Nowoczesna energia atomowa wraca z przytupem. USA po dekadzie dają zgodę

To reaktor prędki chłodzony sodem, o konstrukcji basenowej

Jarosław Szeląg
6 min czytania
atom Natrium TerraPower Bill Gates Wyoming

4 marca 2026 roku Komisja Dozoru Jądrowego Stanów Zjednoczonych jednogłośnie zatwierdziła pierwsze od niemal dekady pozwolenie na budowę komercyjnego obiektu jądrowego. Bohaterem tego historycznego – i spóźnionego o co najmniej dwie dekady – momentu jest firma TerraPower, wspierana przez Billa Gatesa i jej flagowy projekt: reaktor Natrium w Kemmerer, w stanie Wyoming.

Prezes TerraPower, Chris Levesque, nie owijał w bawełnę: „Dzisiaj jest historyczny dzień dla przemysłu jądrowego w Stanach Zjednoczonych”. Trudno mu odmówić racji – choć równie trudno nie zauważyć, że świętujemy dziś coś, co powinno wydarzyć się znacznie wcześniej.

Czym właściwie jest Natrium – i dlaczego ma to znaczenie?

Natrium to nie kolejny odgrzany projekt z lat siedemdziesiątych. To reaktor prędki chłodzony sodem, o konstrukcji basenowej, sparowany z systemem magazynowania energii w stopionych solach. Dzięki temu układowi reaktor może zwiększać moc jak elektrownia szczytowa na gaz, jednocześnie pracując jako stabilne, bezemisyjne źródło podstawowe. Moc nominalna wynosi 345 MWe, ale system magazynowania pozwala ją okresowo zwiększać – zapewniając sieciom elastyczność, o której zwolennicy wiatru i słońca mogą na razie tylko pomarzyć.

Reaktor wykorzystuje paliwo HALEU – uran wzbogacony do poziomu około 15-20% izotopu U-235 – co umożliwia budowę mniejszych i bardziej wydajnych rdzeni. To rodzaj technologii, który faktycznie odpowiada na realne problemy energetyczne, zamiast udawać, że magazyny bateryjne wielkości małych miast mają sens ekonomiczny.

atom

CYNICZNYM OKIEM: Bill Gates od lat sprzedaje atom jak produkt premium w sklepie z ekologią – i nareszcie ktoś w rządzie kupił. Tylko że zamiast bić brawo, warto zapytać, dlaczego Stany Zjednoczone przez dekady budowały więcej regulacji niż reaktorów.

Regulacyjny cud w osiemnaście miesięcy

Wniosek złożono w marcu 2024 roku. Pozwolenie wydano w osiemnaście miesięcy – błyskawicznie jak na instytucję, która przez dekady działała z prędkością zbliżoną do geologicznej. Dla porównania: pierwotnie szacowano, że procedura zajmie dwadzieścia siedem miesięcy.

Co zmieniło się w głowach regulatorów? Krótka odpowiedź brzmi: popyt na energię ze strony sztucznej inteligencji i centrów danych przestał być abstrakcją. Wycofywanie węgla i rozbudowa samych odnawialnych źródeł energii po prostu nie są w stanie utrzymać stabilności sieci – i nawet urzędnicy NRC najwyraźniej to dostrzegli.

To pierwsze zatwierdzenie komercyjnego reaktora innego niż lekkowodny od ponad czterdziestu lat. W tym samym czasie Chiny mają trzydzieści osiem reaktorów w budowie, Rosja i Indie po sześć, a USA – do dziś – znajdowały się na liście poniżej Iranu i Pakistanu z wynikiem zero. Historyczne? Absolutnie. Wstydliwe jednocześnie? Jeszcze bardziej.

TerraPower od 2024 roku prowadziła już prace ziemne na częściach pozajądrowych obiektu – dzięki wcześniejszym zwolnieniom stanowym Wyoming – w tym nad komponentami tak zwanej wyspy energetycznej. Budowa właściwego reaktora może teraz ruszyć „w nadchodzących tygodniach”, jak zapowiada firma. Pełna eksploatacja komercyjna planowana jest na 2030 rok.

Koszt projektu demonstracyjnego szacuje się na cztery miliardy dolarów, z czego połowę – do dwóch miliardów – pokrywa program demonstracyjny Departamentu Energii. Reszta spoczywa na TerraPower i jej partnerach. Jak na projekt, który ma zredefiniować energetykę Ameryki, to niemal skromna kwota – szczególnie w zestawieniu z wiecznie przekraczającymi budżety elektrowniami lekkowodnymi, jak słynna elektrownia Vogtle, która stała się symbolem wszystkiego, co poszło nie tak z amerykańskim atomem.

CYNICZNYM OKIEM: Departament Energii dokłada dwa miliardy dolarów do projektu Gatesa, żeby pokazać, że Ameryka znowu potrafi budować reaktory. Tymczasem Chiny budują ich trzydzieści osiem bez konferencji prasowych o historyczności chwili.

Wielki głód energii i nowy wyścig atomowy

Impet nie kończy się na jednym reaktorze w Wyoming. Na początku 2026 roku TerraPower zawarła umowę z firmą Meta na budowę nawet ośmiu bloków Natrium. Potencjalnie oznacza to dostawę gigawatów stabilnej, bezemisyjnej energii dla infrastruktury cyfrowej, która napędza sztuczną inteligencję.

Technologiczni giganci doskonale zdają sobie sprawę, że niezawodna energia podstawowa to dziś zasób strategiczny – alternatywą jest zasilanie centrów danych generatorami diesla lub uzależnienie od kapryśnej pogody. Atom – szczególnie w nowoczesnym, modularnym wydaniu – staje się odpowiedzią na pytanie, które sektor technologiczny zadaje sobie coraz głośniej.

Na horyzoncie są też inne projekty – Oklo i Nano Nuclear pracują nad jeszcze mniejszymi reaktorami modułowymi, które mają zasilać centra danych bezpośrednio, z pominięciem sieci dystrybucyjnej. Szacowany niedobór mocy w tym segmencie na nadchodzące lata to około sto gigawatów – liczba, przy której żaden reaktor nie wydaje się już egzotycznym pomysłem wizjonera.

Krytycy będą przypominać o reaktywności sodu, ryzyku pożaru i wysokich kosztach pierwszego projektu w swoim rodzaju. To uczciwe zastrzeżenia. Ale stary paradygmat – lekkowodne reaktory dławiące się w papierkowej robocie od czasów administracji Cartera – przyniósł przekroczenia budżetów i budowy trwające dekady. Natrium obiecuje budowę modułową, pasywne systemy bezpieczeństwa i realną dyscyplinę kosztową.

Gdy w Kemmerer lada chwila zaczną rozpadać się atomy, energetyczny establishment poczuje, że ziemia drży – i to nie od wybuchu, lecz od tempa, w jakim stary porządek odchodzi do historii.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *