Nowa definicja „nienawiści wobec muzułmanów” w Wielkiej Brytanii

Dyskusje o przestępstwach z udziałem muzułmańskich sprawców zostaną uznane za mowę nienawiści

Adrian Kosta
5 min czytania

Brytyjski rząd przygotowuje się na polityczną burzę. Sekretarz ds. społeczności, Steve Reed, ma ogłosić nową oficjalną definicję zjawiska określanego jako „anti-Muslim hate” – nienawiść wobec muzułmanów. Już teraz projekt budzi kontrowersje. Zwolennicy mówią o potrzebie walki z uprzedzeniami. Krytycy odpowiadają: „To powrót do prawa o bluźnierstwie pod nowym szyldem.”

CYNICZNYM OKIEM: W kraju, który z dumą zrzucił kajdany cenzury religijnej, rząd właśnie wykuwa jej nową, poprawną politycznie wersję.

Od „islamofobii” do „nienawiści wobec muzułmanów”

Nowa definicja ma zastąpić dotychczasowe, nieostre określenie „islamofobia”, które od lat stanowiło językowe pole minowe. Jak ujawniają przecieki, dokument ma pomóc urzędom, radom lokalnym i firmom w rozpoznawaniu i przeciwdziałaniu uprzedzeniom wobec muzułmanów.

Problem w tym, że jego treść może sięgać znacznie głębiej niż kiedykolwiek przewidywano. Według wstępnych wersji, „nienawiść wobec muzułmanów” obejmie również „uprzedzeniowe stereotypy” oraz „rasizm mający na celu wzbudzanie nienawiści”. W praktyce może to oznaczać, że dyskusje o przestępstwach z udziałem muzułmańskich sprawców – np. o gangach wykorzystujących nieletnich czy o terroryzmie islamistycznym – zostaną uznane za mowę nienawiści.

Najostrzej przeciwko propozycji występuje Free Speech Union – wpływowa organizacja walcząca o wolność wypowiedzi. Jej sekretarz generalny Toby Young ostrzega, że rząd w praktyce tworzy protezę dawno zniesionych praw o bluźnierstwie, które przestały obowiązywać w 2008 roku.

„Oficjalna definicja islamofobii stłumi wolność słowa, zwłaszcza debatę na temat tak istotnych kwestii jak skandale z gangami czy terroryzm islamistyczny” – napisała organizacja w oświadczeniu. „Żadne wyznanie w wolnym społeczeństwie nie powinno być poza granicą krytyki.”

Toby Young zwraca też uwagę na polityczne konsekwencje: „Uprzywilejowanie islamu względem innych religii przekona białych robotników, że są obywatelami drugiej kategorii, podczas gdy muzułmańskie grupy w laburzystowskich okręgach potępią definicję za brak słowa ‘islamofobia’. To kompromis, który nie zadowoli nikogo.”

CYNICZNYM OKIEM: Wzajemnie urażeni to dziś narodowy sport. Ale gdy rząd zaczyna rozdawać punkty – wolność przegrywa mecze walkowerem.

Eksperci ostrzegają przed mrożącym efektem

Zastrzeżenia zgłosiła również Komisja ds. Równości i Praw Człowieka (EHRC), ostrzegając, że przyjęcie definicji może naruszyć istniejące prawo, wywołując „efekt mrożący” wobec debaty publicznej i prowadząc do zamieszania interpretacyjnego w sądach.

W liście do ministra Steve’a Reeda EHRC zauważyła, że „już teraz obowiązują przepisy chroniące przed dyskryminacją i przestępstwami z nienawiści”, a zatem nowe regulacje są zbędne i potencjalnie sprzeczne z zasadą proporcjonalności.

Sceptycznie wypowiedział się także Jonathan Hall, niezależny recenzent ustaw antyterrorystycznych, który zwrócił uwagę, że proponowana definicja „chroni religię jako instytucję, a nie ludzi”, co może doprowadzić do „nadgorliwego egzekwowania i niebezpiecznej interpretacji prawa.”

Pomimo burzy wokół projektu, rząd utrzymuje, że jego intencje są czyste. „Chcemy likwidować nienawiść, nie zamykać ust” – zapewnia rzecznik Ministerstwa ds. Mieszkalnictwa i Społeczności. Podkreśla, że żadna definicja nie powinna ograniczać debaty publicznej ani hamować ujawniania spraw ważnych dla interesu społecznego.

Jednak zapewnienia polityków nie przekonują ani opozycji, ani organizacji obywatelskich. Wielu widzi w tej inicjatywie nie walkę z nienawiścią, lecz próbę kontrolowania języka i opinii.

CYNICZNYM OKIEM: Rząd twierdzi, że chce walczyć ze złem. W praktyce tworzy słownik, w którym tylko on decyduje, co jest dobrem.

Powrót prawa o bluźnierstwie?

Free Speech Union przypomina, że zniesienie prawa o bluźnierstwie było jednym z symboli nowoczesnej brytyjskiej wolności.

Teraz – po 17 latach – ten sam kraj może przyjąć definicję, która faktycznie przywraca jego ducha, tyle że w języku „tolerancji” i „równości”.

Organizacja uruchomiła kampanię społeczną, zachęcając obywateli do kontaktu z posłami i sprzeciwu wobec „nowego milczącego knebla” nałożonego na publiczną debatę. Podkreśla: „Już mamy przepisy, które chronią przed przestępstwami z nienawiści. Nie potrzebujemy praw, które każą klękać przed ideologią.”

Wielka Brytania zawsze była dumna ze swojej tradycji wolnego słowa – od Voltaire’a cytowanego w parlamencie po satyryków wyśmiewających królewskie obyczaje. Teraz stoi przed testem, który zadecyduje, czy będzie broniła wolności do mówienia, czy tylko prawa do milczenia.

CYNICZNYM OKIEM: Nowa definicja wygląda jak tarcza przeciw nienawiści, ale może się okazać maską dla nowego typu cenzury – tej, która udaje troskę, a żywi się strachem przed prawdą.

Bo w prawdziwie wolnym kraju słowa nie potrzebują pozwolenia – nawet jeśli kogoś bolą. A jeśli rząd zaczyna definiować, co wolno powiedzieć o religii, to znaczy, że wolność słowa właśnie przestała obowiązywać – w imię jej ochrony.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *