Departament Sprawiedliwości USA ogłosił, że opublikował ostateczną partię akt w sprawie Jeffreya Epsteina – ponad 3 miliony stron dokumentów, 180 tysięcy zdjęć i 2 tysiące nagrań wideo. Brzmi jak materiał dla prokuratora, a wygląda raczej na historię, której nikt nie chce w pełni opowiedzieć. Z oficjalnych 6 milionów stron uznano za „responsywne” połowę – reszta, jak tłumaczą urzędnicy, „nie dotyczy sprawy”. W tłumaczeniu z biurokratycznego na ludzki: pewne rzeczy lepiej zakopać głębiej.
Wiceszef resortu Todd Blanche zapewnił, że DOJ „nie chroni nikogo z powodów politycznych” i że rząd „nie posiada żadnych supertajnych dokumentów o Epsteinie”. Mimo to, wcześniejsze publikacje pełne były absurdalnych cenzur – nazwiska ofiar znikają, twarze kobiet zamazane, za to męskie sylwetki rozpoznawalne aż nadto dobrze. Blanch dodał, że żaden z mężczyzn nie został zamazany, jeśli nie było „technicznej konieczności”. Interpretacja? Nikt nie dotknął świętych krów.
CYNICZNYM OKIEM: W sprawie, w której wszyscy zaprzeczają, że coś ukrywają, największym sekretem jest właśnie ta terapia zaprzeczenia. Bo skoro nikt nie ma nic do ukrycia, to dlaczego każda kolejna transza akt wygląda jak czarna dziura wyrwana z rzeczywistości?
Sekrety z wyspy i święte immunitety
Epstein – milioner, przestępca seksualny, człowiek, który handlował ludźmi jak luksusowym towarem – nie żyje od 2019 roku. Oficjalnie się powiesił, choć jego śmierć w celi nadal budzi więcej pytań niż odpowiedzi. Jego współpracowniczka, Ghislaine Maxwell, odsiaduje 20 lat więzienia, lecz w nowych aktach pozostaje jedyną kobietą opisaną z pełnym nazwiskiem.
Setki innych nazw – od celebrytów po polityków – pojawiają się w kontekście zdjęć i korespondencji mailowej, ujawnionej podczas grudniowych fal publikacji. Wiadomo tylko, że nazwiska takie jak Trump, Clinton, Musk czy Gates przewijają się w tle tej dokumentacji jak duchy z elity, która wciąż nie zna pojęcia wstydu.
Departament Sprawiedliwości tłumaczy opóźnienia „koniecznością chronienia ofiar”. Krytycy w Kongresie – z Partii Demokratycznej i Republikańskiej – podejrzewają raczej grę na czas i selektywne oczyszczanie historii. Reprezentanci Thomas Massie i Ro Khanna otwarcie zarzucają resortowi, że ustawa wymuszająca publikację akt została zrealizowana połowicznie, a obywatele zamiast prawdy dostali streszczenie.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli kogoś można nazwać ofiarą Epsteina, to oprócz skrzywdzonych kobiet – również prawda. Bo ta, jak widać, wciąż odbywa dożywocie za kratami tajemnicy państwowej.


