Niemieckie media jako tuba państwa: prasa biznesowa sprzedała wolny rynek

Medialna falanga Zielonego Ładu

Adrian Kosta
8 min czytania
Niemieckie media jako tuba państwa: prasa biznesowa sprzedała wolny rynek

Skąd bierze się wzrost gospodarczy? Odpowiedzi można szukać u Ludwiga von Misesa, jednego z najważniejszych ekonomistów XX wieku, który tłumaczył, że wzrost rodzi się tam, gdzie kapitał prywatny na wolnym rynku prowadzony jest przez niezakłócony system cen. Ceny sygnalizują rzadkość i kierują deficytowe zasoby tam, gdzie generują realną wartość. Kiedy mechanizm ten zostaje zniekształcony przez ideologiczną interwencję, kapitał jest niewłaściwie alokowany, a potencjalny wzrost po prostu wyparowuje.

Rzeczywistość rynków wschodzących wielokrotnie potwierdzała nauki szkoły austriackiej. Przykładem jest Argentyna, gdzie zmiana polityki gospodarczej pod wodzą prezydenta Javiera Mileia prowadzi do wycofywania się państwa i nowych impulsów dla inwestycji prywatnych. Tak miałby wyglądać zdrowy układ: państwo jako sędzia ustalający reguły, a nie gracz w gospodarce. Tyle że właśnie ta teza napotyka maksymalny opór w niemieckich redakcjach, gdzie panuje, jak zauważa autor analizy, zagorzały duch etatystyczny i wulgarny heglizm, regularnie gubiący się w labiryncie przyczynowości ekonomicznej.

Apoteoza „ojca państwa” w porannym biuletynie

W czwartek „Handelsblatt” zaprezentował swoim czytelnikom efekt mariażu zielono-etatystycznej ideologii z redakcyjną gorliwością misyjną. Tekst opublikowany pod tytułem „Kiedy ojciec państwo musi ratować niemiecki wzrost” jest, według autora analizy, studium przypadku ducha dominującego w niemieckich mediach. Wynika z niego, że jednostka nie liczy się wcale, państwo zaś we wszystkim.

Przez te wersy, jak zauważa komentator, przebija nuta Orwella, mająca przypominać, że los ekonomiczny obywateli spoczywa teraz w rękach wszechwiedzącego rządu federalnego. Wciąż słychać cichnące ody prasy na cześć byłego wicekanclerza Roberta Habecka, określanego mianem zarządcy zielonego chaosu. Wiele osób uważa za pomocne wpasowanie własnej egzystencji w panującą ideologię, zdejmując z siebie tym samym odpowiedzialność egzystencjalną.

Gdy dzieje się to na masową skalę, powstaje państwo w państwie, czyli to, co nazywa się państwem opiekuńczym. Problem polega na tym, że w dziennikarstwie taka postawa przesłania poszukiwanie przyczyn obecnego kryzysu. Praca redakcyjna rozmywa nadmierną regulację gospodarki, niszczenie energetyki jądrowej i klientelistyczną politykę klimatyczną, które razem tworzą szeroką deltę deindustrializacji.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy redakcja modli się do ojca państwa, faktura za nabożeństwo zawsze trafia do podatnika. Niemiecka prasa biznesowa odkryła nowy model przychodów: chwalić rękę, która rozdaje dotacje na wspieranie demokracji.

Medialna falanga Zielonego Ładu

Czasopisma takie jak „manager magazin”, „Handelsblatt”, „WirtschaftsWoche”, a nawet niegdyś mieszczańska „FAZ”, już tylko mgliście sugerują poprzez swoje nazwy, że kiedyś były oddane analizie ekonomicznej. Analizując ton, dobór obrazów i styl raportowania, trudno uciec od wrażenia istnienia medialnej falangi Zielonego Ładu. Racjonalność ekonomiczną zastąpiła żelazna wiara w kult zerowej emisji.

Dla socjalistów w redakcjach to pomyślny rozwój wypadków, ponieważ wiąże się z rozbudową ogromnego aparatu państwowego, co wygodnie uzasadnia długoterminowe finansowanie ich własnej działalności w ramach tak zwanego wspierania demokracji. Państwo zamawia, a media dostarczają, zawsze w tonie klimatycznej apokalipsy. Wszystko z jednej formy, bez miejsca na dysonans.

„Manager Magazin” potwierdził w tym tygodniu podejrzenie, że nawet media zorientowane na biznes działają jako medialne ramię zielonej gospodarki opartej na drenażu. Minister gospodarki Katherina Reiche, po swojej ostrożnej krytyce kultu zielonych dotacji, została przedstawiona na okładce jako oblepiona ropą lobbystka ery paliw kopalnych. Reszta to wiwat na cześć transformacji energetycznej.

Medialne apogeum klękania przed „ojcem państwem” nastąpiło w ubiegłym roku wraz z prezentacją tak zwanego Planu Draghiego. Były premier Włoch i prezes EBC Mario Draghi nakreślił program, który ma wyciągnąć strefę euro ze stagnacji poprzez masowe inwestycje państwowe. Plan przewidywał około 800 miliardów euro rocznie, co przez co najmniej pięć lat oznaczałoby, że mniej więcej pięć procent europejskiego PKB byłoby sterowane politycznie.

Draghi opisuje, jak zauważa autor analizy, nic innego jak przyszłą Unię Europejską, w której dynamizm gospodarczy jest coraz bardziej tłamszony przez kontrolę państwa. Ci, którzy śledzili medialne relacje, rzadko spotykali się ze zdaniem odrębnym, co po dekadach skutecznej indoktrynacji w szkołach, na uniwersytetach i w mediach trudno uznać za zaskakujące. Bruksela w dużej mierze włączyła już ten plan do nowego siedmioletniego budżetu, a w latach 2028–2034 przez ręce brukselskiej biurokracji przejdzie około 2 bilionów euro.

Państwo nakazowe w pełnym świetle dnia

To, że Draghi, Merz i von der Leyen prowadzą Europę ku nowej formie socjalizmu w pełnym świetle dnia, nie jest, zdaniem autora, nawet przedmiotem debaty, lecz jest aktywnie wspierane przez pracę mediów. Rosnące dotacje i podatki wybrukowują drogę do gospodarki nakazowej, co ostatecznie skutkuje kwotą wydatków państwowych znacznie powyżej 50 procent. Mowa tu o socjalizmie we wszystkim poza nazwą.

Zanikowi gospodarki rynkowej towarzyszy masowa ekspansja sektora publicznego, czego dowodem jest 205 000 nowych etatów rządowych w zaledwie jeden rok. Tymczasem część społeczeństwa tworząca wartość wykrwawia się, podczas gdy projekt transformacji chłodno uśmiecha się do ludności. Spadek produktywności i ucieczka przemysłu z Niemiec składają się na program ubożenia sektora prywatnego.

„Handelsblatt” opisał ten sektor określeniem „bezkrwawy”, sugerując, że państwo musi go ratować i wyciągać kasztany z ognia. Autor analizy nazywa ten światopogląd niezwykłym, biorąc pod uwagę realia fiskalne, regulacyjne i energetyczne. Czytelnicy „Handelsblatta”, „manager magazin”, „Die Zeit”, „Süddeutsche Zeitung” czy mediów publicznych mogą tego nie dostrzegać, ale ich nieustanny wysiłek obronny zamraża społeczeństwo w miejscu.

Media tworzą, jak ujmuje to komentator, falangę osłaniającą przedstawicieli rządu, administrację i ideologiczny aparat partyjny przed rzeczywistością. Stają się tym samym współwinne umożliwiania postępującej destrukcji gospodarki. Im dłużej zielona transformacja ujawnia swoje niszczycielskie skutki, tym więcej kapitału i zasobów zostaje spalonych, choć są one potrzebne do odbudowy po zielono-etatystycznej katastrofie.

CYNICZNYM OKIEM: Kanclerz, redaktor naczelny i komisarz unijny grają w jednej orkiestrze, a publiczność klaszcze, bo sama kupiła bilety. Degrowth to nie ideologia, lecz metoda płacenia za własny upadek z uśmiechem.

Nic jednak nie dzieje się przez przypadek. Kanclerz Merz, podobnie jak jego poprzednicy Olaf Scholz i Angela Merkel, wraz z brukselskim kartelem władzy, realizuje, zdaniem autora, politykę spalonej ziemi wobec gospodarki rynkowej. Powrót do tego modelu ma zostać uniemożliwiony za wszelką cenę, mimo że jest to jedyna autentycznie demokratyczna i merytokratyczna forma organizacji gospodarczej, stojąca na przeszkodzie budowie zielonego socjalizmu.

Z czasem aparatowi państwowemu udało się ustanowić strukturę bodźców, która wciąga ludzi w zależność poprzez migrację, zatrudnienie publiczne lub systemy opieki społecznej. W takim klimacie każdy, kto podnosi głos przeciwko opiekuńczemu państwu, nieuchronnie staje przeciwko większości i musi spodziewać się burzy oburzenia. Dopóki kohorty Grety Thunberg z Fridays for Future tańczą na ulicach, a część ludności świętuje upadek gospodarczy jako postęp w duchu postwzrostu, ta dziecięca impreza, jak ujmuje to autor analizy, jeszcze się nie skończyła.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *