Sztuka prowokuje – to truizm, powtarzany od wieków. Ale jest moment, w którym prowokacja przestaje brzmieć jak „odważna artystyczna wizja”, a zaczyna być odczytywana jako cyniczne kopnięcie w czyjeś wartości. Właśnie tak postrzega najnowszą inscenizację musicalu Jesus Christ Superstar twórca kanału DRWAL Rębajło, gdzie w roli Jezusa obsadzono Cynthię Erivo – czarnoskórą aktorkę, osobę biseksualną i identyfikującą się jako niebinarną.
Dla jednych to manifest inkluzywności, dla innych – jak podkreśla Drwal – otwarta profanacja.
Od rock-opery do religijnego skandalu
Od debiutu w latach 70. XX wieku rock-opera Andrew Lloyda Webbera i Tima Rice’a budziła emocje. Pokazanie Jezusa jako człowieka przeżywającego wątpliwości i gniew, relacja z Marią Magdaleną ukazana niemal jak romans, a także wyeksponowanie postaci Judasza – wszystko to sprawiało, że Kościół katolicki od początku patrzył na widowisko z rezerwą.
Mimo to spektakl – a później filmowa wersja z 1973 roku – zdobyły ogromną popularność. Nawet papież Paweł VI miał zauważyć, że dzieło może przyciągnąć ludzi do chrześcijaństwa. Kontrowersje były, lecz mieściły się jeszcze w granicach interpretacji artystycznej.
Dziś jednak nowa odsłona idzie o krok dalej.
„To groteskowe przedrzeźnianie Ewangelii”
Jak mówi prowadzący:
„Sceny, jakie zobaczycie, nie należą do przyjemnych. Niepokojące zwłaszcza dla kogoś, komu bliska jest wiara. Postać w groteskowy sposób przedrzeźnia sceny z Ewangelii i kpi z samego Jezusa. Czarnoskóra identyfikująca się jako osoba niebinarna kobieta – oto nowa ‘inkluzywna’ wersja Jezusa.”
Dla Drwala wybór obsady nie jest przypadkowy. Nie chodzi o talent aktorski, lecz o wypełnienie ideologicznej listy – kolor skóry, niebinarność, biseksualność. Wszystko po to, aby sprowokować i narzucić definiowaną przez Hollywood agendę różnorodności.
Cynthia Erivo – Jezus z agendy progresywnej
Erivo nie kryje swojej tożsamości – jako biseksualna osoba niebinarna, przyjmująca katolicyzm, stwierdziła: „Nie da się wszystkich zadowolić. Dlaczego więc nie ja?”. Dla części środowisk artystycznych to symbol wyzwolenia.

Ale Drwal kontraargumentuje:
„Jezus to Syn Boży. Syn – nie córka, nie osoba niebinarna z zaimkami. Jezus jest historyczną postacią, potwierdzoną przez starożytnych kronikarzy. A tu mamy widowisko, w którym Chrystus upodabnia się do hybrydy Golluma i Nosferatu, w skąpej sukience i ze szponami na dłoniach.”
To nie inkulturacja – jak przedstawienia Jezusa w afrykańskiej, azjatyckiej czy latynoskiej sztuce religijnej – ale jawna manifestacja „postępowej rewolucji”.
W roli Judasza wystąpił Adam Lambert, otwarcie deklarujący swoją orientację homoseksualną. Jego komentarz był szczery: „Spektakl ma prowokować i kwestionować tradycję.”
I rzeczywiście – nie ma tu próby dialogu, nawet mocno zlaicyzowanego, jak w latach 70. Tu jest jasno postawiony znak: zburzyć świętość, zrównać wszystko z popkulturą, zrobić spektakl z Chrystusa w imię ‘różnorodności’.
Granica między sztuką, a profanacją. Dlaczego tylko z chrześcijaństwem?
Warto zauważyć – jak mówi Drwal – że sztuka chrześcijańska przez wieki różniła się od siebie. Jezus o rysach afrykańskich, azjatyckich, słowiańskich – nie jest to niczym nowym. Ale to była inkulturacja, dostosowanie wizerunku do lokalnej wyobraźni wiernych.
Nowy Jesus Christ Superstar nie jest formą ewangelizacji, lecz – jak twierdzi prowadzący – ideologiczną pokazówką uderzającą w wiarę miliardów.
„Dla mnie jako chrześcijanina ten obraz jest po prostu obrzydliwy. To, co pokazali, wyśmiewa Chrystusa i Ewangelię. Nazywam to wprost: profanacją. To bluźnierstwo.”
Drwal podkreśla przy tym, że Erivo sama określa siebie jako katoliczkę. Co w jego ocenie sprawia, że mamy do czynienia nie z artystycznym eksperymentem, ale z jawnym przekroczeniem granicy szacunku wobec sacrum i własnej religii.
Najgorętszy punkt narracji pojawia się, gdy Drwal zadaje pytanie retoryczne:
„Czy ktokolwiek odważyłby się zrobić podobny spektakl z Mahometem? Wszyscy wiemy, że nie. Chrześcijan można obrażać bezkarnie. Nadstaw drugi policzek – i cisza. Ale tu nie chodzi o obrażanie publicystów, tylko o uderzenie w fundament naszej cywilizacji.”
Ponownie: chodzi nie tylko o religię, ale o to, że deklaracje o równości i tolerancji okazują się puste. Jedne środowiska chronione są jak rezerwat, drugie – szczególnie chrześcijaństwo w Europie i Ameryce – można parodiować do woli.
Nowa inscenizacja Jesus Christ Superstar nie jest pierwszą prowokacją, ale – jak zauważa DRWAL Rębajło – może być symbolem epoki, w której sztuka stała się narzędziem kulturowej walki, a wartości religijne – ozdobą do deptania.
Artystyczna wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się celowa pogarda. A to, co widzimy w tej „nowoczesnej” wersji Jezusa, wielu odczyta nie jako sztukę, ale jako cyniczny policzek wymierzony w chrześcijaństwo.
Drwal mówi wprost: „To profanacja. Dlatego nie powinniśmy milczeć.”
I trudno się nie zgodzić, że gdy sztuka porzuca dialog na rzecz obrażania, przestaje być mostem, a staje się narzędziem wojny kulturowej.


