarze.
We wtorek przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył, że armia jego kraju jest gotowa dać nauczkę każdemu agresorowi, podczas gdy Trump stwierdził, że zawieszenie broni wisi na włosku. „Nasze siły zbrojne są gotowe odpowiedzieć i dać nauczkę za każdą agresję” – napisał Ghalibaf w mediach społecznościowych. „Zła strategia i złe decyzje zawsze prowadzą do złych wyników – świat już to rozumie” – dodał. Wymiana ostrych deklaracji w sieci stała się dziś integralnym elementem przygotowań do realnej kampanii zbrojnej, w której młot pneumatyczny może okazać się narzędziem znacznie mniej precyzyjnym, niż sugeruje jego nowa nazwa.



