Podczas zaprzysiężenia nowy burmistrz Nowego Jorku, Zohran Mamdani, wypowiedział słowa, które w historii miasta mogą brzmieć jak dzwonek alarmowy: „Zastąpimy chłód surowego indywidualizmu ciepłem kolektywizmu.”
W kraju, który od dwóch stuleci gloryfikuje samowystarczalność jednostki, to zdanie zabrzmiało jak ideologiczna rewolucja na schodach ratusza.
Mamdani – polityk z rodziny imigrantów, otwarcie sympatyzujący z lewicą – obiecuje pomóc biednym i wykluczonym. Ale w oczach wielu nowojorczyków jego słowa przywołują niepokojące skojarzenia: kolektywizm, zbrodnie ideologii XX wieku, upadek wolnego ducha Ameryki. Miasto, które zbudował indywidualizm, pojawił się burmistrz, który chce je pogrzebać.
CYNICZNYM OKIEM: „Ciepło kolektywizmu” brzmi dobrze, dopóki nie okaże się, że grzeje tylko tych na szczycie władzy.
Wahadło historii – od „my” do „ja”
Jak zauważają autorzy książki Pendulum: How Generations of the Past Shape Our Present and Predict Our Future, społeczeństwa poruszają się w 80-letnich cyklach między kolektywizmem („my”) a indywidualizmem („ja”). Najpierw wspólnota rozwiązuje społeczne problemy, potem popada w fanatyzm. W kolejnym etapie egoizm jednostki znów burzy porządek – i wszystko zaczyna się od nowa.
Według tej teorii, szczyt kolektywizmu przypadał na lata 2013–2023, czyli moment, gdy kultura „cancel”, ideologiczne wojny płci i symboliczne procesy polityczne zastąpiły dyskusję rozliczaniem. Teraz, jak pokazują pierwsze oznaki społeczne, wahadło znów zaczyna wracać – w stronę indywidualizmu, niezależności i oporu wobec masowego konformizmu – z wyjątkiem Nowego Jorku.
To, co dziś głosi Mamdani, nie jest nową ideą – to powtórka lekcji, której świat nie chciał się nauczyć.
CYNICZNYM OKIEM: Historia ma poczucie humoru – podsuwa ludziom te same idee, tylko w nowym garniturze i z kontem na TikToku.
Nowy Jork między wolnością, a uniformizacją
„Kolektywna przyszłość” ma być, według burmistrza, remedium na nierówności i alienację. Ale czy miasto, które żyło etosem „If you can make it there, you can make it anywhere„, uniesie ciężar wspólnotowej utopii?
Kolektywizm obiecuje ciepło – problem w tym, że zawsze zaczyna się od troski o biednych, a kończy rozkazem wobec nieposłusznych. To nie przypadek, że w każdym cyklu dziejowym jego nadmiar prowadził do polowania na czarownice, cenzury, a w ekstremach – do totalitaryzmów.
Zohran Mamdani stoi teraz na rozdrożu. Może zostać reformatorem lub kolejnym modernistą, który pomylił wspólnotę z kontrolą. Jeśli jego plan się powiedzie, Nowy Jork przejdzie do historii – tym razem nie jako miasto marzeń, lecz jako eksperyment społeczny, w którym idea „my” zjada własne „ja.”


