Gdy niedawno w USA opublikowano nową serię fotografii z „akt Epsteina”, w mediach zawrzało. Zdjęcia, które rzekomo miały ujawniać powiązania Donalda Trumpa z pedofilskim skandalem, okazały się perfekcyjnym przykładem tego, jak prawdę można zaprezentować w sposób, który ma wprowadzać w błąd – w tzw. „false light”. Polityczna manipulacja wygląda tu mniej jak dziennikarstwo, a bardziej jak proces sądowy przygotowany pod publiczny werdykt.
Autor poleca: Jeffrey Epstein posiadał 577 mln USD. Jak zbudował fortunę bez firmy?
CYNICZNYM OKIEM: W epoce mediów społecznościowych to nie fakty, ale skojarzenia decydują o winie. A zasada jest prosta – pokaż człowieka obok potwora, a ludzie i tak uznają, że coś ich łączy.
Stara sztuczka – nowe czasy
Warto przywołać ciekawą historię sprzed dekad. Prokurator William J. Kunkle Jr., który wsadził do więzienia seryjnego mordercę Johna Wayne’a Gacy’ego, użył na sali sądowej sprytnej psychologicznej sztuczki. Przygotował planszę ze zdjęciami ofiar, którą obkleił czerwonymi taśmami. Gdy obrona kazała usunąć fotografie, na planszy pozostały tylko czerwone X-y – symboliczne groby, które mówiły więcej niż same zdjęcia.
W nowoczesnej wersji tej samej manipulacji czerwone X-y zastąpiono czarnymi kwadratami. Na ujawnionych fotografiach przedstawiających Trumpa twarze kobiet zostały zaczernione. Nie wiadomo kim są, nie ma kontekstu, ale wizualna sugestia jest oczywista – „ofiary, które trzeba chronić.” Jedno zdjęcie na pokładzie samolotu, inne w towarzystwie kobiet o zaciemnionych twarzach. Reszta widzów ma dopowiedzieć sobie historię sama.

W prawie cywilnym istnieje pojęcie „false light” – fałszywego światła. Oznacza ono sytuację, gdy prawdziwe fotografie lub fakty zostają przedstawione w taki sposób, że stają się insynuacją nieprawdy. To nie kłamstwo, ale sugestia kłamstwa – gra w skojarzenia.
CYNICZNYM OKIEM: Nie trzeba kłamać, by zniszczyć. Wystarczy pokazać prawdę pod odpowiednim kątem – najlepiej z fleszem w oczy.
Epsteingate w stylu Hollywood. Polityka jako teatr
Nowa publikacja Demokratów zdaje się korzystać z tych samych zabiegów – profesjonalnie, lecz perfidnie. Zdjęcia nie mówią nic nowego, ale sposób ich doboru i zestawienie z innymi ujęciami tworzy sugestię, że wszyscy obecni w kadrze są „częścią kręgu”.
Wraz z kadrami Trumpa i kobiet o nieznanych twarzach pojawiły się też obrazy zabawek erotycznych, opakowań prezerwatyw z jego podobizną czy fotografie Epsteina w wannie. Razem mają budować emocjonalne napięcie – brudny kontekst, w którym każdy może wyglądać winny.
Nie tylko Trump znalazł się w tym zestawieniu. Zdjęcia przedstawiające profesora Harvardu, Alana Dershowitza, – liberalnego prawnika, który odważył się bronić ówczesnego prezydenta – również trafiły do publikacji. Fotografia, na której Epstein nosi tylko bluzę z logo Harvardu, to wystarczający ładunek symboliczny, by publiczność zapamiętała jedno: „oni też byli razem”.
To nie przypadek. W polityce obrazy są mocniejsze niż dowody. Demokraci zarzucają Trumpowi ukrywanie prawdy o powiązaniach z Epsteinem, mimo że nie przedstawili żadnych nowych faktów. Zamiast tego zaproponowali widzom inscenizację – pełną cieni, anonimowych twarzy i atmosfery skandalu
Idea jest prosta: niech wyborcy nie pamiętają treści raportu, ale wrażenie, jakie wywarł. Tak buduje się współczesne procesy bez sali sądowej – wystarczy internet i obieg medialny, by ludzie sami uzupełnili luki w narracji.
Mechanika sugestii
W historii Kunkle’a jury patrzyło na czerwone X-y. W historii Trumpa patrzymy na czarne plamy. W obu przypadkach forma jest potężniejsza niż treść. Nawet jeśli prawo chroni kongresmenów przed pozwami, trudno zaprzeczyć, że w istocie chodzi o proces publiczny bez prawa do obrony.
Zdjęcia, nawet prawdziwe, mogą kłamać. Wystarczy, że znajdą się w niewłaściwym towarzystwie – obok gadżetów erotycznych, pustej wanny i domysłów.
CYNICZNYM OKIEM: Prawda w XXI wieku to nie kwestia faktów, lecz montażu
Ostatecznie ten medialny spektakl prawdopodobnie nie zmieni ani jednego głosu w nadchodzących wyborach. Dla jednych to dowód, że trwa ukrywanie grzechów władzy; dla innych – że powstaje fabuła obliczona na kolejne oskarżenie.
Różnica między procesem Gacy’ego, a polityką dziś polega na tym, że większość ławy przysięgłych dawno wyszła z sali. Zostały tylko czerwone X-y i czarne plamy – symbole, które nie wymagają tłumaczenia. Bo publiczność nie potrzebuje faktów, tylko emocji.
A w epoce „fałszywego światła” to właśnie emocje są najdoskonalszym narzędziem propagandy.


